Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Upadek nietykalnego dyrektora

Grazyna Zawadka 28-03-2018, ostatnia aktualizacja 28-03-2018 10:42

Były szef IMiGW stworzył korupcyjny układ i przez dekadę czerpał z niego zyski. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Mieczysław O. do aresztu trafił w 2016 r. Odmawia wyjaśnień
autor: Piotr Gamdzyk
źródło: reporter
Mieczysław O. do aresztu trafił w 2016 r. Odmawia wyjaśnień

Mieczysław O. miał brać „haracz" niemal za wszystko, a pieniądze Instytutu Metereologii i Gospodarki Wodnej wydawać na co dusza zapragnie. O skali jego bezczelności świadczy fakt, że kiedy domyślił się, że jest na celowniku służb zlecił specjalistycznej firmie sprawdzanie czy w jego gabinecie nie ma podsłuchów. Ok. 25 tys. zł za tę usługę zapłacił IMiGW.

– Zdarza się, że korupcja sięga milionowych kwot, ale zwykle to pojedyncze „strzały". Tu trwała nieustannie przez prawie dekadę. Mieczysław O. stworzył mechanizm, który wytwarzał i przynosił mu regularne korzyści – mówi Przemysław Ścibisz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, który patologię w IMiGW rozpracował wraz z Ewą Maszer, policjantką z wydziału do walki z korupcją Komendy Stołecznej Policji.

„Dole" od nagród

Nadużycia zaczęły się – jak twierdzi prokuratura – w 2006 r., kiedy O. został dyrektorem Instytutu i trwały do maja 2015 r., gdy go odwołano. Spośród 94 zarzutów, jakie na nim ciążą, ok. połowa dotyczy korupcji. Inne przekroczenia uprawnień dla osiągnięcia korzyści – majątkowej lub osobistej, podżegania do fałszowania dokumentów i nakłaniania do składania fałszywych zeznań.

Były dyrektor miał żądać „doli" od premii, nagród rocznych, zatrudnienia na fikcyjnym etacie. Takie posady – jak wynika z aktu oskarżenia – dostało siedem osób, z których sześć miało się opłacać. Zarobki „słupów" – rodziny i znajomych pracowników Instytutu – były znaczące. Łukasz G. (szwagier jednej z pracownic IMiGW) – po technikum, wcześniej pracujący jako piekarz i magazynier przez niespełna cztery lata „pracy" zarobił ok. 302 tys. zł. – Został zatrudniony na stanowisku głównego specjalisty, choć nie posiadał przygotowania i doświadczenia – mówi prokurator Ścibisz.

W Instytucie G. zjawiał się raz w miesiącu, by dać „dolę" i podpisać listę. On i jego bliscy (też dostali fikcyjne posady) mieli zapłacić dyrektorowi O. w sumie 239 tys. zł. Fikcyjne etaty dostała żona, teściowa i przyjaciółka innego pracownika IMiGW – Aleksandra P.

Szefowi opłacali się też jego zastępcy (8 tys. zł) i dyrektorzy ośrodków zamiejscowych IMiGW (10 tys. zł) – twierdzą śledczy. Jedni płacili, bo chcieli zachować stanowiska, innych paraliżował strach. Np. wicedyrektor Łukasz L. oddał O. część nagród rocznych za kolejne trzy lata. Raz było to 7 tys. zł, innym – 8 tys. zł.

– Tylko raz dyrektor zwolnił go z tego „obowiązku", gdy Łukasz L. ubłagał go mówiąc, że stawia dom i potrzebuje pieniędzy – tłumaczy Ścibisz.

„Słowo przeciw słowu. Kto ci uwierzy" – miał mówić O., dając do zrozumienia podwładnym, że jest nietykalny. Jednak śledczy zainteresowali się sprawą, gdy w 2014 r. trafił do nich anonim opisujący patologie w IMiGW.

Prywatne zakupy

Sam Mieczysław O. zarabiał od 250 tys. zł do 370 tys. zł rocznie. Ale ze środków IMiGW zafundował małżonce służbowy wyjazd do Maroka, (za 14 mln zł), za publiczne środki kupował bilety lotnicze na prywatne podróże do Finlandii. Za pieniądze Instytutu założył sobie w domu internet, zabrał do domu sejf i kupił drogi sprzęt fotograficzny (za 13 tys. zł.). Najpierw aparat, a później polecił dokupić obiektyw. Po co? Bo takie miał hobby.

– Podczas przeszukania znaleźliśmy w domu oskarżonego m.in. sprzęt fotograficzny, sejf, walizki kupione też za środki Instytutu – mówi prokurator.

O. skusił się także na rzeczy mniejszej wartości. Ścięte na terenie Instytutu drzewa kazał pociąć, by nadawały się do kominka i przewieźć na swoją posesję (ok. 20 m sześc.).

Z aktu oskarżenia wynika, że nie skończył z korupcją wtedy, gdy wpadł jego zastępca, Łukasz L. (on już został skazany).

Akt oskarżenia przeciwko Mieczysławowi O. objął także jego córkę (ma zarzut pomocnictwa w korupcji) i Edytę W.-D. – byłą szefową działu zagranicznego Instytutu (przekroczenie uprawnień).

Były dyrektor kupował sobie przychylność polityków, m.in. prezentami. Ten wątek dotyczący m.in. posła Stanisława Gawłowskiego, sekretarza generalnego PO, i byłego wiceministra środowiska bada prokuratura w Szczecinie.

Jeden zarzut dla O. dotyczy korzyści osobistej. Co się za nią kryło? W zamian za usługi seksualne miał zatrudnić w Instytucie młodego mężczyznę (pracował tam przez ok. sześć lat i zarobił ok. 124 tys. zł.). Miał on świadczyć O. usługi seksualne pobierając od dyrektora niższe stawki.

Były szef IMiGW nie przyznaje się do zarzutów i od półtora roku odmawia wyjaśnień. Grozi mu do 15 lat więzienia. ©℗

"Rzeczpospolita"