Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gmina zleci, a deweloper wybuduje

Renata Krupa Dąbrowska 19-12-2016, ostatnia aktualizacja 19-12-2016 09:09

Obowiązują nowe zasady udzielania koncesji na roboty budowlane.

autor: Sławomir Mielnik
źródło: Fotorzepa

Tego dnia weszła w życie ustawa z 21 października 2016 r. o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi. Zastąpiła ona stare przepisy, pochodzące jeszcze z 2009 r. Nowe uregulowania implementują unijną dyrektywę 2014/23/UE dotyczącą tej tematyki.

Do tej pory projektów koncesyjnych nie było wiele; dwie trzecie z nich było realizowanych w partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP).

– Nowe przepisy nie spowodują zwiększenia zainteresowania zamawiających koncesyjnym modelem realizacji zadań – uważa mec. Wojciech Hartung z Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.

W wypadku np. powiatów najwięcej prób zawarcia umowy koncesji dotyczyło organizacji komunikacji autobusowej – Większości projektów nie udało się doprowadzić do końca ze względu na wydłużenie się okresu wejścia w życie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym – mówi Grzegorz Kubalski, dyrektor Biura Związku Powiatów Polskich.

Natomiast przykładem udanego przedsięwzięcia są przystanki w Warszawie.

Zbyt niski próg

Nowe przepisy będą dotyczyć umów o wartości od 30 tys. euro.

– Jest to równowartość zaledwie ok. 132 tys. zł. Przy inwestycjach o tak znikomej wartości stosowanie sformalizowanego trybu koncesyjnego pozbawione jest większego sensu – tłumaczy Wojciech Hartung. Według niego właściwsze byłoby przewidzenie jedynie ogólnych zasad i pozostawienie swobody zamawiającym co do szczegółów. Zwłaszcza że – dodaje – unijna dyrektywa 2014/23/UE jest znacznie bardziej liberalna od polskiej ustawy. Przewiduje bowiem, że stosuje się ją dopiero, gdy wartość koncesji przekracza 5 mln euro.

Zmiana partnera

Ustawa wprowadza też od dawna postulowane prawo interwencji (step-in-right). Chodzi o przypadki, kiedy koncesjonariusz nie wywiązuje się z zapisów umowy. Wówczas udzielający koncesji będzie mógł go zastąpić nowym koncesjonariuszem bez konieczności organizowania postępowania na wybór nowego partnera biznesowego. Taka sytuacja musi być jednak przewidziana na wstępnym etapie realizacji projektu.

Nowością są również trzy tryby wyboru koncesjonariuszy, a mianowicie: przetargu ograniczonego, nieograniczonego oraz negocjacji.

Dotychczas wybór koncesjonariusza mógł nastąpić jedynie w drodze negocjacji. Oznacza to, że zamawiający nie będą musieli zawsze prowadzić negocjacji, ale w odpowiedzi na zamieszczone przez nich ogłoszenie wykonawcy złożą swoje pisemne oferty.

Ponadto ustawa ogranicza do pięciu lat okres, na jaki można zawierać umowy koncesji. Ma to zapobiegać ograniczeniu konkurencji w dostępie do rynku. Taka umowa będzie mogła być zawarta na dłużej tylko wtedy, gdy koncesjonariusz nie będzie w stanie odzyskać swoich nakładów w tym terminie.

Ustawa przewiduje, że zamawiający będzie mógł ograniczyć liczbę podmiotów, które mogą uczestniczyć przy wyłanianiu koncesjonariusza.

– To nie jest dobre rozwiązanie – ocenia Łukasz Bernatowicz, radca prawny. – Ograniczanie konkurencji – dodaje – nie sprzyja transparentności procesu wyłaniania koncesjonariusza. Jego zdaniem może dochodzić do podejmowania arbitralnych decyzji przez podmioty publiczne. A jest to ewidentnie sprzeczne z celem unijnej dyrektywy 2014/23/UE.

Nowy rodzaj odwołań

Zmienił się również sposób rozstrzygania sporów. Stara ustawa z 2009 r. przewidywała możliwość odwołania się do wojewódzkich sądów administracyjnych oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego. Teraz tryb odwoławczy będzie taki sam jak w wypadku zamówień publicznych, a więc niezadowolony będzie mógł się zwrócić do Krajowej Izby Odwoławczej, a następnie do sądu okręgowego właściwego miejscowo dla siedziby zamawiającego.

Zmiana spowoduje wzrost kosztów związanych z korzystaniem ze środków ochrony prawnej. Do tej pory od skargi wnoszonej do sądu administracyjnego pobierano wpis w wysokości 200 zł. Natomiast w postępowaniach prowadzonych przed KIO wysokość wpisu od odwołania będzie wynosić co najmniej 7,5 tys. zł (w zależności od przedmiotu i wartości koncesji).

To niejedyny problem związany z nowym rodzajem trybu odwoławczego.

– Już w tej chwili Krajowa Izba Odwoławcza ma dużo pracy, co wiąże się również ze zmianami w prawie zamówień publicznych. Z roku na rok obowiązków jej przybywa, a budżet oraz zatrudnienie, jeśli rosną, to nieznacznie – mówi mec. Hartung. – Zgadzam się, że systemowo właściwe jest przypisanie kompetencji odwoławczych temu samemu organowi w zamówieniach publicznych i koncesjach. Ale jeśli chcemy sprawnego i rzetelnego orzekania, to przypisując KIO nowe zadania, należałoby równocześnie przewidzieć adekwatne środki do ich prawidłowej realizacji. W tym przypadku tak się nie stało.

Niestety, razem z ustawą nie weszły w życie akty wykonawcze. Dopóki zaś ich nie będzie, dopóty realizacja ustawy będzie zawieszona.

"Rzeczpospolita"