Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Najtrudniej sprzedać wielki dom

Aneta Gawrońska 28-12-2016, ostatnia aktualizacja 28-12-2016 00:00

Ile za budynek z drugiej ręki.

Kupujący nie chcą dużych domów: wielka powierzchnia to nie tylko duże wydatki na remont, ale i kosztowne utrzymanie.
autor: Bartosz Mateńko
źródło: Rzeczpospolita
Kupujący nie chcą dużych domów: wielka powierzchnia to nie tylko duże wydatki na remont, ale i kosztowne utrzymanie.

To był całkiem niezły rok na rynku domów – ocenia Barbara Urbanowicz z koszalińskiego biura UCN. – Pojawiło się sporo kupujących. Ceny pozostawały stabilne. Oczekiwania kupujących rozmijają się, niestety, z ofertą sprzedaży. Klienci szukają dobrze zlokalizowanych, niewielkich, 130–150-metrowych, najlepiej parterowych domów, góra dziesięcioletnich – opowiada. Liczy się także dobra infrastruktura. – To wszystko trudno pogodzić – nie ukrywa Barbara Urbanowicz.

Konieczne wybory

– W dobrych lokalizacjach oferowane są głównie duże, ok. 250-metrowe domy z lat 70. i 80. oraz klocki na niewielkich działkach – mówi pośredniczka z UCN. – Nowocześniejsze domy parterowe powstają za miastem. W mieście nie ma bowiem działek – wyjaśnia.

– Kupujący muszą więc określić priorytety. Jeśli najważniejsza jest lokalizacja, bo dzieci chodzą do szkoły, to trzeba się pogodzić z tym, że kupuje się szeregowiec lub klocek wymagający nakładów. Jeśli ważny jest nowy dom i spora działka, trzeba pogodzić się z brakiem infrastruktury i nie najlepszą komunikacją – dodaje.

Jak mówi Barbara Urbanowicz, niesprzedawalne są duże domy z lat 80. dla dwu -, trzypokoleniowej rodziny.

– Duża powierzchnia to nie tylko duże wydatki na remont, ale i kosztowne utrzymanie – zwraca uwagę. – W mijającym roku najlepiej sprzedawały się nowe, ok. 100-metrowe domy wymagające wykończenia, zwłaszcza te objęte programem „MdM" – dodaje.

W Koszalinie dom do remontu można kupić już za 350 tys. zł, czyli w cenie 70–80-metrowego mieszkania. – Drogie budynki były sprzedawane za ok. 600 tys. zł – podaje Barbara Urbanowicz. – W przyszłym roku ceny domów powinny lekko pójść w górę. W porównaniu z cenami mieszkań są niskie. Deweloperzy budują mało domów, więc podaż się specjalnie nie zwiększy. A popyt wzrośnie, jeśli koniunktura się nie pogorszy.

Joanna Lebiedź, ekspert z sieciowej agencji RE/MAX, zauważa, że tendencja do wyprowadzania się z mieszkań do domów jest naturalna dla pokolenia 30 plus na całym świecie.

– To naturalny cel dla typowego przedstawiciela klasy średniej – podkreśla. – Także w Polsce, po latach mieszkania w zapyziałych komunistycznych „bloczkach", można było obserwować ten sam trend. Najwyraźniej był widoczny od końca lat 90. do lat 2007–2008, czyli słynnego piku cenowego, po którym segment domów wyhamował i nadal ma mocno zaciągnięty hamulec – opowiada.

Wspomina, że w latach 90. i kolejnej dekadzie wybudowano masę domów. – Nowe inwestycje wyrastały z miesiąca na miesiąc – mówi Joanna Lebiedź. – Właściciele działek, widząc rosnący popyt na nie, podnosili ceny. A banki chętnie udzielały kredytów, nawet na 100–110 proc. Koniec eldorado nastąpił w 2007 roku. Kurek z kredytami został przykręcony. Bańka pękła, a kryzys ekonomiczny dotarł również do Polski. Z roku na rok nieruchomości taniały, klienci ubożeli, tymczasem zadłużenie we frankach rosło – opowiada.

Młodzi, często dobrze wykształceni ludzie zaczęli wyjeżdżać za granicę. I nie zamierzają wracać. Mamy więc lukę demograficzną.

– Rok 2016 dla domów i gruntów był nieciekawy. Sporo budynków jest wystawionych z mocno przeszacowaną ceną ofertową. Najczęstszym powodem jest wysokość zadłużenia w CHF – wyjaśnia pośredniczka. – Innym powodem jest pamięć o czasach prosperity. Budynki stały się też drogie w utrzymaniu. Trudno też o kredyt na nie.

W cenie wykończenie

W Olsztynie, jak mówi Marek Szczepkowski z Freedom Nieruchomości, kończący się rok w segmencie domów był dobry. – Mamy wprawdzie nadpodaż domów, ale liczba transakcji w naszym regionie była zadowalająca. Do kupna zachęcały niższe ceny – wyjaśnia. – Klienci szukają nowoczesnych budynków na dobrze skomunikowanych osiedlach z bogatą infrastrukturą. Z oferty znikały najszybciej w pełni wykończone budynki, do których można się było od razu wprowadzić – dodaje.

Stare domy i budynki wymagające wykończenia w powiecie olsztyńskim można kupić już za mniej niż 300 tys. zł. Trafiają się także siedliska wymagające remontu, na które wystarczy mniej niż 200 tys. zł.

Najchętniej wybierane są domy za 400–550 tys. zł. Za drogie uznawane są budynki powyżej 650 tys. zł. Najdroższe domy o bardzo wysokim standardzie, z dobrym adresem, są wyceniane na ok. 950 tys. zł. W ostatnich latach rzadko trafiały się transakcje powyżej 1 mln zł.

O sporym zainteresowaniu domami mówi także Joanna Gregor, dyrektor oddziału Freedom Nieruchomości w Lesznie.

– Problem w tym, że dom buduje się i aranżuje dla siebie. Z ok. 20 budynków konkretnym klientom statystycznie odpowiada jeden – wskazuje Joanna Gregor. – 99 proc. klientów poszukuje 120–150-metrowych domów parterowych, ewentualnie z użytkowym poddaszem, z 500–800-metrowymi działkami – dodaje.

W Lesznie szybko sprzedawały się nieduże budynki o dobrym standardzie, w cenie do 500 tys. zł.

– Na rynku wtórnym obserwowaliśmy powolny spadek cen domów, spowodowany dużą podażą na rynku pierwotnym, także z dopłatami z „MdM" – mówi dyrektor z Freedom Nieruchomości. – Ta tendencja utrzyma się prawdopodobnie także w przyszłym roku – prognozuje.

"Rzeczpospolita"