Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Operacja zamiana lokali

Aneta Gawrońska 28-03-2017, ostatnia aktualizacja 28-03-2017 00:00

Zdaniem pośredników zamiana mieszkań nie zda egzaminu. Lepiej sprzedać i kupić.

Chętnych na zamianę nieruchomości jest niewielu.
źródło: Shutterstock
Chętnych na zamianę nieruchomości jest niewielu.

Nieduże, kilkuletnie mieszkanie na warszawskiej Pradze-Północ chcemy wymienić na podobny lokal na Woli. Nie chcemy nieruchomości sprzedawać. Czekanie na klienta, podatki do zapłacenia, potem szukanie nowej nieruchomości. Zawracanie głowy. Wymiana wydaje się prostą, szybką operacją. Wystarczy się spakować i przenieść. No, może trzeba będzie coś dopłacić. Czy to prosta operacja?

Trafić w gust

– To karkołomna operacja – wzdycha pośredniczka dużej sieciowej agencji. – Trzeba znaleźć kogoś, komu spodoba się pani mieszkanie. A pani musi się spodobać czyjeś. To się zdarza, ale niezmiernie rzadko. W ciągu dziesięciu lat miałam może ze dwa takie przypadki – zastanawia się.

Opowiada, że ktoś kupował mieszkanie i podczas oglądania wspomniał, że sam też lokal sprzedaje. – Od słowa do słowa strony stwierdziły, że wszystko im pasuje, no to się zamienią – mówi pośredniczka z Warszawy. – Ale żeby tak wstawić mieszkanie do agencji z adnotacją, że jest tylko do wymiany, to w dzisiejszych czasach już się nie zdarza – podkreśla.

Radzi, by mieszkanie po prostu wystawić na sprzedaż i szukać nowego w interesującej nas okolicy. – No tak, ale nie chcę płacić podatku. To mieszkanie na Pradze kupiłam cztery lata temu. Jak je sprzedam, to urząd skarbowy do mnie zapuka – mówię.

Pośredniczka uspokaja. – Dziś ceny mieszkań są niższe niż cztery lata temu. Wcale nie jest pewne, czy odzyska pani włożone w mieszkanie pieniądze. Będzie to raczej trudne. A jak nie ma zysku, nie ma podatku. Poza tym ustawa mówi, że jak pani zainwestuje uzyskane ze sprzedaży pieniądze w ciągu dwóch lat, to jest ulga – wyjaśnia.

Zdaniem pośredniczki zamiana mieszkań nie zda więc egzaminu. Lepiej sprzedać i kupić. – Takie zwykłe transakcje nie ograniczają pani do jednej dzielnicy, jednego bloku, jednego piętra. Można szukać wszędzie, wśród wszystkich ofert – zachęca.

Nazwa potoczna

– Trzeba mieszkanie sprzedać i kupić nowe – mówi pośredniczka z kolejnej dużej agencji pytana o możliwość zamiany nieruchomości. – I to się potocznie nazywa wymianą mieszkań. Nie ma tak, że się ludzie spotykają i zamieniają mieszkaniami jak torebkami, że ja biorę twoją, ty moją – opowiada. Zapewnia, że nie musimy się obawiać podatków. – W ciągu dwóch tygodni od podpisania aktu notarialnego pójdzie pani do urzędu skarbowego i wypełni deklarację, że w ciągu dwóch lat kupi nowe mieszkanie za pieniądze ze sprzedaży – wyjaśnia.

Nam zależy na szybkiej przeprowadzce. – A teraz mieszkania chyba długo się sprzedają? – dopytuję. – To zależy. Od ceny, lokalizacji, standardu – wylicza pośredniczka. – Można sprzedać w miesiąc, można i w pół roku.

Ile dostaniemy na swoje praskie mieszkanie niedaleko stacji metra? – Musiałabym je obejrzeć. Ale można przyjąć, że jakieś 7,5–8 tys. zł za metr – szacuje przedstawicielka agencji, przeglądając statystyki i oferty mieszkań w tej okolicy Warszawy. Czy za taką cenę znajdziemy porównywalne mieszkanie na Woli? Interesuje nas rejon ronda Daszyńskiego, niedaleko metra. – Coś się w takiej cenie uda znaleźć – mówi pośredniczka. Byłaby to więc prosta zamiana. Oczywiście, sprzedaży-kupna.

Zamiany mieszkań nie podejmie się pośrednik z wolskiej agencji nieruchomości. – Miałem kilka prób. Klienci oglądali, rozmawiali, ustalali. Ale potem pojawiał się problem, czyje mieszkanie jest lepsze, ładniejsze i droższe, kto komu i ile ma dopłacać. Nie udawało się dojść do porozumienia – opowiada ekspert wolskiej agencji.

Wspomina klientkę, która mieszkanie na Żoliborzu chciała zamienić na lokal w Wesołej, bo tam przeprowadziła się jej znajoma. – Przekonaliśmy ją, żeby po prostu sprzedała swój lokal i kupiła inny, nie zawężając poszukiwań tylko do tego, co ktoś ewentualnie chce wymienić. Bo w takim przypadku może się okazać, że do wzięcia będzie tylko parter, a my nie lubimy parterów – opowiada pośrednik.

Także on radzi wystawić mieszkanie na sprzedaż. – Można przecież zaznaczyć, że istnieje możliwość zamiany. Takie operacje są bardzo trudne, ale nie są niemożliwe. Może akurat trafi się nieruchomość, jakiej pani szuka – mówi doradca.

Pytany o ceny mieszkań na Woli, mówi, że niedaleko metra będzie drogo. Drogo jest też na Jana Kazimierza. W ofercie w tym rejonie jest mieszkanie wycenione na 11 tys. zł za mkw. Kosmos. Ale na Młynarskiej wystarczy na metr 8,3 tys. zł. – Można założyć, że na Woli na metr mieszkania trzeba mieć jakieś 8–8,5 tys. zł – podaje pośrednik. – Za lokal na Pradze też powinniśmy tyle dostać. Nic, tylko sprzedawać i kupować.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.gawronska@rp.pl

"Rzeczpospolita"