Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dekretowcy odchodzą z kwitkiem

Renata Krupa Dąbrowska 02-02-2018, ostatnia aktualizacja 02-02-2018 00:00

Reprywatyzacja w Warszawie praktycznie stanęła. Urzędnicy boją się wydawać decyzje. Straszakiem jest komisja weryfikacyjna i nowe przepisy.

źródło: Urząd Dzielnicy Wola

– Miasto nie zwraca żadnych nieruchomości, nawet tych, które powinno. Nie wypłaca także odszkodowań – mówi Ryszard Grzesiuła, wiceprezes stowarzyszenia Dekretowiec.

Z danych uzyskanych w warszawskim ratuszu wynika jednak, że w 2017 r. wydano siedem decyzji zwracających nieruchomość (w tej liczbie nie było ani jednej kamienicy z lokatorami), w 31 wypadkach odmówiono zwrotów, w tym 18 odmów dotyczących działek wykorzystywanych na cele publiczne. Jeżeli chodzi o wypłatę odszkodowań, to pozytywnych decyzji było 21, a odmawiających wypłaty 19.

– To śladowe ilości. Przecież nieruchomości dekretowych jest w sumie 24 tys., a zgłoszonych roszczeń aż 17 tys. – ocenia Ryszard Grzesiuła. – Samych wyroków w sprawie zwrotu nieruchomości które czekają na realizację, jest 700 – dodaje wiceprezes Dekretowca.

Wymówki i zbywanie

– Moi klienci są spadkobiercami dawnego właściciela kamienicy na Ochocie, a nie handlarzami roszczeń. Już od dawna dysponują prawomocną decyzją samorządowego kolegium odwoławczego, nakazującą jej zwrot. Dwa lata temu miasto podpisało już protokół zdawczo-odbiorczy budynku oraz poinformowało lokatorów, że czynsz będą już płacić nowym właścicielom – mówi Maciej Obrębski, adwokat. Nie minął miesiąc – dodaje – i wszystko obróciło się o 180 stopni. Ratusz wstrzymał przekazanie budynku, zasłaniając się rzekomym niejasnym stanem prawnym tej kamienicy. I taki stan zawieszenia trwa do dziś. Na każdym kroku jesteśmy zbywani. Nie można też uzyskać żadnych dokumentów, by założyć księgę wieczystą dla tego budynku – opowiada mec. Obrębski.

Spadkobiercy wytoczyli sprawę o naruszenie posiadania i żądają fizycznego wydania budynku.

– Pełnomocnik miasta w ogóle nie interesuje się sprawą, nie stawia się na rozprawy w sądzie – tłumaczy mec. Obrębski. – Co ciekawe, większość lokatorów kamienic zarabia na znajdujących się w nich lokalach. Na portalach internetowych można znaleźć oferty najmu krótkoterminowego.

To nie jest odosobniony przypadek.

Przystopował projekt

– Ratusz podobnie postępuje także w wypadku nieruchomości gruntowych, nawet pustych działek – twierdzi Łukasz Bernatowicz, radca prawny. – Podobnie jest w wypadku wypłaty odszkodowań. Nawet jeżeli dawni właściciele oraz ich spadkobiercy spełniają wszystkie wymogi przewidziane w przepisach, to ich szanse na odszkodowanie są prawie równe zeru.

Zdaniem mec. Bernatowicza powód tego marazmu jest oczywisty.

– Na jesieni 2017 r. został upubliczniony projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej – mówi mec. Bernatowicz. – Projekt – wyjaśnia – nie przewiduje zwrotu nieruchomości w naturze, jedynie zadośćuczynienie w wysokości 20 proc. wartości nieruchomości. Wszystkie postępowania miały zostać umorzone w dniu wejścia w życie tej ustawy, czyli 1 stycznia 2018 r. Żaden więc urzędnik nie zaryzykuje wydania decyzji. Wszyscy czekali na rozwój wypadków. Duża ustawa reprywatyzacyjna wprawdzie nie weszła w życie, ale trwają prace nad nią (obecnie jest na etapie Komitetu Stałego Rady Ministrów) i nie wiadomo, kiedy zacznie obowiązywać.

Zdaniem stowarzyszenia Dekretowiec do tego marazmu przyczyniła się również komisjaweryfikacyjna.

– Urzędnicy boją się jej jak ognia. A teraz, po zmianie przepisów ustawy dotyczących komisji weryfikacyjnej, będzie jeszcze gorzej. Będzie miała ona jeszcze większe uprawnienia niż dotychczas, jeśli chodzi o weryfikowanie decyzji. Poza tym będzie mogła nakładać wysokie kary na urzędników za niestawianie się na jej posiedzenia – mówi wiceprezes Grzesiuła. Cierpią na tym uczciwi dawni dekretowi właściciele i ich rodziny, którzy nie mieli nic wspólnego z dziką reprywatyzacją. ©℗

"Rzeczpospolita"