Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wielka płyta trzyma się mocno

Aneta Gawrońska 26-02-2018, ostatnia aktualizacja 26-02-2018 11:20

Choć wykonawstwo wielkopłytowych osiedli pozostawia wiele do życzenia, to były one projektowane jako całość m.in. z przedszkolami, szkołą.

Pięciopokojowe mieszkanie o powierzchni 85 mkw. w podwarszawskim Legionowie jest oferowane za 480 tys. zł.
źródło: Freedom Nieruchomości Legionowo
Pięciopokojowe mieszkanie o powierzchni 85 mkw. w podwarszawskim Legionowie jest oferowane za 480 tys. zł.
źródło: Freedom Nieruchomości Legionowo

Nie wszyscy klienci są miłośnikami nowego budownictwa – mówi Katarzyna Liebersbach-Szarek, pośredniczka z krakowskiej agencji Nieruchomości Łobzowskie. – Mieszkania w blokach z wielkiej płyty kupują też osoby, którym zależy na danym adresie, a nic nowego się tam nie buduje – dodaje. Podkreśla, że wielkopłytowe osiedla są zwykle zielone, mają też rozległe przestrzenie między blokami. – Oferują też udogodnienia, których nie uświadczy się w nowych blokowiskach – zauważa.

Katarzyna Liebersbach-Szarek zwraca uwagę, że choć wykonawstwo wielkopłytowych osiedli pozostawia wiele do życzenia, to były one projektowane jako całość: z przedszkolami, szkołą, terenami zielonymi, komunikacją, a dopiero potem budowane. – Teraz robi się odwrotnie, najpierw projektuje się budynek, a o resztę niech się inni martwią – mówi pośredniczka. Dodaje, że w blokowiskach dużym powodzeniem cieszą się małe mieszkania, składające się z pokoju z kuchnią. Takich lokali jest jednak niewiele, dominują te z aneksami kuchennymi.

Taniej niż w cegle

– Są też chętni na relatywnie nieduże trzy- i czteropokojowe mieszkania – mówi pośredniczka z Nieruchomości Łobzowskich. – Wbrew pozorom koszty utrzymania takich lokali nie są strasznie wysokie. Może je podrażać fundusz remontowy, na przykład na wymianę wind lub termomodernizację. Takie inwestycje podnoszą jednak standard, a co za tym idzie, cenę za metr mieszkania – podkreśla. Sprzedaż dużych wielkopłytowych nieruchomości wymaga jednak więcej czasu niż małych.

– Ceny zależą od lokalizacji i na pewno są niższe niż w blokach z cegły – mówi Liebersbach-Szarek. – Nie sądzę, by takie lokale taniały, a jeśli już, będą to spadki kosmetyczne.

Także Joanna Lebiedź, właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości, ocenia, że mieszkania z wielkiej płyty radzą sobie na rynku całkiem nieźle. – Są dobrze położone na osiedlach z pełną infrastrukturą, blisko komunikacji – podkreśla. – Atutem jest nie tylko lokalizacja, ale i cena, co do zasady niższa niż w nowym budownictwie. Jest to więc łakomy kąsek zarówno dla osób o mniejszym budżecie albo mniejszej zdolności kredytowej. To także doskonały cel dla inwestorów, którzy zajmują się kupowaniem tanich lokali i ich odsprzedażą po remoncie z odpowiednim zyskiem – zwraca uwagę.

Joanna Lebiedź podkreśla, że wiele wielkopłytowych budynków jest po gruntownych remontach. Bloki są ocieplone, mają wymienione instalacje i okna, zmodernizowane klatki schodowe. – Tylko pozornie są to nieatrakcyjne i niewarte zainteresowania nieruchomości – przekonuje pośredniczka.

Małe mieszkanie w warszawskim blokowisku możemy mieć już za mniej niż 200 tys. zł. Na dwa pokoje wystarczy 220–270 tys. zł. – W przypadku najbardziej atrakcyjnych lokali często dochodzi do licytacji – mówi Joanna Lebiedź. – Ceny transakcyjne są niejednokrotnie wyższe niż ofertowe.

Duże także na pokoje

Marcin Jańczuk, ekspert sieciowej agencji Metrohouse, opowiada, że popyt na mieszkania z wielkiej płyty podgrzewają inwestorzy. – Takie lokale są tańsze od nowych mieszkań w tej samej lokalizacji nawet o 20–25 proc. – mówi. – Wybór jest często oczywisty. Inwestorzy nie zwracają uwagi na technologię budowy. Liczy się rentowność – podkreśla.

Problemem mogą być jednak duże wielkopłytowe lokale. Mimo niższej ceny za mkw. cała kwota jest już bardzo duża. – Przypuśćmy, że w warszawskich blokowiskach 90-metrowe mieszkanie kupimy za ok. 550 tys. zł. Za taką kwotę można mieć śmiało segment pod Warszawą. Wiele osób zdaje sobie sprawę z wysokich kosztów eksploatacji dużego mieszkania w wielkiej płycie i decyduje się właśnie na zakup segmentu.

Zdaniem Jańczuka duże wielkopłytowe lokale nie są łatwe w sprzedaży. – Rozwiązaniem może być przedstawienie w ofercie możliwości inwestycyjnych takiego mieszkania. Przecież zawsze można wyodrębnić dodatkowy pokój i przeznaczyć lokal na wynajem na pokoje. To teraz bardzo popularne – podkreśla.

Marcin Jańczuk pytany o przyszłość wielkiej płyty mówi, że na pewno obronią się mieszkania z najlepszymi adresami, a także małe kawalerki i niewielkie mieszkania dwupokojowe, które są poszukiwane na tzw. start albo na inwestycję. – Wiele zależy też od zarządzania takimi budynkami. Dziś większość spółdzielni potrafi sprostać wyzwaniom starzejącej się substancji, ale co będzie za 10–20 lat, kiedy budynki będą mieć 60 lat? – zastanawia się ekspert Metrohouse.

W opinii Jarosława Mikołaja Skoczenia, eksperta firmy Emmerson Realty, budynki z wielkiej płyty zaczną tracić na wartości dopiero wtedy, kiedy rynek mieszkaniowy się nasyci. – A brakuje nam jeszcze ok. 3 mln mieszkań, więc perspektywa jest bardzo odległa – mówi Skoczeń. – Ceny będą trzymać osiedla w dobrej lokalizacji. Mieszkania z atrakcyjnym adresem są kupowane także na wynajem krótkoterminowy, więc ich wyceny są stosunkowo wysokie.

Marek Kiełpikowski, szef bydgoskiej agencji Arenda M.Kiełpikowski, zwraca uwagę, że na rynku mieszkań mamy dziś przewagę popytu nad podażą. – Chętnych jest więcej niż towaru – mówi Marek Kiełpikowski. – Dlatego wielka płyta trzyma się dobrze i jest często kupowana, również na wynajem.

Lokale na bydgoskich blokowiskach wybierają nie tylko inwestorzy, ale też młode rodziny, które, jak zauważa szef Arendy, nie mają szans na kupno nowego, niewykończonego lokalu.

– Duże mieszkania też się sprzedają. Dobrą receptą na zwiększenie zainteresowania nimi jest remont. Wielu klientów daje się skusić ładnymi kafelkami albo zabudową kuchenną – przekonuje szef Arendy.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.gawronska@rp.pl

"Rzeczpospolita"