Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Limit studentów na prawie i medycynie

Katarzyna Wójcik 14-02-2017, ostatnia aktualizacja 14-02-2017 09:09

O liczbie przyjętych na niektóre kierunki miałby decydować minister, uwzględniając potrzeby rynku pracy.

autor: Tomasz Jodłowski
źródło: Fotorzepa

Uczelnie będą się dzielić na trzy typy – badawcze, dydaktyczno-badawcze oraz wyższe szkoły dydaktyczne (zawodowe). Czołowe uczelnie zajmą się badaniami naukowymi, a dydaktyka będzie tylko uzupełniającym obszarem ich działalności. Takie zmiany zakłada projekt założeń ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym, przygotowany przez zespół prof. Huberta Izdebskiego. Pomysł na taki podział pojawił się także w projekcie przygotowanym przez zespół prof. Marka Kwieka.

Trzy zespoły wyłonione w konkursie przez Ministerstwo Nauki opracowały osobne projekty założeń. Po dyskusji na ich podstawie powstanie ostateczny projekt nowej ustawy, który zostanie zaprezentowany na wrześniowym Narodowym Kongresie Nauki w Krakowie.

Zespół prof. Izdebskiego proponuje też inny rewolucyjny wręcz podział. Chodzi o rozróżnienie kierunków studiów na kierunki zaufania publicznego (regulowane), akademickie i nieregulowane. Dwa pierwsze będą finansowane z budżetu państwa, a ostatnie organizowane na zasadach komercyjnych.

Lista Fakultetów

Minister będzie określał limity przyjęć na każdy kierunek regulowany – na zasadach takich, jakie teraz obowiązują w przypadku kierunku lekarskiego – uwzględniając potrzeby rynku pracy. Chodzi m.in. o medycynę, prawo, kształcenie nauczycieli czy architekturę. Mogłyby je prowadzić tylko te uczelnie, które otrzymają zgodę ministra.

Lista tych fakultetów ma być krótka. Mają być prowadzone w trybie jednolitych studiów magisterskich oraz kończyć się zewnętrznym egzaminem państwowym.

Takie fakultety byłyby finansowane z dotacji na działalność dydaktyczną, niezależnie od rodzaju szkoły wyższej, w której są prowadzone (publiczna, niepubliczna). Dotacja będzie udzielana w drodze konkursu, na zasadzie wieloletniego kontraktu. Te uczelnie, które dostaną środki na studia bezpłatne, nie będą mogły kształcić na tych kierunkach w trybie wieczorowym czy zaocznym, czyli odpłatnie.

– Takie limitowanie nie jest dobrym pomysłem. Trudno np. określić, ilu prawników jest rzeczywiście potrzebnych, bo stanowią oni nie tylko kadry dla sądów, ale też mogą prowadzić własny biznes czy pracować w administracji. Po wprowadzeniu limitów mogłoby się za kilka lat okazać, że prawników nam brakuje jak obecnie lekarzy – komentuje prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ.

Drugą kategorię stanowiłyby kierunki uniwersyteckie. W tej grupie znajdą się te strategiczne dla rozwoju państwa (np. informatyka).

Byłyby głównie prowadzone w uczelniach badawczych – na równych prawach dla uczelni publicznych i niepublicznych. Studia nieobjęte dotacją staną się studiami odpłatnymi. Liczba miejsc na studiach odpłatnych nie będzie mogła być wyższa niż miejsc na studiach nieodpłatnych.

Studia za czesne

Do trzeciej kategorii, kierunków nieregulowanych, należałyby wszystkie pozostałe. Będą to studia prowadzone na zasadach komercyjnych, a więc płatne.

Zespół proponuje też reformę studiów trzeciego stopnia.

– Studia doktoranckie stały się w wielu dyscyplinach masowe (mamy ponad 40 tys. doktorantów) i z różnych powodów (także pozanaukowych obciążeń doktorantów), bardzo mało efektywne – mówi prof. Hubert Izdebski.

Dlatego postuluje stworzenie dwóch kategorii doktoratów: zawodowego, który stanowiłby tytuł zawodowy w „systemie bolońskim", uzyskiwany przede wszystkim jako wynik przewodu „z wolnej stopy", oraz akademickiego, który stanowiłby stopień naukowy odpowiadający Ph.D. Zespół postuluje też rezygnację z ustawowego wymogu uzyskania habilitacji jako warunku samodzielności naukowej i dydaktycznej w stosunku do osób posiadających doktorat akademicki.

"Rzeczpospolita"