Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Czy to dzieło nie jest sfałszowane

Janusz Miliszkiewicz 24-06-2017, ostatnia aktualizacja 24-06-2017 08:35

Sygnatura na obrazie nie jest dowodem jego autentyczności – mówi konserwator malarstwa.

Fałszywy obraz Jacka Malczewskiego. Fotografia z archiwum prof. Dariusza Markowskiego.
autor: Roman Bosiacki
źródło: Rzeczpospolita
Fałszywy obraz Jacka Malczewskiego. Fotografia z archiwum prof. Dariusza Markowskiego.
Prof. Dariusz Markowski kieruje Zakładem Konserwacji i Restauracji Sztuki Nowoczesnej Wydziału Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
autor: Roman Bosiacki
źródło: Rzeczpospolita
Prof. Dariusz Markowski kieruje Zakładem Konserwacji i Restauracji Sztuki Nowoczesnej Wydziału Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Rz: Od lat na krajowym rynku sztuki pojawiają się niefachowe ekspertyzy autentyczności obrazów. Pisane są przez historyków sztuki najczęściej na zamówienie sprzedających, którym z natury rzeczy nie zależy na tym, żeby podawać w wątpliwość jakość oferowanej pracy.

Dariusz Markowski: Ekspertyzy autentyczności będą miały zupełnie inną jakość, jeśli kolekcjonerzy będą wymagać fachowości i rzetelności. Ekspertyzy obowiązkowo powinny się składać z opinii konserwatora oraz historyka sztuki. Edukujmy kolekcjonerów. Dzięki zdobytej wiedzy, kupując dzieła sztuki będą wymagać od sprzedawców najwyższych standardów. Kupujący jeszcze nie kształtują rynku sztuki. Krajowy rynek kształtują sprzedawcy.

Kolekcjonerzy powinni stać się grupą nacisku, która wymusi reformy na rynku?

Antykwariusze, jak widać, po 1989 r. nie zdołali zmobilizować ekspertów do fachowej pracy.

Historyk sztuki ogląda obraz i najczęściej pisze: moim zdaniem to autentyk. A jak badanie autentyczności prowadzi konserwator?

Także zaczynamy od obejrzenia obrazu, ponieważ pomaga to we wstępnej ocenie autentyczności. Następnie badamy obraz w różnych zakresach światła, podczerwieni, ultrafioletu. Istotnych informacji dostarczają zdjęcia rentgenowskie. Na przykład prześwietliliśmy wczesny obraz na płótnie Henryka Stażewskiego. Okazało się, że namalował go na jednej ze swoich najwcześniejszych martwych natur, która jest doskonale zachowana, ale widoczna tylko w promieniach rentgena.

Możemy zbadać, jeśli to konieczne, przekroje stratygraficzne, aby dokładniej poznać układ warstw w ocenianym obrazie. Możemy też zbadać skład chemiczny farb oraz spoiw. Z roku na rok rośnie baza danych do chemicznych porównań. Dzięki temu wiemy, jakich dokładnie farb używał dany malarz w swoich oryginalnych obrazach.

Dysponujecie własnym nowoczesnym laboratorium.

W naszych badaniach od lat mamy dostęp do wiarygodnych, autentycznych dzieł sztuki z muzeów i kolekcji prywatnych. Dlatego oceniając obraz możemy dokonywać trafnych porównań i analiz. Podobne ośrodki istnieją na innych uczelniach, np. na akademiach sztuk pięknych.

Przebadaliśmy na przykład wiele autentyków Jadwigi Maziarskiej. Okazuje się, że używała zupełnie nieoczekiwanych środków malarskich, np. wosków i stearyny, które łączyła z innymi środkami wyrazu artystycznego. Znamy już te materiały. Wykorzystujemy tę wiedzę przy ocenie autentyczności badanych dzieł. Gdyby ktoś tylko obejrzał dzieła Maziarskiej, nie byłby w stanie powiedzieć, z czego są zbudowane oryginały.

Ostatnio powstała u mnie praca doktorska na temat materiałów, jakich używał Henryk Stażewski. To rzetelny materiał do porównań. Jeśli teraz, mówiąc w koniecznym skrócie, badany przez nas obraz uchodzący za dzieło Stażewskiego będzie miał inną budowę materiałową i chemiczną, to będzie poważny sygnał, że może być nieautentyczny.

Ile kosztuje badanie autentyczności?

Około 2 – 3 tys. zł. Oczywiście badanie wykonujemy tylko wtedy, kiedy jest potrzebne. Zdarza się, że przedstawiane do oceny obrazy są tak fatalnie namalowane, że z oczywistych powodów nie mogą być autentykiem.

Kto korzysta z waszych usług?

Przez lata były to najczęściej urzędy, np. sądy lub prokuratury. Ale pojawia się coraz więcej nowych kolekcjonerów, którzy zlecają badania, zanim coś kupią lub zaraz po zakupie, ponieważ chcą mieć całkowitą pewność, że to autentyk. Dzięki internetowi obieg informacji jest lepszy, kolekcjonerzy łatwiej nas odnajdują.

Ekspertyza składająca się z opinii konserwatora oraz historyka sztuki zwiększa bezpieczeństwo zakupu.

Historyk sztuki jako ekspert zwykle opisuje obraz, co on przedstawia. Ważniejsze jest jednak np. ustalenie, w jakim dokładnie okresie obraz powstał. To może zrobić znawca dorobku danego artysty. Jeśli historyk sztuki datuje obraz na lata 20. XX wieku i z niezależnej konserwatorskiej analizy wynika to samo, to mamy przekonywujące potwierdzenie autentyczności.

Czy istnieje w naszym kraju centralny bank informacji o wynikach badań składu chemicznego dzieł różnych artystów? Wtedy naukowiec, który ma ocenić autentyczność obrazu np. Czachórskiego wiedziałby, że skład jego farb został przebadany, a dane do porównań znajdują się w konkretnej instytucji.

Na razie nie ma ogólnokrajowego banku informacji. Mamy swoją bazę danych do własnej dyspozycji.

Sygnatura na obrazie jest dowodem jego autentyczności?

Nie jest. Jedna z naszych studentek na podstawie badań napisała pracę „Sposoby fałszowania sygnatur dawniej i dziś".

Kiedy ta praca ukaże się w formie poradnika dla kolekcjonerów i inwestorów? Będzie rynkowym bestsellerem!

Praca ta nie będzie upowszechniona. Byłby to poradnik także dla fałszerzy. Dzięki lekturze dowiedzieliby się, jakie błędy popełniają podczas fałszowania.

Inna nasza studentka w ramach pracy dyplomowej dokładnie przebadała i sklasyfikowała materiały używane przez Władysława Hasiora. Precyzyjnie opisała sposoby posługiwania się tymi materiałami przez artystę, jak te materiały są zamocowane w kompozycjach, itp. Wyniki tych badań także nie trafią do wiadomości publicznej, ponieważ byłby to instruktaż dla fałszerzy.

Nalepki z muzealnych wystaw przyklejone na odwrocie obrazu są wystarczającym dowodem autentyczności?

Dziś można wydrukować dowolne nalepki wystawowe! Oczywiście na starym papierze. Jeśli obraz ma naklejki z wystaw, należy najpierw sprawdzić w literaturze, czy faktycznie brał w nich udział. Są dawne katalogi, relacje prasowe z wystaw.

Płacę za obraz i jeszcze mam szukać w archiwach!

Nie. To historyk sztuki z domu aukcyjnego powinien sprawdzić, czy obraz był na tej wystawie. Dopiero wtedy w katalogu aukcji można uwzględnić nalepki znajdujące się z tyłu obrazu.

Jakie są sygnały, że obraz może być fałszywy?

Cudowne, nagłe pojawienie się nieznanego dotąd obiektu, który nigdzie wcześniej nie był opisany. Takim sygnałem jest też idealny stan zachowania obrazu, który teoretycznie ma np. 80 lat. Sygnałem fałszerstwa może być też sztuczne postarzenie obrazu. Na przykład listwy blejtramu są zabejcowane, żeby sprawiały wrażenie, że są stare. Na odwrocie płótna znajduje się wtórnie nałożony brud, napylony kurz. Jeśli ktoś widział obrazy zakurzone w naturalny sposób, to odróżni sztuczną patynę.

Jacy malarze są najczęściej fałszowani?

Artyści chętnie, masowo kupowani! Na rynku sprzeda się każda ilość dworków namalowanych przez Bronisławę Rychter-Janowską. Wielkim powodzeniem cieszą się śniegi autorstwa Wiktora Koreckiego. Alfons Karpiński fałszowany jest w zastraszających ilościach, podobnie jak pejzaże Juliana Fałata.

W latach 60. i 70. XX wieku malarze malowali przy użyciu różnych tzw. wynalazków. Mieszali przypadkowe materiały, które chemicznie działają na siebie destrukcyjnie. Przez to niektóre dzieła ulegają samozniszczeniu. Nie wszyscy kupujący obrazy czy rzeźby zdają sobie z tego sprawę.

Tak wykonane dzieła coraz częściej są przez nas badane. Jeśli to możliwe, poddajemy je konserwacji. Przeprowadzając badania chemiczne musimy mieć wzorniki chemiczne z tamtego okresu. Ustalamy np., że dany artysta w latach 60. używał polichlorku winylu. Substancja ta miała wtedy inny skład niż dzisiaj. Musimy znać dawny skład, żeby dokonywać trafnych ocen i napraw.   —rozmawiał Janusz Miliszkiewicz

"Rzeczpospolita"