Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Teoria i praktyka są nierozdzielne

Grzegorz Siemionczyk 31-10-2017, ostatnia aktualizacja 31-10-2017 00:00

Mocną stroną SGH jest duży udział praktyków w kadrze nauczycielskiej – mówi rektor tej uczelni.

autor: Krzysztof Skłodowski
źródło: Rzeczpospolita

Rz: W drugiej edycji naszego rankingu uczelni i wydziałów ekonomicznych ponownie triumfuje Szkoła Główna Handlowa. Jakie działania podjęli państwo w minionym roku, aby utrzymać status najlepszej uczelni ekonomicznej w kraju?

Prof. dr hab. Marek Rocki: Sądzę, że ten status zapewniają nam niezmiennie dwa czynniki. Po pierwsze, dzięki ostrej selekcji mamy bardzo dobrych kandydatów na studia. Po drugie, mamy wyjątkowo dobrą kadrę. Jest u nas wielu nauczycieli, którzy łączą funkcje akademickie z praktyką w realnym życiu gospodarczym. W efekcie nauczanie nie jest czysto teoretyczne, tylko zorientowane na rozwiązywanie rzeczywistych problemów ekonomicznych.

Jak na jakość kandydatów wpłynął brak egzaminów wstępnych na studia licencjackie?

Niestety, jakość kandydatów przeciętnie spadła. W czasach, gdy mieliśmy egzaminy wstępne, obejmowały one matematykę, dwa języki obce oraz geografię i historię do wyboru. Była to jednak geografia ekonomiczna i historia gospodarcza, podczas gdy na maturze te przedmioty są inaczej sprofilowane. Wysokie progi punktowe powodują, że trafiają do nas dobrzy maturzyści, ale to nie znaczy, że są oni dobrze przygotowani do studiów ekonomicznych. Dlatego od przyszłego roku egzamin wstępny wraca.

Jak on będzie wyglądał?

Ustawa o szkolnictwie wyższym pozwala na egzaminy wstępne na uczelnie pod warunkiem, że nie obejmują przedmiotów maturalnych. Dlatego egzamin będzie z podstaw przedsiębiorczości. To pewien paradoks, bo długo walczyliśmy o to, aby ten przedmiot stał się przedmiotem maturalnym. Szczęśliwie nie dopięliśmy swego i teraz możemy wprowadzić taki egzamin jako uzupełnienie do kryteriów związanych z wynikami z matury.

Pańska obecność we władzach SGH ponownie prowadzi więc do zaostrzenia kryteriów rekrutacji.

To prawda, tak się składa. (śmiech) Gdy byłem prorektorem na początku lat 90., egzamin na SGH obejmował trzy przedmioty: matematykę, geografię lub historię i jeden język obcy. Ja wprowadziłem drugi język obcy. Założenie było takie, że skoro nie uczymy języków od zera, tylko w zakresie związanym z życiem gospodarczym, to musimy mieć gwarancję, że przyjęci kandydaci mają opanowane podstawy. Z kolei w ostatnim roku mojej poprzedniej kadencji na stanowisku rektora (w 2005 r. – red.) wprowadziłem piąty przedmiot egzaminacyjny: przedsiębiorczość. Cała sesja egzaminów wstępnych zajmowała wtedy pięć dni, co już dawało pewność, że będą się do nas zgłaszali tylko zdeterminowani i dobrze przygotowani kandydaci. Na takich zasadach egzamin odbył się jednak tylko raz.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin przedstawił niedawno projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Jak panu podobają się pomysły Gowina?

Mam na ten temat spolaryzowane poglądy. Z jednej strony cieszy mnie to, że projekt daje uczelniom swobodę w kształtowaniu struktur organizacyjnych. Ani razu nie pojawiają się w nim słowa „wydział" i „dziekan". W SGH zlikwidowaliśmy wydziały w 1990 r. Mamy wprawdzie dziekanów, ale formalnie ich rola jest zupełnie inna niż na innych uczelniach. Jeśli ustawa pośrednio uznaje to, co u nas działa od ćwierć wieku, za dobry model, to mogę temu tylko przyklasnąć. Jednak nie podoba mi się zapis, który daje ministrowi prawo decydowania o tym, czy uczelnia może nauczać na danym kierunku. Minister może nie wyrazić zgody na prowadzenie kierunku bądź cofnąć istniejące uprawnienia nie z powodu niskiej jakości kształcenia, tylko dlatego, że potrzeby społeczno-gospodarcze na pewien profil absolwentów są według niego zaspokojone. To według mnie może ograniczyć innowacyjność. Nowe inicjatywy dydaktyczne nie powstaną, bo ministerstwo nie będzie uważało ich za wartościowe. Młode i mniejsze uczelnie będą miały utrudnioną konkurencję.

Jak zmienia się oferta dydaktyczna SGH? Próbują ją państwo uatrakcyjniać?

Nowe kierunki u nas powstają, ale jednocześnie kasowane są te niepopularne. Paradoksalnie zainteresowaniem nie cieszy się wiele nowych kierunków, które wprowadzaliśmy, sądząc, że zapełnią jakąś lukę. Moje prywatne badania sugerują, że na rynku pracy najlepiej postrzegani są absolwenci klasycznych kierunków. Nowe kierunki mogą być nierozpoznawalne dla pracodawców. Równocześnie mniejszym zaufaniem cieszą się absolwenci kierunków ekonomicznych po uczelniach nieekonomicznych.

Może pracodawcy wychodzą z założenia, że i tak najważniejszych rzeczy będą musieli nowych pracowników nauczyć. W związku z tym najbardziej wartościowi są ci kandydaci do pracy, którzy ukończyli renomowane studia, co świadczy o ich zdolności do przyswajania wiedzy?

Wielu pracodawców rzeczywiście oczekuje od kandydatów przede wszystkim umiejętności samouczenia, pracy w grupie i innych kompetencji miękkich. Wychodzą bowiem z założenia, że pozostałe kompetencje przyswoją oni już w pracy. Jednak nie brakuje zawodów, do których wykonywania potrzebne są solidne podstawy teoretyczne. Niedawno mieliśmy spotkanie naszego klubu partnerów strategicznych, którzy apelowali, abyśmy przygotowywali więcej analityków gospodarczych posługujących się dobrze narzędziami matematycznymi.

Podkreślił pan, że w kadrze nauczycielskiej jest wielu praktyków. Czy to oznacza, że SGH nie aspiruje do roli ważnego ośrodka naukowego? Polskim ekonomistą, którego prace są najczęściej cytowane w innych artykułach naukowych, jest Rafał Weron z Politechniki Wrocławskiej, na 417. miejscu w rankingu. Wśród tysiąca najczęściej cytowanych ekonomistów jest jeszcze badacz z UW.

W przypadku ekonomii teoria i praktyka idą w parze. Proszę zauważyć, że Noble z ekonomii przyznawane są naukowcom, którzy rozwiązywali praktyczne problemy. Tak się tworzy nauka w ekonomii. Naturalnym polem badawczym dla ekonomisty jest przecież gospodarka. Z gospodarki zbiera się dane i fakty, które uogólnione dają teorię ekonomiczną. Stąd jedną z silnych stron SGH są studia podyplomowe. Uczęszczają na nie praktycy, którzy dzielą się swoimi problemami, w ten sposób inspirując rozwój nauki na uczelni. Nasi badacze zdobywają zresztą uznanie: prof. Marcin Kolasa dwa lata temu dostał „Paszport Polityki" za badania nad cyklem koniunkturalnym, w tym roku w finale znalazł się prof. Łukasz Woźny, bardzo zdolny ekonometryk z dorobkiem.  —rozmawiał Grzegorz Siemionczyk

CV

Prof. Marek Rocki – ekonometryk, od 2016 r. jest rektorem Szkoły Głównej Handlowej. Wcześniej pełnił tę funkcję przez dwie kadencje w latach 1999–2005. Od 2005 r. jest senatorem z ramienia Platformy Obywatelskiej.

"Rzeczpospolita"