Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Nauczyciele sami sfinansują podwyżki wynagrodzenia

Joanna Ćwiek 26-01-2018, ostatnia aktualizacja 26-01-2018 15:43

Nauczycielskie związki zawodowe walczą o 15 proc. podwyżki z wyrównaniem od stycznia 2018 r.

autor: Danuta Matloch
źródło: Fotorzepa

Od 147 do 271 zł – o tyle przeciętnie wzrosną od kwietnia wynagrodzenia nauczycieli. Pracownicy oświaty nie są jednak z tych podwyżek zadowoleni. I nie chodzi tylko o samą kwotę, ale o fakt, że by mogły być one zrealizowane, nauczyciele stracili część dodatków, które powiększały ich pensje.

Podwyżki nauczycielskich pensji w wysokości 15 proc. rozłożono na trzy lata. Pierwsze, o 5,35 proc. od kwietnia tego roku. – Z naszych wyliczeń wynika, że gdy nauczyciele porównają swoje PIT-y za 2017 i 2018 r. kwota na nich będzie praktycznie taka sama. To pozorne podwyżki – mówi „Rzeczpospolitej" Sławomir Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Na stronie ZNP przedstawiono właśnie fragment pisma, które minister edukacji Anna Zalewska skierowała do przedstawicieli związków zawodowych. Wynika z niego, że pieniądze na kwietniowe podwyżki pochodzą między innymi ze zlikwidowanego dodatku mieszkaniowego.

Potwierdza nam to ministerstwo. Z informacji, które otrzymaliśmy z MEN, wynika, że w 2018 r. na nauczycielskie podwyżki zarezerwowano około 1,2 mld zł. – Dodatkowo jeszcze w tym roku do puli środków na wynagrodzenia przesunięto środki, około 126 mln zł, dotychczas wydatkowane na dodatek mieszkaniowy dla uprawnionych nauczycieli – informuje Justyna Sadlak z biura prasowego MEN. – Na podwyżki nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy, bo nakłady na edukację się nie zwiększyły – zwraca uwagę Sławomir Broniarz. Dodaje, że poza dodatkiem mieszkaniowym na podwyżki złożyły się także oszczędności wynikające z wydłużenia awansu zawodowego nauczycieli z 10 do 15 lat czy z utrudnionego dostępu do urlopu dla poratowania zdrowia (tylko w tym roku to oszczędności rzędu 68 mln zł). – Wszystko razem daje już miliardowe kwoty – mówi Broniarz.

MEN szacuje, że w 2019 r. oszczędność z tytułu dłuższej drogi awansu da 23 mld zł. Z tych pieniędzy zostanie sfinansowany dodatek dla wyróżniających się nauczycieli w wysokości 500 zł, który będzie przyznawany już od przyszłego roku. – Nie zgadzamy się na taką formę podwyżek wynagrodzenia. Żądamy 15 proc. podwyżek płac już w tym roku, i to z wyrównaniem od kwietnia – mówi Broniarz. Jego zdaniem pensje rosną w całej gospodarce, dlatego też powinny pójść w górę w szkołach.

By walczyć o wyższe wynagrodzenia, ZNP nawiązał współpracę z Forum Związków Zawodowych. Obie organizacje wystąpiły wspólnie do minister Anny Zalewskiej i premiera Mateusza Morawieckiego. W przesłanym do nich liście związkowcy zwracają uwagę na to, że choć w resorcie oświaty od listopada działa zespół, który zajmuje się także ustalaniem nowych zasad wynagradzania i oceniania nauczycieli, część zmian, choć nie uzyskała aprobaty partnerów społecznych, weszła w życie od 1 stycznia 2017 r. wraz ze zmianami w Karcie nauczyciela. A na takie pozorne działania nie mogą się zgodzić.

ZNP i FZZ zapowiadają też dalszą wspólną walkę o podwyżki dla nauczycieli.

Do współpracy został zaproszony także NSZZ Solidarność, ale jak dotąd się do nich nie dołączył. – Mamy takie same postulaty jak ZNP i to nas cieszy. Ale jesteśmy ostrożni we współpracy z tym związkiem, bo już kiedyś się na nich zawiedliśmy – mówi Wojciech Jaranowski, rzecznik sekcji oświatowej „S."

"Rzeczpospolita"