Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

O Ukraińców też warto zadbać

Anna Cieslak-Wróblewska 23-04-2018, ostatnia aktualizacja 23-04-2018 10:33

Wielkie miasta starają się pomagać imigrantom, by mogli w Polsce czuć się dobrze.

źródło: Shutterstock

Na ulicach polskich miast pracowników zagranicznych słychać i widać prawie na każdym kroku. W autobusach, w sklepach – przed i zz ladą, na budowach, w szkołach i biurowcach... Samorządy na tę nasilającą się obecność migrantów zarobkowych, głównie Ukraińców, nie pozostają obojętne. Z dwóch powodów – bo nie mogą nie reagować i po prostu chcą.

– Migranci przybywają do Polski, ale zamieszkują w konkretnych gminach – podkreśla Karolina Skarbek, specjalista w zespole ds. dialogu międzykulturowego we Wrocławiu. – Stają się więc członkami wspólnoty lokalnej, a rolą samorządu jest reagowanie na zjawiska, które dzieją się lokalnie – wyjaśnia. No a poza tym imigranci to według władz wielkich miasta szansa na zwiększenie potencjału rozwojowego, zarówno w sensie gospodarczym, ekonomicznym, jak i społecznym i kulturowym. W sumie więc – jak wynika z opinii przygotowanych dla „Tygodnika Regionalnego" – przyjmują Ukraińców z otwartymi rękami.

Cudzoziemcy jak my

Takie nastawienie wymaga jednak stosownych przygotowań i odpowiadania na pojawiające się wyzwania. – Cudzoziemcy stają się pełnoprawnymi mieszkańcami miast, samorządy powinny być przygotowane do dobrego ich powitania, a także zintegrowania nowych mieszkańców – zaznacza Piotr Olech, zastępca dyrektora Wydziału Rozwoju Społecznego w Gdańsku. – Widzimy olbrzymi potencjał rozwojowy w związku z migracjami, jednocześnie rozumiemy wyzwania, jakie one niosą – dodaje.

– Doświadczenia innych krajów przyjmujących cudzoziemców pokazują, że z działaniami nie należy czekać do momentu, gdy imigranci pojawią się w znacznej liczbie – lecz raczej planować je z wyprzedzeniem, wtedy, gdy grupa osób przyjezdnych jest w regionie jeszcze stosunkowo nieliczna – wtóruje mu Dariusz Nowak, kierownik referatu ds. informacji medialnej w krakowskim Urzędzie Miasta.

Wielkie miasta opracowują więc różne strategie i programy dotykające różnych aspektów życia migrantów w mieście. – Migranci robią wszystko to co gdańszczanie, chodzą do pracy, posyłają dzieci do szkoły, wynajmują mieszkania, chodzą do lekarza, padają ofiarą przestępstw – zaznacza dyrektor Piotr Olech. – Dlatego przygotowujemy różne rozwiązania, które pomogą im realizować swoje cele życiowe i korzystać z miasta – dodaje Karolina Skarbek.

Zlikwidować barierę językową

Kluczowym działaniem podejmowanym przez samorządy jest więc pomoc w przełamaniu bariery językowej. Ukraińcom czy obywatelom innych państw trudno w Polsce załatwić w urzędach podstawowe formalności, bo brakuje tam tłumaczy znających dany język, trudno też im dowiedzieć się szczegółów dotyczących podatków czy prawa pracy (w tym praw i obowiązków pracowników). W takich urzędowych sprawach najczęściej muszą polegać na wiedzy i informacjach z drugiej ręki, a to nie zawsze rzetelne źródło. Zdarza się, że w efekcie bariery językowej w kłopoty popadają również ci imigranci, którzy prowadzą działalność gospodarczą.

Miejskie władze starają się zaradzić takim problemom dwutorowo. Po pierwsze – uczynić swoje urzędy i usługi bardziej przyjaznymi dla cudzoziemców, po drugie – ułatwić migrantom naukę języka polskiego. Przykładowo, w krakowskim magistracie do końca tego roku uruchomiony zostanie punkt informacyjny obsługiwany w różnych językach obcych, w którym będzie można uzyskać porady w zakresie przepisów prawa, działalności gospodarczej, podnoszenia kwalifikacji zawodowych, edukacji dzieci i dorosłych, pomocy społecznej i mieszkaniowej. Istotne procedury administracyjne są zaś w Krakowie tłumaczone na języki obce już od 2017 r.

W Lublinie jeszcze we wrześniu 2014 r. powstał punkt informacyjny dla cudzoziemców. Mogą się oni tam dowiedzieć, jak załatwić meldunek i inne formalności związane z pobytem w Polsce, gdzie można uczyć się języka polskiego i uzyskać informację na temat życia codziennego w mieście, w tym różnych działań podejmowanych przez organizacje pozarządowe (np. spacery po Lublinie, warsztaty, spotkania itp.). Wszystko oczywiście w języku polskim, angielskim i ukraińskim. Ciekawy sposób na odpowiedź na prozaiczne problemy życia codziennego znalazł Wrocław, gdzie biletomaty komunikacji miejskiej ostatnio zaczęły mówić także po ukraińsku.

Polski w wolontariacie

Samorządy starają się także organizować dla cudzoziemców bezpłatne kursy nauki języka polskiego. Bo na płatne, organizowane przez podmioty prywatne, zwykle Ukraińców nie stać (lub nie chcą wydawać na ten cel pieniędzy, by wysłać jak najwięcej rodzinie). Problem w tym, że miejska kasa też nie może przeznaczyć na ten cel jakichś ogromnych pieniędzy. Ale to też można obejść. W ramach projektu „Wrocław na językach świata" polskiego cudzoziemców uczą... wrocławianie. W tej inicjatywie, opartej na wolontariacie, w ciągu dwóch lat uczestniczyło 400 mieszkańców miasta i blisko 1000 cudzoziemców.

Kolejny obszar działań dotyczy edukacji dzieci. – W warszawskich przedszkolach i szkołach (publicznych i niepublicznych) jest coraz więcej dzieci cudzoziemskich. Teraz jest to 7,5 tys. przedszkolaków i uczniów, w tym w miejskich placówkach 3,5 tys. Cztery lata temu było ich w sumie ok. 2,5 tys. – informuje Urząd Miasta Warszawy. W krakowskich szkołach w roku szkolnym 2013/2014 było 215 uczniów z zagranicy, w roku 2017/2018 – już 2343.

Zgodnie z ustawowymi regulacjami dzieci imigrantów mają zapewnioną w szkołach odpowiednią opiekę, w tym dodatkową naukę języka polskiego. A samorządy same z siebie inwestują w kształcenie nauczycieli pracujących z klasami, w których uczą się dzieci narodowości innych niż polska.

Przeciw ksenofobii

Sporo działań podejmują też samorządy w zakresie szeroko rozumianej integracji cudzoziemców z lokalną społecznością. To wiele inicjatyw wymiany doświadczeń, wspólnych przedsięwzięć kulturalnych i innych zmierzających do większego zaangażowania imigrantów w miejskie życie. Dużo jest także projektów rozwijających postawy otwartości i wielokulturowości wśród „rdzennych" mieszkańców miast, a także przeciwdziałających ksenofobii, rasizmowi i nietolerancji. – Warszawa przeznaczyła na promowanie takich wartości wśród młodzieży 2,3 mln zł w ciągu 11 lat, a w tym roku szkolnym już 600 tys. zł – informuje stołeczny magistrat. Z kolei kampania „Warszawiacy się nie boją", która była odpowiedzią na narastającą falę nieufności wobec cudzoziemców w Polsce, przejawiającą się wzrostem aktów agresji, była skierowana już do wszystkich mieszkańców.

Takie akcje mają poprawić poczucie bezpieczeństwa cudzoziemców mieszkających w Polsce, choć akty motywowane nienawiścią wciąż się zdarzają.

Pobyt tylko czasowy

W takich aspektach codziennego życia imigrantów, jak mieszkanie, forma zatrudnienie czy wynagrodzenie, gdzie może dochodzić do nadużyć, samorządy niewiele mogą pomóc. Te kwestie reguluje zwykle wolny rynek. Z kolei jeśli chodzi o czasami problematyczny dostęp do służby zdrowia, pomocy socjalnej czy pomocy prawnej, to jest to domena administracji centralnej. – Rzeczywiście, wiele wyzwań, z jakimi mierzą się nasi mieszkańcy cudzoziemcy, wynika z przepisów obowiązujących centralnie. Nie mamy żadnego wpływu na nie – zaznacza Beata Krzyżanowska, rzecznik prezydenta Lublina. Samorządowcy zresztą zgodnie przyznają, że brakuje spójnej rządowej polityki imigracyjnej i integracyjnej.

Inna sprawa, że poza wielkimi miastami nie widać wielkiego zaangażowania samorządu w sprawy imigracji. Ale może to wynikać z jej specyfiki. – W przypadku naszego powiatu cudzoziemcy są ogromnym wsparciem lokalnego rynku pracy – przyznaje Andrzej Stolpa, starosta powiatu płońskiego. W zeszłym roku rolnicy złożyli tu zapotrzebowanie na 64,4 tys. pracowników z zagranicy. – Z naszych obserwacji wynika, że są dobrze przyjmowani przez mieszkańców, nie są traktowani jako konkurencja na rynku pracy, bez nich wiele gospodarstw nie mogłoby funkcjonować. Ale przebywają tutaj czasowo, pracując i mieszkając w gospodarstwach u rolników. Ze względu na to nie stanowią grupy docelowej naszych działań – wyjaśnia.

„Ukraińska muzyka i teatr coraz bardziej widoczne" >R21

"Rzeczpospolita"