Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Miasto upomina się o Koloseum

Maria Weber 27-02-2017, ostatnia aktualizacja 27-02-2017 00:00

Władze Woli wypowiedziały umowę użytkowania dotyczącą starych gazowni.

Dwie gazownie na Woli zbudowano w 1888 r. Wpisano je na listę zabytków w 1975 r.
autor: Waldemar Kompala
źródło: Fotorzepa
Dwie gazownie na Woli zbudowano w 1888 r. Wpisano je na listę zabytków w 1975 r.

30 grudnia 2016 roku Urząd Dzielnicy Wola w Warszawie wysłał pismo do użytkowników dwóch wolskich nieczynnych gazowni z wezwaniem do rozwiązania umowy użytkowania wieczystego w związku z dramatycznym postępem ich dewastacji.

Rzadko się zdarza, aby właściciel nieruchomości, czyli gmina, zrywał umowę. Ale dochodzi do tego, jak wskazał w jednym ze swych wyroków Sąd Najwyższy (sygn. V CSK 168/10), gdy następuje rażące i nieusprawiedliwione naruszenie sposobu korzystania z nieruchomości określonego przez strony w umowie.

W obronie zabytku

Dwie gazownie, zbudowane w 1888 roku, przestały być potrzebne po II wojnie światowej. W 1975 roku wpisano je na listę zabytków. Większa z nich zyskała sławę swą wielkością i ciekawą architekturą. Mieszkańcy okrzyknęli ją wolskim „Koloseum". W 1991 roku miasto podpisało umowę wieczystego użytkowania z Fundacją „Wystawa: Warszawa walczy 1939 – 1945". Ta odsprzedała umowę w 1996 roku rodzinie Biernackich. Nowi użytkownicy – Marcin Maria Biernacki, Justyna Biernacka, Joanna Biernacka i Marcin Michał Biernacki, mieli wiele planów, które pozostały tylko na papierze. Brak wywiązania się z umowy utrzymywania obiektów w należytym stanie sprawił, że powstała obawa o ich przyszłość. W obronie zabytków stanęli mieszkańcy, organizując pikietę pod większą z gazowni 9 kwietnia 2016 roku i wzywając władze samorządowe do przywrócenia ich miastu.

Zdaniem Adama Hacia, wiceburmistrza Woli, w chwili podpisania decyzji o kupnie prawa użytkowania wieczystego kolejni użytkownicy odziedziczyli zobowiązania zapisane w umowie. Tym samym powinni zdawać sobie sprawę z możliwości jej wykonania.

Postępująca dewastacja

Z dokumentów kontrolnych Stołecznego Konserwatora zabytków wynika, iż gazownie wymagały wielu prac konserwatorskich i robót budowlanych mających na celu zahamowanie dewastacji. Miały się zakończyć w 2013 roku. Brak działań ze strony użytkownika zmusił konserwatora do wysłania upomnienia. Gdy to nie pomogło, prezydent m.st. Warszawy wystawiła dokument wykonawczy wzywający do wykonania decyzji. Do bezczynności użytkowników doszedł spór o wysokość naliczanej opłaty użytkowania wieczystego. Ich zdaniem firmę obciążono stawką komercyjną, podczas gdy powinna to być stawka dla działalności kulturalnej. Tyle że nie ma tam żadnej działalności. Marcin Biernacki obiecał wykonać projekt inwestycji polegający na przystosowaniu gazowni do celów muzealnych. Nie przedstawił jednak ani biznesplanu, ani harmonogramu prac i kosztu całej inwestycji. Ostatniej kontroli dokonano w październiku 2016 roku. – Budynki są opuszczone, zaniedbane i ulegają dalszej degradacji – skonstatowały władze Woli. Nie pozostało nic innego, jak wypowiedzenie umowy. Zdaniem użytkowników wezwanie do rozwiązania umowy jest bezpodstawne, ponieważ jej uzasadnienie nie ma pokrycia w rzeczywistości. Wykładając swoje racje napisali, iż celem było przeznaczenie większej gazowni na cele wyższej użyteczności publicznej poprzez powołanie fundacji, która zarządzałaby obiektem. Jednak w toku realizacji założenia napotkali szereg torpedujących działań ze strony miasta st. Warszawy. Chodzi im przede wszystkim o brak zgody na zmianę kwalifikacji opłat za użytkowanie wieczyste z komercyjnej na kulturalne, przynajmniej w stosunku do większej gazowni, w której powstałoby Centrum Techniki. Uważają, że dopóki miasto nie zmieni swego stanowiska w tej sprawie, nie da się zrealizować „celu wyższej użyteczności publicznej". W opinii użytkowników zatem miasto powinno zmienić umowę, bo to ono ponosi konsekwencje braku realizacji zamierzenia. Natomiast skierowanie sprawy do sądu, „o ile – co niepewne, przyniesie krótkotrwały poklask części opinii publicznej, nie rozwiąże sprawy".

– Dysponujemy prawomocnym pozwoleniem na budowę, zgłosiliśmy rozpoczęcie prac w PINB i w najbliższych dniach ono nastąpi – poinformowała Justyna Biernacka.

Sprawa do sądu

Odpowiedź użytkowników na wezwanie do rozwiązania umowy nie pozostała bez komentarza władz dzielnicy Wola. „Przez ostatnie 25 lat użytkownik wieczysty nie przeprowadził adaptacji i modernizacji tych obiektów. Uważamy, że korzysta z tego gruntu w sposób sprzeczny z jego przeznaczeniem, określonym w podpisanej z miastem umowie – powiedział Mariusz Gruza, rzecznik prasowy Urzędu Dzielnicy Wola. Podkreślił też, że nie realizowano decyzji Stołecznego Konserwatora Zabytków w zakresie odpowiedniego zabezpieczenia zbiorników przed dalszą degradacją. Natomiast pozwolenie na budowę, o którym wspomina użytkownik wieczysty, dotyczy prac remontowych wynikających z zaleceń konserwatorskich. Ciągle też cel, określony w umowie użytkowania wieczystego, nie jest realizowany. Zapowiadane przez użytkownika Centrum Techniki pozostaje bez konkretów. Dlatego, jak się dowiedzieliśmy, zgodnie z decyzją prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz sprawa zostanie skierowana do sądu.

Uprawnienia gmin

Rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego przez gminę z osobą prawną lub fizyczną w drodze sądowej nie należy do rzadkości. Przykładem sprawa gminy L. a spółki z o.o., rozpatrywana 28 marca 2014 roku przez Sąd Okręgowy w Lublinie. Sąd uznał, że przedsiębiorstwo nie wywiązało się z umowy i nie wybudowało w terminie określonym w umowie obiektów i tym samym nie dotrzymało warunków umowy. Sąd rozwiązał umowę wieczystego użytkowania zaś Sąd Apelacyjny podtrzymał to orzeczenie (sygn. akt I ACa 426/14). Podobne przypadki stały się przedmiotem rozpraw najpierw Sądu Okręgowego a potem Apelacyjnego w Bielsku-Białej oraz w Szczecinie. Również w innych miastach gminy kierują sprawy do sądu, gdy ich zdaniem użytkownik niewłaściwie wykorzystuje nieruchomość.

"Rzeczpospolita"