r e k l a m a

Autobusy czmychają przed pasażerami

Jan Bończa-Szabłowski 02-10-2008, ostatnia aktualizacja 02-10-2008 22:15

Jan Bończa-Szabłowski: Widzowie środowego koncertu Leonarda Cohena opuszczali Torwar w podniosłym nastroju. Jednak dzięki Miejskim Zakładom Autobusowym rzeczywistość z pięknego snu szybko zamieniła się w realia z filmów Stanisława Barei.

autor zdjęcia: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa

Już przed godz. 23, kiedy tłum opuszczał koncert, kierowcy autobusów linii 155 i 171 z powodu korków stali kilka minut pod Torwarem. Mogli oczywiście wpuścić do niemal pustych pojazdów pasażerów. Woleli jednak na ich prośby popukać się w czoło i spokojnie stać w korku. Większość pasażerów powędrowała więc na przystanek. Tam okazało się, że pozostał im już tylko jeden pojazd. Autobus zwany pożądaniem miał numer 171 i według rozkładu powinien odjechać o 23.17. Czekanie miało trwać ok. 20 minut. Nawet się nie dłużyło – wszyscy wspominali koncert i na przystanku zaczęły powstawać grupy tematyczne. Ja stanąłem między „historyczną”, wspominającą poprzednią wizytę Cohena, a „psychologiczną” analizującą jego niezwykłą osobowość.

Kilkanaście minut po 23 nadjechał wreszcie upragniony autobus. Kierowca najwyraźniej nie docenił nadziei skierowanych w jego stronę. Patrząc na grono oczekujących, zmienił błyskawicznie numer linii na Przejazd Techniczny i – ku zaskoczeniu wszystkich – chyłkiem odjechał. – W Krakowie po takim koncercie podstawiono by widzom dodatkowe autobusy – zauważył mieszkaniec grodu Kraka z grupy „historycznej”. Cóż. My przecież jesteśmy w Warszawie.

Życie Warszawy