Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Czekając na wielkie lotnisko

Danuta Walewska 29-03-2017, ostatnia aktualizacja 29-03-2017 10:13

Z zapowiedzią budowy Centralnego Portu Lotniczego wiążą się m.in. nadzieje na wzrost cen gruntów w wymienianych lokalizacjach.

autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa

Decyzja zapadła. Nie wiadomo jeszcze dokładnie gdzie. Ale Centralny Port Lotniczy powstanie.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński mówił o Babsku. Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk o Babsku i Mszczonowie. Ale pojawia się coraz więcej potencjalnych lokalizacji. Dlatego właściciele gruntów także koło Grodziska Mazowieckiego, Teresina, Żyrardowa, zacierają ręce. Nawet ci, którzy mają ziemię koło Łowicza, choć to lokalizacja mało prawdopodobna, bo miasto to leży zdecydowanie zbyt daleko od Warszawy generującej główny strumień ruchu lotniczego w Polsce. Nie wiadomo ostatecznie, który teren zostanie wybrany, a co logiczne, gdzie ceny ziemi potrzebnej na inwestycję wystrzelą w górę. W niektórych z tych lokalizacji już są ruchy cenowe, które nasilały się zawsze wówczas, gdy pomysł CPL był odgrzewany, czyli przynajmniej kilkanaście razy i to od ponad 20 lat, kiedy po raz pierwszy rzucony został pomysł polskiego lotniska centralnego.

Na razie wiadomo, że na Centralny Port Lotniczy potrzeba będzie przynajmniej 17 km kwadratowych, bo musi być tam miejsce na długie, prawie 4-kilometrowe pasy startowe. Chodzi też o infrastrukturę, jaka powstanie wokół tego portu, np. hotele niezbędne przy lotnisku, w których będą mogli przenocować pasażerowie odwołanych lotów, restauracje, w których będzie się można posilić, wypożyczalnie samochodów. Nadal nie wiadomo, jak ma być finansowana ta inwestycja. Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk jest przekonany, że niezbędna będzie inżynieria finansowa i że środków budżetowych nie będzie na ten cel potrzeba wcale albo bardzo mało. Z kolei jego zastępca, wiceminister Jerzy Szmit, nie obawia się o fundusze, bo, jak powiedział Polskiej Agencji Prasowej, jest na to czas, przynajmniej 4–5 lat. Bieżące wydatki zostaną zmniejszone o ekspertyzę wykonaną przez PwC, na którą, jak ujawnił minister Adamczyk, poprzednia administracja wydała 10 mln złotych. O tym, jaki ostatecznie będzie model finansowania megaprojektu, mają decydować dwa ministerstwa – infrastruktury i budownictwa oraz rozwoju.

Oczywiście pozostaje odpowiedź na ogromnie ważne pytanie: Cała inwestycja jest zaplanowana na minimum 10–12 lat. Co w takim razie się stanie, jeśli obecna opcja polityczna nie wygra wyborów i zostawi rozpoczęty projekt następcom, którzy nie pozostawiają na nim suchej nitki, chociaż wcześniej sami próbowali taki projekt ruszyć z miejsca? Nie ma na to dzisiaj odpowiedzi. Ale z drugiej strony jest oczywiste, że następcom właśnie trudno będzie się z tego wycofać. Chyba że będą mieli inne (lepsze) pomysły. Albo cały projekt do tego czasu nie ruszy z miejsca.

"Rzeczpospolita"