Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Spór o zamek w Oporowie

Renata Krupa Dąbrowska 09-10-2017, ostatnia aktualizacja 09-10-2017 10:23

Ważą się losy XV-wiecznego zabytku. O jego zwrot walczy rodzina Karskich. Jest bliska sukcesu.

Zamek to nie tylko muzeum, ale i miejsce spotkań okolicznych mieszkańców. Organizuje się tu koncerty, spektakle
źródło: materiały prasowe
Zamek to nie tylko muzeum, ale i miejsce spotkań okolicznych mieszkańców. Organizuje się tu koncerty, spektakle

W piątek Naczelny Sąd Administracyjny zajął się reprywatyzacją zamku w Oporowie. Jego zwrotu domaga się rodzina Karskich, do której należał on przed II wojną światową. Wcześniej udało się jej odzyskać siedzibę rodową we Włostowie. Teraz w sądzie kieleckim procesuje się ze Skarbem Państwa o wielomilionowe odszkodowanie za zniszczenie tego pałacu.

Spór o charakter zamku

Natomiast Oporów to wieś położona 15 km od Kutna. W jej sercu znajduje się XV-wieczny zamek. Stoi na wyspie otoczonej fosą w pięknym 12-ha parku.

To jeden z nielicznych obiektów z tego okresu zachowanych w idealnym stanie. Po II wojnie światowe odebrano go rodzinie Karskich na podstawie dekretu o reformie rolnej. – Od 1949 r. mieści się tu muzeum. Można w nim podziwiać ekspozycję wnętrz dworskich, salę rycerską, jadalnię, sypialnię, skarbczyk – mówi Anna Majewska-Rau, dyrektor zamku. – To również miejsce spotkań okolicznych mieszkańców. Obywają się tu koncerty, wystawiane są przedstawienia etc.

O zwrot dóbr po swoim ojcu do wojewody łódzkiego wystąpił Juliusz Karski, ale wojewoda umorzył postępowanie. Wówczas Karski złożył skargę do ministra rolnictwa i rozwoju wsi, który przekazał sprawę wojewodzie do ponownego rozpoznania. Ale ten po raz drugi stwierdził, że państwo miało prawo przejąć zamek oraz park na cele reformy rolnej. Mieszkał w nim administrator majątku, a nie rodzina Karskich, czyli istniał związek funkcjonalny pałacu z majątkiem. Poza tym staw w parku był wykorzystywany do celów rybołówstwa.

Juliusz Karski odwołał się raz jeszcze do ministra rolnictwa. Według niego zamek nigdy nie był związany z rolnictwem.

Minister ustalił zaś, że administrator mieszkał w rządcówce, a nie w zamku. Natomiast staw parkowy nie miał charakteru hodowlanego. Na tej podstawie uchylił decyzję wojewody.

W walkę o zamek zaangażowało się muzeum oraz starosta kutnowski. Wystąpili ze swoimi skargami do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Walka do upadłego

WSA uznał skargę muzeum za niedopuszczalną, a tę autorstwa starosty oddalił. Jego zdaniem zamek i park nie miały charakteru nieruchomości ziemskiej o znaczeniu rolnym i nie nadawały się do realizacji celów dekretu. Polskie siedziby magnackie (pałace, zamki) z reguły nie były związane z produkcją rolną, lecz miały charakter czysto reprezentacyjny. Podobnie było w wypadku parku.

Nowe dowody

W piątek w Naczelnym Sądzie Administracyjnym zjawili się przedstawiciele rodziny Karskich, ministra rolnictwa, starosta kutnowski, dyrektor muzeum oraz ich pełnomocnicy. Do wydania orzeczenia kończącego sprawę nie doszło. Pełnomocnik starosty przedstawił nowe dowody w sprawie. NSA odroczył więc jej rozpatrzenie o miesiąc.

Chodzi o to, że Szymon Karski, przedwojenny właściciel posiadłości, kupił zamek na kredyt, którego nie spłacał. Następnie doszło między nim a bankiem do zawarcia ugody. Na tej podstawie dług spłacał w ratach. Wybuchła jednak II wojna światowa i nigdy do końca go nie spłacił. Zachowały się również pamiętniki Szymona Karskiego, z których wynika, że w zamku mieszkał administrator.

– Nie poddamy się, będziemy walczyć do końca. Zamek ma przecież dużą wartość historyczna i jest ważnym miejscem spotkań mieszkańców – tłumaczy Krzysztof Debich, starosta kutnowski. – Jeżeli – dodaje – przegramy, będziemy negocjować ze spadkobiercami dawnych właścicieli.

– Jesteśmy otwarci na negocjacje – zapewnia Rafał Karski, jeden ze spadkobierców. – Żyjemy w przyjaźni z dyrekcją muzeum. Często jesteśmy zapraszani na różne uroczystości. Zdajemy sobie sprawę, jak ważny jest zamek dla okolicznych mieszkańców – dodaje.

"Rzeczpospolita"