Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Murem za ochroną śladów miejskiej historii

Bartosz Klimas 19-03-2018, ostatnia aktualizacja 19-03-2018 10:13

W Warszawie trudno o wolną działkę blisko centrum. Dlatego deweloperzy łakomie spoglądają na tereny zabudowane.

Zabytkowy komin ma być atrakcją głównego placu kompleksu Bohema, które powstaje na warszawskiej Pradze na terenie dawnej fabryki Schicht-Lever.
źródło: materiały prasowe
Zabytkowy komin ma być atrakcją głównego placu kompleksu Bohema, które powstaje na warszawskiej Pradze na terenie dawnej fabryki Schicht-Lever.
Centrum Praskie Koneser to jeden z najbardziej udanych projektów rewitalizacyjnych w stolicy, powstanie tu także Muzeum Polskiej Wódki.
źródło: materiały prasowe
Centrum Praskie Koneser to jeden z najbardziej udanych projektów rewitalizacyjnych w stolicy, powstanie tu także Muzeum Polskiej Wódki.

Do mety zbliża się m.in. przebudowa domu towarowego Smyk w Alejach Jerozolimskich. Nazwa inwestycji – Cedet – to w zasadzie wszystko, co zostało po oddanym w 1951 roku modernistycznym Centralnym Domu Towarowym. Został całkowicie zburzony, ostała się jedynie żelbetowa konstrukcja od strony Alej. Termin „rewitalizacja", którym posługuje się inwestor (Immobel), jest nadużyciem.

Problematyczne zmiany

– Obiekt wpisany do rejestru zabytków został właściwie doszczętnie wyburzony – mówi „ŻR" Patrycja Jastrzębska, historyczka i krytyczka sztuki, prezes Stowarzyszenia Ziemi Mazowieckiej Masła". – A najbardziej bulwersuje, że na takie działanie wyraził zgodę ówczesny stołeczny konserwator zabytków Piotr Brabander. Owszem, mamy budynek, który prezentuje się elegancko i pachnie nowością. Ale nie dajmy się zwieść, to nie jest dawny Cedet. To zupełnie nowy obiekt, który częściowo odwołuje się do architektury budynku sprzed pożaru w latach 70.

Stowarzyszenie Masław prowadzi m.in. akcję „Tu było, tu stało" (jej profil społecznościowy śledzi blisko 120 tys. osób) mającą na celu uratowanie – albo chociaż upamiętnienie – ważnych dla miasta budowli. Wcześniej przez lata walczyło o ocalenie zabytkowej konstrukcji Hali Koszyki, wzniesionej w latach 1906–1909.

– Przez kilka lat obserwowaliśmy chocholi taniec wokół Koszyków, prace modernizacyjne stały w miejscu. Hala utraciła oryginalną konstrukcję – zgodę wydała ówczesna stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka, jednak pod warunkiem, że konstrukcja po renowacji wróci na swoje miejsce. Miałam poważne wątpliwości, czy tak się stanie – przypomina Patrycja Jastrzębska, dodając, że przypadku Hali Koszyki mamy do czynienia ze swego rodzaju stylizacją. – I jako taką oceniam ją dość pozytywnie, jednak oryginalna konstrukcja nie powróciła w całości, jak to było ustalone w postanowieniach konserwatorskich.

Ledwo się trzymają

Nie mniej emocji budzą prace przy Ścianie Wschodniej – linii zabudowy stworzonej w latach 1962–1969. – Od lat obserwujemy powolną agonię tego założenia architektonicznego – uważa Patrycja Jastrzębska. – Kolejne elementy spójnej niegdyś układanki projektu Zbigniewa Karpińskiego i zespołu, znikają. Nie ma już Sezamu, Universalu, obecnie też Rotundy, która ma powrócić jako nowy obiekt (w podobnym kształcie – red.). Najgorsze, co mogło się jednak przytrafić Ścianie Wschodniej, to modernizacja Pasażu Śródmiejskiego, obecnie Wiecha – zabiła ten niegdyś kameralny fragment. Postawienie wysokich słupów oświetleniowych zmonumentalizowało to miejsce, odbierając mu charakter.

Inne ze stołecznych obiektów miały jeszcze mniej szczęścia – choćby Supersam z 1962 roku przy pl. Unii Lubelskiej (zburzony pod budowę kompleksu biurowo-handlowego Plac Unii) czy pawilon Chemii z 1961 r. u zbiegu Brackiej i Nowogrodzkiej (zastąpiony przez czarny sarkofag domu towarowego Vitkac). Argumentowano, że wyburzenie było ostatnim etapem wieloletnich zaniedbań.

Patrycja Jastrzębska: – Zamówione przez inwestora ekspertyzy stwierdzały oczywiście tragiczny stan zachowania, jednak np. współprojektant dachu Supersamu Stanisław Kuś zapewniał, że wystarczy wymienić liny sprężające dachu i obiekt jest do uratowania.

Osłabiona bądź naruszona konstrukcja to zresztą dyżurny argument inwestorów przy rozbiórce.

Płynne przejście

Nieco lepiej brzmią komunikaty inwestora działającego na terenie dawnego Towarzystwa Akcyjnego Fabryk Metalowych Norblin, Bracia Buch i T. Werner. Na parceli pomiędzy Żelazną, Łucką i Prostą zachowało się dziewięć XIX-wiecznych obiektów, wpisanych do wojewódzkiego rejestru zabytków. Zaplanowano tu ponad 64 tys. mkw. powierzchni biurowo-usługowo-handlowo-kulturalnej pod nazwą ArtN.

Obok biur i handlu inwestor – Capital Park – przewidział kino, teatr oraz Otwarte Muzeum Dawnej Fabryki Norblina, którego wstępna koncepcja została uzgodniona ze stołecznym konserwatorem zabytków. – Gospodarzem będzie Fundacja Otwartego Muzeum Dawnej Fabryki Norblina, powołana do życia w 2009 r. – informuje „ŻR" Artur Setniewski, dyrektor przyszłej placówki. – Naszym celem jest, aby każdy, kto w przyszłości będzie korzystał z biur, strefy handlowej, usługowej czy kulturalnej, mógł zetknąć się z historią tego miejsca. Dlatego muzeum powstanie w całym kompleksie, na 2-hektarowej działce. Otwartość polega na płynnym przejściu pomiędzy przestrzenią muzealną, a niemuzealną – zapowiada. Obok obiektów architektonicznych ekspozycja obejmie też 50 maszyn i urządzeń.

– Dobrze, że inwestor zdecydował się na wyeksponowanie starych maszyn w nowej inwestycji, to może być wartością dodaną miejsca. Pytanie tylko, co będzie ze starą zabudową – wiele z obiektów, zgodnie z wytycznymi konserwatorskimi, ma zostać zachowanych – mówi Patrycja Jastrzębska. Dodaje, że widzi w Norblinie ogromny potencjał. – Oby inwestor dobrze go wykorzystał.

Trzy piazze

Biura, handel i usługi oraz mieszkania i hotel zajmą także budynki dawnej elektrowni na Powiślu. Elektrownia Warszawska ruszyła tu w 1904 roku i działała przez blisko 100 lat. Groźnie zrobiło się dopiero w 2000 r. gdy spółka Skarbu Państwa Elektrociepłownie Warszawskie została wykupiona przez szwedzki koncern Vattenfall, który zdecydował o sprzedaży działki pomiędzy Dobrą a Wybrzeżem Kościuszkowskim. Zabytkowe urządzenia zostały zdemontowane („niektóre maszyny były tak stare, że pochodziły jeszcze z lat 20. i 30. Zwykły złom" – przekonywał w 2003 r. prezes EW Jacek Dreżewski, dodając: „Kotłownie rozbierzemy, teren posprzątamy i wystawimy na przetarg. Jest nam obojętne, kto go kupi i co tu zbuduje" – cytaty za „Gazetą Stołeczną").

Po tych słowach varsavianiści rozpoczęli starania o wpis zespołu Elektrowni Warszawskiej do rejestru zabytków, co nastąpiło w grudniu 2004 r. Od tego czasu działka, na której stoi elektrownia, miała trzech właścicieli. Obecnie inwestorami są White Star Real Estate (deweloper działający głównie w Europie Środkowo-Wschodniej) oraz Tristan Capital Partners (brytyjski fundusz inwestycyjny operujący na rynku nieruchomości). W maju 2017 wmurowano kamień węgielny pod budowę Nowej Elektrowni Powiśle.

Projekt przygotowany przez pracownię APA Wojciechowski obejmuje adaptację czterech części zabytkowej elektrowni. Dawne budynki kotłowni i maszynowni zostaną przeznaczone na cele usługowe, handlowe i kulturalne, w rozdzielni znajdą się mieszkania i biura, w dawnym budynku kesonu zaś – usługi. Na froncie budynku maszynowni – który stanie się wejściem do pasażu od strony Centrum Nauki Kopernik – architekci proponują przeszkloną kawiarnię na konstrukcji z odzyskanych, historycznych elementów stalowych. Budynek dawnego kesonu przeistoczy się w restaurację z tarasem.

– Elektrowni jest coraz mniej, kolejne obiekty są wyburzane. W 2014 r. wyburzono III kotłownię, w listopadzie 2017 r. zniknął budynek techniczny (nie były objęte ochroną konserwatorską – red.), a od niedawna z budynku II kotłowni (wpisanego do rejestru zabytków – red.) pozostał jedynie szkielet – zauważa Patrycja Jastrzębska.

W planach są też nowe budynki – trzy biurowe (o łącznej powierzchni 23 tys. mkw.) i jeden mieszkalny. W perspektywie jest również hotel butikowy. Całkowita powierzchnia, którą obejmuje projekt, przekracza 80 tys. mkw., powierzchnia użytkowa to ponad 72 tys. mkw. Niestety, niewiele mówi się o instytucjach kultury, czy placówce przypominającej o historycznej roli budynków. Coś jednak będzie się tu działo – oficjalny komunikat mówi o planach kina letniego i przestrzeni wystawienniczej dla lokalnych galerii, Brian Patterson zaś, prezes White Star Real Estate, wspomniał o trzech placach (nazwał je z włoska „piazzami"), na których miałyby odbywać się koncerty, imprezy kulturalne i wystawy. – Nie wiem, ile mogę zdradzać z intencji inwestora, ale w moim odczuciu duża część terenu zostanie oddana mieszkańcom. Likwidujemy mury i przewidujemy dużo otwartych przestrzeni, przeznaczonych na ogólnodostępne place i zielone skwery – mówi Marcin Grzelewski z APA Wojciechowski.

Budynki elektrowni mają zostać oddane na przełomie lat 2018 i 2019.

Prawy brzeg

Inwestorzy coraz chętniej spoglądają też na drugi brzeg Wisły, zwłaszcza w okolice praskich stacji metra. Dobiegają końca prace w dawnej Wytwórni Wódek Koneser. Plan BBI Development przewiduje tu mieszkania, biura (ponad 20 tys. mkw.), hotel, sklepy, restauracje (łącznie ponad 20 tys. mkw. powierzchni handlowych), centrum konferencyjne i muzeum. To ma być niemal miasto w mieście – podobnie jak w czasach świetności z lat międzywojennych, gdy w działającym tu Państwowym Monopolu Spirytusowym-Rektyfikacji Spirytusu i Wytwórni Wódek pracowało ponad czterysta osób. Oprócz budynków fabrycznych, mieściły się tu magazyny, warsztaty, domy mieszkalne, nawet szkoła.

Najstarsze zabudowania Konesera powstały w latach 1895–1897. Obecnie w skład zespołu pomiędzy Ząbkowską, Nieporęcką, Białostocką i Markowską wchodzą m.in. główny budynek produkcyjny, budynek filtracji i rozlewnia, magazyn spirytusu, leżakownia wódek i magazyn wyrobów gotowych. Blisko 100 lat po przejęciu wytwórni przez Państwowy Monopol Spirytusowy, Koneser rozpoczyna nowy rozdział. Siedzibę znalazł tu już Campus Warsaw – inkubator przedsiębiorczości firmowany przez firmę Google. Instytucja mieści się w jednym z dawnych magazynów spirytusu (tzw. Nowym). W drugim (Starym) przewidziano miejsce dla nowego przedsięwzięcia Grupy Warszawa, prowadzącej m.in. klubokawiarnię Warszawa Powiśle.

W perspektywie widać też otwarcie Muzeum Polskiej Wódki. Ekspozycja prezentująca ponadsześćsetletnią historię gorzelnictwa na polskiej ziemi powstanie w hali rektyfikacji stanowiącej część zabytkowego budynku produkcyjnego (z napisem „Rektyfikacja spirytusu 1897–1940" zachowanym na froncie). Inicjatywie muzeum patronuje stowarzyszenie Polska wódka.

– Na terenie Konesera odnaleziono wiele elementów związanych z fabryką, takich jak zbiorniki, wagi kolejowe, stare zawory, telefony, lampy. Większość z nich jest wykorzystywana ponownie – informuje „ŻR" Michał Skotnicki, prezes zarządu BBI Development. – Podobnie sprawa wygląda w przypadku posadzek, metalowych schodów, balustrad. W projekcie nawierzchni placu Konesera, przestrzeni otwartej dla przechodniów, wyeksponowane zostaną tory dawnej bocznicy. Z kolei na tarasie przy budynku Google'a znajduje się waga kolejowa, na której kiedyś ważono cysterny ze spirytusem – wylicza Michał Skotnicki.

Oddanie Centrum Praskiego Koneser planowane jest na ten rok. Zdaniem prezes stowarzyszenia Masław inwestycja jest „najbliższa pochwały", jeśli idzie o zachowanie zabytkowych obiektów i wpisanie ich w nowoczesną zabudowę.

Nowa stacja

Koneser znajduje się blisko stacji metra Dworzec Wileński. Za kilka lat powstaną kolejne przystanki, wśród nich Szwedzka, obok dawnej fabryki Schicht-Lever.

Zabudowania wzniesiono na przełomie XIX i XX w. na potrzeby Akcyjnego Towarzystwa Fabryki Lamp – Bracia Brunner, Hugo Schneider i R. Dietmar. Lampy wytwarzano tu 1928 r., kiedy budynki przejęła sąsiednia Fabryka Produktów Chemicznych Praga (późniejszy Przemysł Tłuszczowy Schicht-Lever SA). Po wojnie produkowała tu Pollena-Uroda, jednak dla prażan zakład pozostał Szychtem. Od 2005 roku zespół wpisany jest do rejestru zabytków.

Wkrótce dawna fabryka mydła zmieni się w kwartał komercyjno-mieszkaniowy pod nazwą Bohema. Pierwsze nowe budynki mieszkalne zostaną oddane na przełomie 2019 i 2020 r., zrewitalizowane zaś obiekty historyczne (w I etapie warzelnia, kotłownia i glicerynownia) w roku 2020 – informuje „Rz" Urszula Kaczmarczyk z biura inwestora Okam Capital. – Kolejny etap, który zakończy całą inwestycję, planujemy na przełomie 2021 i 2022 r.

Budynki historyczne przeznaczono do celów handlowo-usługowo-biurowych (ponad 10 tys. mkw.) oraz pod aparthotel. Muzeum? Nie wiadomo. Jak przyznaje przedstawicielka inwestora, w budynku kotłowni znajduje się sześć zabytkowych kotłów. Dwa z nich mają pozostać jako relikt historycznej funkcji budynku, który ma przeobrazić się w restaurację lub browar. Cztery pozostałe mogłyby stać się częścią ekspozycji. Decyzja nie została jeszcze podjęta.

Nad zabudowaniami dawnej fabryki góruje komin, który ma stać się centralnym elementem nowego placu miejskiego. Prawy brzeg przygotowuje się na wizyty koneserów, bohemy i reszty warszawiaków.

Opinia

Marlena Happach, dyrektor Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy

Modernizacja kluczowych dla miasta przestrzeni i budynków powinna respektować dziedzictwo przeszłości. Szczególnie w Warszawie, gdzie tak niewiele pozostało śladów historii. Nie oznacza to jednak konieczności tworzenia skansenu i utrzymywania oryginalnych, ale niefunkcjonalnych budynków. Trzeba bezwzględnie zachować najcenniejsze obiekty, zakwalifikowane przez konserwatorów do rejestru zabytków. Wobec takich budynków równie ważne jest zachowanie oryginalnej substancji, formy, jak i funkcji. Mam jednak znacznie bardziej liberalne poglądy w przypadku obiektów ujętych w ewidencji zabytków czy uznanych za dobra kultury współczesnej. W moim odczuciu przywrócenie ich do żywego funkcjonowania w mieście jest dobrem nadrzędnym. W przypadku zachowanych w bardzo złym stanie i niezakwalifikowanych do ochrony budynków nie widzę problemu w wymianie obiektu czy jego części przy zachowaniu oryginalnej formy. Przywrócenie budynku do życia to nie tylko rekonstrukcja czy remont. Bardzo ważne jest zapewnienie zainteresowania użytkowników i zachowanie dostępności.

"Rzeczpospolita"