Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Berlin na Powiślu

mrf 27-08-2012, ostatnia aktualizacja 27-08-2012 18:57

"Wraz z rosnącą popularnością klubu, jego właściciele przestali radzić sobie z kontrolą tego, co się wokół niego dzieje" - pisze o Klubokawiarni Powiśle Małgorzata Popiołek

Do redakcji ŻW przyszedł kolejny list w sprawie znanej kawiarni. Tym razem jest to odpowiedź na list Michała Leszczyńskiego „Kolorowe Powiśle razi oczy szarego obywatela".

"Na wstępie mojego listu chciałabym zaznaczyć, że uważam PKP Powiśle za jedno z najbardziej udanych miejsc w Warszawie, nie tylko ze względu na sam fakt uratowania cennego obiektu epoki modernizmu, ale i dlatego, że jego właścicielom udało się stworzyć miejsce z niepowtarzalną atmosferą, porównywalną z klimatem berlińskich klubów.

Popularność lokalu nie oznacza jednak, że jego właściciele nie muszą stosować się do reguł życia społecznego panujących w mieście.

Faktem jest, że wraz z rosnącą popularnością klubu, jego właściciele przestali radzić sobie z kontrolą tego, co się wokół niego dzieje. Mieszkam kilka przystanków autobusowych od PKP Powiśle i lokal ten dopiero po skargach okolicznych mieszkańców i interwencji straży miejskiej zdecydował się zrobić porządek ze śmietnikiem, który zostaje wokół niego po imprezach.

Jeżeli odpowiednie służby porządkowe nie radzą sobie ze sprzątaniem miejsca, to właśnie jego właściciele powinni poczuwać się do odpowiedzialności, aby coś z tym faktem zrobić. Wielokrotnie przejeżdżałam obok tego miejsca rowerem i często z trudem udawało mi się nie wjechać w rozrzucone wokół potłuczone szkło.

Mimo że często bywam na organizowanych tam imprezach, jestem również w stanie zrozumieć protesty okolicznych mieszkańców, którzy skarżą się na nocne hałasy. Bo co innego jest przychodzić na imprezę, a co innego w niej uczestniczyć przez cały tydzień wbrew własnej woli.

Uważam opinię p. Leszczyńskiego o donosicielskiej mentalności sąsiadów PKP Powiśle za niesłuszną i krzywdzącą. To, że ludzie upominają się o swoje prawo do czystego parku, czy też spokojnego snu w nocy, nie ma nic wspólnego z mentalnością PRL-owską.

Świadomość swoich praw i chęć ich egzekwowania to właśnie cechy rozwiniętych społeczeństw obywatelskich, do których kiedyś, mam nadzieję, będziemy w pełni się zaliczać. Natomiast wiara w to, że odpowiednie służby publiczne są po to, aby reprezentować nasze prawa, i że mój telefon do straży miejskiej ma sens, jest właśnie zerwaniem z PRL-owską mentalnością.

Jeśli chodzi o porównanie Warszawy do Berlina, w którym mieszkałam przez kilka lat, to proszę mi wierzyć, pozorna wolność i swoboda niemieckiego życia nocnego, wcale nie oznacza, że wszystkim w tym mieście wszystko wolno, a właściciele kawiarni mogą uchylać się od swoich obowiązków.

Życie w mieście zawsze jest swego rodzaju kompromisem, między potrzebami różnych jego użytkowników, czego niestety młode demokracje, takie jak np. polska muszą się jeszcze nauczyć. Wychodzenie z założenia, że demokracja w mieście oznacza nieograniczoną wolność poszczególnych jednostek, prowadzi np. do takiego urbanistycznego chaosu, jaki prywatni właściciele działek fundują Warszawie, o czym p. Leszczyński, jako architekt, powinien wiedzieć najlepiej.

To, że lokal PKP Powiśle, po interwencji miasta, zobowiązał się do przestrzegania swoich obowiązków, jest naturalną koleją rzeczy w dochodzeniu do kompromisu między różnymi użytkownikami miasta, do którego zarówno mieszkańcy Powiśla, jak i goście PKP-Powiśle mają takie same prawo."

List od Czytelnika