Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Śmierdzący problem komunikacji

kea 05-10-2012, ostatnia aktualizacja 05-10-2012 09:38

Dlaczego ZTM funduje darmowe bilety wolnej jazdy wszystkim niemytym i bezdomnym? - pyta nasz Czytelnik.

autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa

A oto pełna treść listu:

Smród jest tym, co najbardziej i to drastycznie przeszkadza w korzystaniu z komunikacji miejskiej, a nie jest żadnym z czterech zachowań wymienionych ankiecie ZTM (skądinąd potrzebnej, ale zbyt wybiórczej). Najważniejszymi bowiem problemami są: niewymienione w niej picie alkoholu (przez głównie chuligańską młodzież, ale i dorosłych) i  przede wszystkim - o zgrozo – właśnie smród niektórych współpasażerów!

W tym drugim przypadku chodzi przede wszystkim o podróżujących komunikacją miejską bezdomnych, którzy na dodatek nie mają z pewnością biletów. Śmierdzą nie tylko oni, ale także często ich wygrzebany ze śmietników bagaż. Pojawiają się głównie przed południem i późnym wieczorem, przede wszystkim na trasach łączących noclegownie czy miejsca nielegalnych noclegów (np. Żerań) z dworcami i tymi miejscami (głównie w Śródmiściu), gdzie widuje się dużo żebrzących a także rano w okolicy izby wytrzeźwień przy Kolskiej (czy jakkolwiek każe ją nazwać polityczna poprawność czyli niemówienie o wszelkich sprawach wprost). W ciągu dnia takie osoby pojawiają się także na liniach w pobliżu darmowych jadłodajni.

Miejsca, gdzie się je nie tyle nawet widuje, co po prostu się je z już daleka bardzo dobrze czuje, bardzo łatwo wytypować, ale kontrolerzy konsekwentnie omijają te okolice.

Kontrolerzy biletów bowiem wolą łapać zagranicznych turystów czy emerytki, które nie zdążyły podejść do kasownika, a śmierdzących pasażerów na gapę omijają.

Wygląda więc na to, że kontrolerzy otrzymują prowizję jedynie za tego złapanego gapowicza, z którego da się skutecznie ściągnąć mandat, więc łapanie bezdomnych nie jest w ich interesie - a to już patologia! Widać więc jasno, że najwyższa pora skończyć z dowolnością w dobieraniu sobie przez kontrolerów miejsc kontroli!

Kierowcy i motorniczy stanowczo odmawiają interwencji, twierdząc że mogą ją podjąć dopiero na pętli, kiedy oczywiście już nikogo w pojeździe nie ma, słowem unikają rozwiązania sprawy kosztem pasażerów, czyli klientów!

Trzeba też jak najszybciej przywrócić pochopnie usunięty punkt z przepisów o przewozie pasażerów. W Łodzi czy Wrocławiu dalej takie punkty obowiązują i mają następujące brzmienie:

Łódź:

"W pojeździe zabrania się przebywania osobom, które poprzez swój wygląd lub zachowanie są uciążliwe dla podróżnych, w szczególności osobom o brudnym, niechlujnym wyglądzie lub odrażającym zapachu, osobom żebrzącym lub osobom w inny sposób uciążliwym dla innych pasażerów."

Wrocław:

"Obsługa przewozu może odmówić przewozu lub usunąć z pojazdu podróżnego zagrażającego bezpieczeństwu i porządkowi przewozu, a w szczególności zachowującego się agresywnie wobec innych podróżnych lub kierującego pojazdem, wzbudzającego odrazę brudem lub niechlujstwem, uciążliwego dla podróżnych, nie stosującego się do wezwań kierującego pojazdem i pracowników nadzoru ruchu"

Pomijam tu problem sporej niestety liczby osób - wstyd niestety tę prawdę wyznać

- głównie w wieku emerytalnym, które o higienę zupełnie nie dbają, mimo często na pozór eleganckiego ubrania. Jest to dotkliwe szczególnie latem. Na to niestety trudno znaleźć radę. Pomóc może jedynie chyba jakaś długoletnia akcja edukacyjna, np. coś w rodzaju plakatów: "Dbaj CODZIENNIE o higienę osobistą, nie wnoś między ludzi swoich niechcianych zapachów" plus punkt regulaminu o przewozie osób w rodzaju zacytowanych przepisów łódzkich i wrocławskich (a takie obowiązywały również w Warszawie i dalej powinny obowiązywać, co łatwo stwierdzić).

Pamiętajmy, że kiedyś wisiały w tramwajach tabliczki "nie pluć na podłogę" i po wielu latach można je było w końcu usunąć, bo w końcu odniosły zamierzony skutek.

Notabene pominięcie w ankiecie problemu śmierdzących pasażerów i picia alkoholu świadczy albo o niewiedzy autorów ankiety o tym, co się naprawdę dzieje w pojazdach komunikacji miejskiej (może jeżdżą do pracy samochodami) lub chęcią schowania głowy w piasek i koncentrowaniu się na problemach mniejszej wagi, by się wykazać jakąkolwiek aktywnością, zamiast zająć się tym, co naprawdę istotne i bolesne dla pasażerów.

Jeśli się problemu smrodu nie rozwiąże, nie można liczyć na to, że ludzie zrezygnują z podróżowania samochodami na rzecz komunikacji miejskiej, szczególnie że przygotowywane są kolejne podwyżki cen biletów. Jak ZTM wyobraża sobie przekonanie pasażerów do podróżowania w śmierdzących autobusach i tramwajach?

List od Czytelnika