Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Tankowce znad Wisły

Rafał Mierzejewski 04-04-2017, ostatnia aktualizacja 04-04-2017 00:00

Stocznia Rzeczna w Płocku wykorzystuje szansę na nowe życie. Szansę dają zamówienia od zachodnich kontrahentów.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Stocznie rzeczne pozostają w cieniu przedsiębiorstw z Trójmiasta i Szczecina. Tymczasem w Płocku działa największy tego typu zakład nad Wisłą, pozostałość dawnej potęgi, czyli Płockiej Stoczni Rzecznej, w latach 60. największej stoczni śródlądowej w Polsce i jednej z największych w Europie.

Jeszcze w lutym 2015 roku załoga miała przymusowe wolne z uwagi na kryzys, jaki dotknął zakład. W latach 2013–2015 Centromost Stocznia Rzeczna w Płocku miała poważne problemy finansowe. Wiązało się to z wycofaniem głównego kontrahenta z planów budowy serii tankowców typu „C" Maxcube. – Przyczyną trudności kontrahenta, a jednocześnie naszego głównego właściciela, holenderskiej firmy VEKA Group, był kryzys w branży stoczniowej. Stocznia została z prawie wykończonym kadłubem i drugim w częściach. W 2014 r. złożony został wniosek o upadłość układową. Od grudnia 2015 r. układ z wierzycielami jest realizowany – mówi „Rzeczpospolitej" Krystyna Zych, dyrektor naczelna stoczni.

Dziś po kryzysie nie ma śladu. Obecnie rynek podnosi się z kolan.

– Nasz właściciel VEKA Group zlecił nam zamówienie na budowę i dostawę 15 nowoczesnych tankowców dla Shella z napędem „dual-fuel" – mówi Krystyna Zych. Drugim właścicielem stoczni jest firma WAN SA. Zlecenie na budowę 15 tankowców (o długości 110 m) zapewni płockim stoczniowcom pracę do połowy 2018 r. Jednostki te mają być wykorzystywane m.in. w rejonie Antwerpii, Rotterdamu i Amsterdamu.

– Rysuje się również szansa na następne 15 tankowców i sześć gazowców. Pracujemy nad planem zwiększenia produkcji – dodaje Zych. W tej chwili stocznia zatrudnia 108 osób, 70–80 pracuje u podwykonawców na jej terenie, kolejnych 40 poza zakładem. – Jeżeli pozyskamy nowe zamówienia, konieczne będzie zwiększenia zatrudnienia. Trudno nam znaleźć wykwalifikowanych pracowników, ale pojawiają się osoby, które pracowały u nas w czasach „prosperity" i wracają do stoczni – mówi Zych.

Płocki przemysł stoczniowy narodził się w latach 20. ubiegłego stulecia. Budowano i naprawiano wtedy drewniane barki rzeczne. Po wojnie zakład uruchomiła grupa entuzjastów. W latach 60. przedsiębiorstwo przeszło reorganizację. W swoim dorobku płocka Stocznia Rzeczna ma wiele jednostek, od prostych barek do przewozu: ładunków masowych, barek do przewozu kontenerów, paliw lotniczych, po pływające warsztaty, frachtowce, promy kolejowo-drogowe, lodołamacze i chemikaliowce. Wykonano również tysiące ton różnorodnych konstrukcji stalowych, np. mostów składanych, mostów stacjonarnych, konstrukcji hal, konstrukcji przemysłowych itp. Płocka Stocznia Rzeczna upadła w 1996 r. i wznowiła działalność w 1998 r., po odkupieniu jej majątku przez Mostostal Płock i gdański Centromor. Dziś głównymi właścicielami firmy są Holendrzy. W Centromoście poza statkami powstawały też elementy drugiego mostu przez Wisłę w Płocku. Dekadę temu w zakładzie budowano również kompletnie wyposażone statki pasażerskie. Azjatycka konkurencja i dekady zaniedbań śródlądowych dróg wodnych spowodowały upadek wielu przedsiębiorstw. Obecnie życie stoczni rzecznych skupia się wzdłuż relatywnie dobrze utrzymanego, jeżeli chodzi o żeglowność, dorzecza Odry. To między innymi stocznie Dozamet we Wrocławiu i Atut Januszkowice. Ważnym miejscem produkcji jest Kędzierzyn-Koźle, gdzie siedzibę ma potentat Damen Shipyards, oraz mniejsza Stocznia Koźle sp. z o.o. – Przez ostatnie lata branża podupadała. Nic się nie działo się w inwestycjach na drogach śródlądowych, dlatego spadło zapotrzebowanie na mniejsze statki. W związku z planami rządowymi mamy nadzieję na poprawę. Stocznie ratują się, szukając zamówień na mniejsze jednostki dla odbiorców w zachodniej Europie. Jednak plan rządowy będzie wymagał olbrzymiego kapitału. Nie możemy być pewni, że znajdą się pieniądze. Natomiast krokiem milowym jest możliwość pozyskania środków unijnych na drogi śródlądowe, tego do tej pory nie było. Moim zdaniem stocznia w Płocku ma potencjał – mówi „Rzeczpospolitej" Paweł Kobiela, wicedyrektor i członek zarządu Stoczni Koźle sp. z o.o. ©℗

"Rzeczpospolita"