Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kryzys mi niestraszny, bo dolary są na koncie

Piotr Szeleszczuk 03-04-2009, ostatnia aktualizacja 04-04-2009 01:12

Z Michałem Hlebowickim, grającym w ukraińskiej lidzie, rozmawia Marcin Cholewiński.

Michał Hlebowicki jest wychowankiem Polonii, ale grał też m.in.  w Hoopie Pruszków, Barons Ryga oraz AEL Limassol. Jego żona Ilse Ose-Hlebowicka też jest koszykarką, przez wiele lat grała  w reprezentacji Łotwy oraz kilku polskich  klubach
autor: Przemek Wierzchowski
źródło: Fotorzepa
Michał Hlebowicki jest wychowankiem Polonii, ale grał też m.in. w Hoopie Pruszków, Barons Ryga oraz AEL Limassol. Jego żona Ilse Ose-Hlebowicka też jest koszykarką, przez wiele lat grała w reprezentacji Łotwy oraz kilku polskich klubach

Jest pan wychowankiem stołecznej Polonii, ale od wielu lat występuje pan za granicą. W tym sezonie podpisał pan kontrakt z ukraińskim MBC Mikołajew. Dlaczego?

Michał Hlebowicki: Skończył mi się kontrakt na Cyprze i pojawiła się dobra oferta z Mikołajewa. Ukraińcy stwierdzili, że chcą po raz pierwszy w historii zatrudnić zagranicznych koszykarzy, z zastrzeżeniem, że na moją pozycję nie szukają Amerykanina. Miałem jeszcze ofertę ze Stali Ostrów, ale patrząc na problemy finansowe tego klubu, cieszę się, że wybrałem Ukrainę.

Dla kibiców w Polsce liga ukraińska to bardzo egzotyczne miejsce. Nie bał się pan?

Dreszczyk emocji był. Na Cyprze miałem trenera, który dobrze mnie znał, występowałem m.in. ze znanym z Polonii Rolandasem Jarutisem. Do Mikołajewa jechałem w nieznane, ale bez ryzyka nie ma zabawy. Jednak wcześniej trochę się dowiedziałem o lidze i dziś uważam, że to był dobry wybór.

Jak wygląda liga ukraińska?

Tak naprawdę są dwie ligi, bo w trakcie sezonu doszło do rozłamu i część słabszych klubów stworzyła własne rozgrywki, sponsorowane przez jeden z banków. Gra tam m.in. zespół z Odessy, którego gwiazdą jest Otis Hill. Ja gram w tej drugiej, lepszej lidze. Dwa najsilniejsze zespoły to BC Kijów i Azowmasz Mariupol. Ten drugi klub miał budżet na poziomie 8 mln dolarów, Kijów podobnie. Dotknął je jednak kryzys i część najlepiej zarabiających Amerykanów odeszła. U nas na szczęście wszystkie wypłaty są w terminie, bo klub wszystkie pieniądze miał na koncie już... na początku sezonu, i to na dodatek w dolarach.

Ponoć jest pan ulubieńcem kibiców w Mikołajewie?

Może trochę (śmiech). Czasem zdarza się, że gdy dobrze mi idzie, cała sala skanduje „Miha, Miha“. Kibice mają problem z wymawianiem litery „ł“, ale i tak mamy najlepszych fanów w lidze. Sala ma ok. 1800 miejsc i wygląda dokładnie tak jak obiekt Stali Ostrów – ma dużą trybunę z jednej strony. Gdy odwiedził mnie Krzysiek Sidor i wszedł na parkiet, stwierdził, że czuje się jak w Ostrowie. Doceniono nas i w tym roku mecz gwiazd ligi ukraińskiej odbędzie się 11 kwietnia w Mikołajewie.

Zagra pan w nim?

Formuła jest taka, że najlepsi obcokrajowcy zmierzą się z zespołem najlepszych Ukraińców. Na razie w głosowaniu jestem drugi na swojej pozycji, więc szanse są (śmiech).

Jak wygląda miasto Mikołajew?

Kiedyś to był tajny ośrodek, zamknięty przed obcokrajowcami, bo znajdowała się tu ogromna stocznia, która pracowała dla radzieckiej marynarki wojennej. Na pewno nie ma się co kierować stereotypami. Jest bardzo czysto, choć na ulicach wygląda to trochę jak Polska sprzed 25 lat. Różnica między bogatymi a biednymi, która u nas trochę się zatarła, tutaj jest bardzo widoczna. Tak jak wszędzie są niebezpieczne rewiry, ale ja czuję się tu całkiem dobrze. Czasem kibice mnie rozpoznają, ale w Mikołajewie mieszka aż pół miliona ludzi, więc nie jest tak źle.

Jak dogaduje się pan z miejscowymi?

Po rosyjsku. Tutaj gdy ktoś na ulicy odezwie się po ukraińsku, patrzą na niego jak na ufoludka. Moja żona jest Łotyszką, więc dobrze ten język opanowałem.

Chce pan zostać w Mikołajewie na następny rok?

Podpisałem roczny kontrakt z opcją przedłużenia na następny. Czuję się tu dobrze, ale jest jeden szkopuł. Spodziewamy się z żoną drugiego dziecka. Już teraz bardzo tęsknię za rodziną, ale po porodzie będę musiał pomóc żonie. W grę wchodzi więc powrót na Łotwę albo do Warszawy, ale decyzję podejmiemy dopiero w lecie.

Życie Warszawy