Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Grudniowa noc, czyli blitzkrieg Jaruzelskiego

Sebastian Ligarski 11-12-2016, ostatnia aktualizacja 12-12-2016 13:32

Wojskowa junta ruszyła do pacyfikacji społeczeństwa. Nie sprowadzajmy wspomnień o 13 grudnia do braku „Teleranka”.

Jaruzelski w czasie wizytacji jednego z oddziałów na ulicach Warszawy.
źródło: Archiwum WAF/NAC
Jaruzelski w czasie wizytacji jednego z oddziałów na ulicach Warszawy.

W mroźną noc z 12 na 13 grudnia 1981 r. w Polsce ogłoszono stan wojenny. Władzę w państwie przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a faktycznym dyktatorem został gen. Wojciech Jaruzelski.

Do pacyfikacji społeczeństwa ruszyło ponad 100 tys. żołnierzy ludowego Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dysponowali oni 1750 czołgami, 1400 pojazdami pancernymi, śmigłowcami bojowymi oraz wielką ilością sprzętu, nie tylko zresztą sowieckiego i polskiego. Dano im prawo do użycia ostrej amunicji. I skorzystali z niego...

Władza spodziewała się oporu i strajków. Tak łatwe i szybkie przejęcie całkowitej kontroli nad państwem było nawet dla niej zaskoczeniem. Opór był niewielki, mimo to strajki, które wybuchły, zostały brutalnie spacyfikowane. Nie cofnięto się przed użyciem broni głównie wobec górników na Dolnym i Górnym Śląsku. Symbolem stała się śmierć dziewięciu górników z kopalni Wujek 16 grudnia 1981 r. i trzech zamordowanych w Lubinie 31 sierpnia 1982 r.

Zmęczone i sponiewierane społeczeństwo nie było zdolne do aktywnej obrony. Cele przygotowywanego przynajmniej od 17 lipca 1980 r. stanu wojennego wojskowi i milicjanci osiągnęli prawie w 100 proc. Wytypowani do osadzenia w ośrodkach odosobnienia działacze i sympatycy Solidarności, z nielicznymi wyjątkami, zostali kompletnie zaskoczeni. Ci, których nie internowano, doświadczyli rozmów z funkcjonariuszami SB lub służb wojskowych. Nie wiedziano, co przyniosą kolejne dni.

Z perspektywy czasu stan wojenny bywa trywializowany, traktowany z przymrużeniem oka. Nie było „Teleranka", na ulicach żołnierze i milicjanci grzali się przy powszechnie kojarzonych z tym czasem koksownikach, osadzeni w ośrodkach odosobnienia żyli jak na wczasach, a inni normalnie funkcjonowali. Nic wielkiego, bo przecież „ojczyzna znalazła się nad przepaścią", jak mówił w radiowo-telewizyjnym przemówieniu gen. Jaruzelski, więc tak było trzeba.

Nikt dziś nie pamięta braku połączeń telefonicznych (nie można było wezwać nawet karetki), niemożliwości swobodnego przemieszczania się, ustawicznych kłopotów z zaopatrzeniem czy permanentnej kontroli korespondencji. Nikt nie policzył, ile osób straciło szanse na inne życie (kariery zawodowe, związki itp.), a ile z powodu działań wojska i milicji ruszyło do podziemnej walki z komuną, wywracając do góry nogami swą dotychczasową egzystencję.

Wiemy, że życie straciło kilkadziesiąt osób, w większości młodych, mających przed sobą przyszłość, brutalnie przerwaną przez juntę generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka.

Nie trywializujmy! Pamiętajmy!

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie

Dodatek przygotowany wraz z oddziałem IPN w Szczecinie

Sebastian Ligarski – koncepcja merytoryczna

Jakub Cegieła – redaktor prowadzący

Agnieszka Fok – fotoedycja

Michał Nawrocki – redaktor graficzny

Tytuł dodatku („To nie jest zabawa w stan wojenny") pochodzi z wypowiedzi Mieczysława Rakowskiego podczas telekonferencji z sekretarzami komitetów wojewódzkich PZPR 16 grudnia 1981 r.

Na zdjęciu okładkowym: Wojsko na ulicach Szczecina, grudzień 1981 r. (jerzy undro/pap)

"Rzeczpospolita"