Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Choroby tronowe

Kazimierz Jasiński 16-07-2017, ostatnia aktualizacja 16-07-2017 00:00

Kryzysy polityczne, wojny, a nawet ludobójstwo były spowodowane rozmaitymi schorzeniami ludzi dzierżących ster władzy.

źródło: Wikimedia Commons

Epoka rzymska dostarcza bogatego materiału źródłowego na temat psychicznej kondycji cesarzy. Pierwsi cesarze z dynastii julijsko-klaudyjskiej – od Gajusza Juliusza Cezara do Nerona (poza Oktawianem Augustem) – byli władcami o zaburzonej osobowości. Cesarz Tyberiusz, następca Augusta, swoim postępowaniem zdradzał wyraźne objawy psychopatyczne. Rzymscy historycy Swetoniusz i Tacyt nazywali go szaleńcem w klinicznym tego słowa znaczeniu. Jego następca Kaligula doświadczał napadów szaleństwa w wyniku ciężkiej choroby przebytej w 37 r. n.e. W „Żywotach cezarów" Swetoniusz napisał, że Kaligula „wzrost miał wysoki, cerę bardzo bladą, proporcje ciała niewłaściwe: nadmiernie cienką szyję i golenie, oczy i skronie wpadnięte, czoło szerokie i posępne, włosy rzadkie z łysiną pośrodku, poza tym na całym ciele był porośnięty włosem. Dlatego gdy ktoś spojrzał na przechodzącego cesarza z góry lub w ogóle z jakiejkolwiek przyczyny wymienił wyraz »koza«, uchodziło to już za sprawę gardłową i powodowało zgubę. Twarzy z natury odrażającej i szpetnej naumyślnie jeszcze dzikszy nadawał wyraz, układając przed zwierciadłem we wszelkie grymasy budzące grozę i obawę. Nie był zdrowy ani fizycznie, ani umysłowo".

Z kolei Klaudiusz, stryj i następca Kaliguli, miał wiele cech neurotycznych wskazujących prawdopodobnie na zespół Aspergera, mutyzm wybiórczy i lęk społeczny. Kończący pierwszą rzymską dynastię Neron jest przedstawiany w kronikach jako władca kompletnie niezrównoważony psychicznie, zachowujący się jak rozpieszczone dziecko z wyraźnym kompleksem Edypa.

Król, który popadł w obłęd

Dynastia Tudorów, której najwybitniejszym przedstawicielem był Henryk VIII, jest znakomitym przykładem, jak kondycja fizyczna i psychiczna władców wpływała na losy rządzonego przez nich społeczeństwa. Żelazne rządy Henryka, który zerwał z katolicyzmem i stanął na czele utworzonego przez siebie Kościoła anglikańskiego, postrzegać należy jako desperackie i rozpaczliwe próby zapewnienia dynastii Tudorów męskiego potomka, mogącego objąć tron po ojcu. Nieudane, zakończone poronieniami ciąże kolejnych żon wydawały się klątwą ciążącą na ciągłości rodu Henryka VIII. Ten potężnie zbudowany, dynamiczny mężczyzna czerpał z życia pełnymi garściami. Niekończące się uczty, pijaństwa, liczne pozamałżeńskie romanse, polowania i turnieje rycerskie, w których brał czynny udział, wskazywały, jak się zdaje, na niezniszczalność władcy, który całkiem dobrze radził sobie ze sprawami państwowymi w procesie organizacji i reformowania państwa. Jednak 24 stycznia 1536 r. podczas turnieju rycerskiego król spadł z konia, raniąc się w nogę. Nadworni medycy zastosowali fatalne metody, nie pozwalając na samooczyszczenie się rany, która po prostu gniła. Wcześniej król cierpiał z powodu niegojącego się wrzodu na tej samej nodze.

Współcześni historycy badający historię chorób Henryka VIII przypuszczają, że cierpiał także na nieudokumentowany syfilis oraz cukrzycę. Jednak największą sensacją było odkrycie, że król nosił we krwi antygen Kell, który miał odziedziczyć po swojej prababce ze strony matki Jakobinie Luksemburskiej. Tym genem obciążone jest 9–10 proc. populacji Europejczyków. Jest to rzadka przypadłość genetyczna, określana w medycynie jako zespół McLeoda. Jeśli krew matki nie zawiera antygenu Kell, jej organizm traktuje płód jak ciało obce, które należy zniszczyć. Jeśli płód jakimś cudem zdoła przeżyć, dziecko ma znikome szanse na dłuższe i zdrowe życie. Dopiero współczesna genetyka odkryła tajemnice związane z antygenem Kell i wyjaśniła przyczyny licznych poronień kolejnych królewskich dzieci.

Wiedza o schorzeniach króla, tych genetycznych, kardiologicznych, metabolicznych, składa się na obraz władcy, który cierpiał na zespół głębokich depresji wyrażających się gwałtownymi zmianami nastroju, podejrzliwością i wybuchowością wobec wszystkich dookoła. Z dawnego uroczego kompana częstych biesiad nie pozostało nic. Zastąpił go wybuchowy despota, nieustannie doszukujący się spisków wokół siebie. Demencja Henryka VIII, świadomość postępującego zniedołężnienia i nieustanne irytacje powodowały, że wyładowywał swe depresyjne stany na otoczeniu. Ofiarami niepohamowanej furii króla padli m.in. Thomas Morus i Thomas Cromwell, niegdyś jego bliscy doradcy. Popadający w neurotyczny obłęd król żył w coraz większym przeświadczeniu o swej nieomylności i poczuciu absolutnej, nieomal boskiej władzy nad wszystkim, co go otaczało. Pod wieloma względami Henryk VIII, kolejno zabijający oddanych mu ludzi, włącznie ze swoją drugą żoną Anną Boleyn, przypominał króla Judei Heroda II Wielkiego. Ten w 29 r. p.n.e. za podszeptem siostry Salome kazał zabić swoją ukochaną żonę Mariamme, po czym popadł w depresję, która po latach przerodziła się w chorobę psychiczną. Kilka lat po śmierci żony zlecił zabicie swoich trzech synów, których obsesyjnie podejrzewał o spisek w celu przejęcia władzy.

Szaleństwa króla Jerzego

Najgłośniejszym przypadkiem obłędu wśród angielskich monarchów była choroba pochodzącego z dynastii hanowerskiej Jerzego III. Otoczenie króla w porę dostrzegło jego z początku anormalne, a z czasem paranoiczne zachowanie. Niepokój dworu wzbudził fakt, że któregoś dnia Jerzy III wyskoczył z powozu, aby przywitać się i porozmawiać z drzewem, które wziął za pruskiego króla Fryderyka Wielkiego. Dzisiaj wiemy, że cierpiał na porfirię, która nawet współcześnie jest chorobą nieuleczalną. W wyraźnym złagodzeniu jej objawów pomógł królowi dr Francis Willis. W czasie największego nasilenia objawów Willis kazał ubierać władcę w kaftan bezpieczeństwa lub stawiał mu bańki. Przypadkowo odkrył, że szaleństwo króla malało, kiedy władca unikał mocnego światła i alkoholu.

Porfiria dokuczała również Ludwikowi II Bawarskiemu, którego „obłęd" przejawiał się w tworzeniu wyimaginowanej, baśniowej krainy wypełnionej mitycznymi stworami i muzyką Wagnera. Światłowstręt, bezsenność i depresja spowodowały, że król najchętniej przebywał w podziemiach swoich rezydencji, czując się Parsifalem, jednym z rycerzy króla Artura. Jego obsesja na punkcie muzyki Wagnera i legend arturiańskich przyczyniła się do budowy kilku baśniowych pałaców, z których najsłynniejszy jest Neuschwanstein, dziś największa atrakcja turystyczna Niemiec.

W XIX w. niemal wszystkie europejskie rody były ze sobą spokrewnione od pokoleń. Stąd też monarchów europejskich częściej niż jakąkolwiek inną grupę społeczną dotykały choroby psychiczne i fizyczne o podłożu genetycznym. Jürgen Thorwald, autor „Stulecia chirurgów" oraz „Stulecia detektywów", uważa, że największy wpływ na historię miała hemofilia, będąca efektem kazirodczych związków w rodach królewskich. Wskazują na to losy wydziedziczonego następcy tronu hiszpańskiego Alfonsa, księcia pruskiego Waldemara oraz carewicza Aleksego, leczonego przez tajemniczego Rasputina.

Prawdziwie tragiczne żniwo przyniosła choroba wnuka królowej Wiktorii, Wilhelma II Hohenzollerna, który od urodzenia miał ułomną lewą rękę. Książę do 12. roku życia był poddawany terapiom, które musiały przynosić cierpienie. Jego niedorozwiniętą rękę poddawano rozmaitym pseudomedycznym zabiegom, których sam opis budzi grozę. Niektórzy historycy skłaniają się ku opinii, że silna trauma z dzieciństwa wpłynęła na stosunek Wilhelma do Anglii i zdecydowała o wystąpieniu Cesarstwa Niemiec przeciwko państwom ententy.

Szaleńcy u władzy

Ogromny wpływ na dzieje świata mają nie tylko schorzenia i ułomności przywódców, ale także sposób ich leczenia. Przykładem są decyzje polityczne podejmowane przez Adolfa Hitlera, w których można dostrzec potężny wpływ chorób i metod terapii. Jego osobisty lekarz prof. Theo Morell w leczeniu przypadłości wodza o podłożu neurologicznym wykorzystywał ok. 70 substancji przynoszących natychmiastową ulgę, w tym hormony, narkotyki i strychninę. Po zamachu w lipcu 1944 r. z całą siłą ujawniła się u Hitlera choroba Parkinsona, która w połączeniu ze stosowaną terapią spowodowała, że decyzje wodza zatraciły wszelkie cechy racjonalności. Początki choroby psychicznej zaobserwowano u Adolfa Hitlera już w 1918 r. w szpitalu wojskowym w Pasewalku. Leczący go dr Karl Kroner uznał, że powodem chwilowej utraty wzroku nie był atak gazowy, ale przyczyny leżące w psychice żołnierza, co potwierdził wezwany na konsultacje szef kliniki neurologicznej dr Edmund Forster. Jego diagnozę potwierdza zachowanie Führera w kwietniu 1945 r., kiedy w ostatnich chwilach życia wydawał rozkazy nieistniejącym dywizjom, posługując się całkiem nieaktualnymi mapami sztabowymi.

Nie tylko Hitler borykał się z chorobami, które czyniły jego decyzje coraz bardziej nieracjonalnymi. Jego przeciwnicy nie mieli łatwiejszego życia. Stalin cierpiał na nadciśnienie, a sekcja jego zwłok – jak wynika z tajnego protokołu, do którego dotarł dr Matthias Uhl z Niemieckiego Instytutu Historycznego w Moskwie – wykazała, że miał marskość wątroby i miażdżycę.

Z kolei Winston Churchill, przedstawiany przez propagandę jako człowiek o żelaznym zdrowiu, zapadał od czasu do czasu na głęboką depresję. W brytyjskim systemie sprawowania władzy premier ma bardzo silną pozycję, ale jego działania są uważnie obserwowane przez otoczenie. Lord Charles McMoran Wilson, osobisty lekarz Churchilla, wspominał, że pewnego razu premier zwierzył mu się, że odkąd ukończył 30 lat, męczył go „czarny pies depresji". „Jestem na dworcu kolejowym, za chwilę ma nadjechać pociąg, a ja ze wszystkich sił walczę ze sobą, aby powstrzymać przerażające pragnienie zbliżenia się do krawędzi peronu i rzucenia na tory" – wyznał swojemu lekarzowi. Takie zachowanie jest jednym z objawów choroby dwubiegunowej. Winston Churchill w jednej chwili prezentował się otoczeniu jako błyskotliwy mówca i wizjoner, aby chwilę później w samotności popaść w krańcowy pesymizm. Zdumiewające, że człowiek o tak silnie rozchwianej osobowości w najbardziej krytycznym momencie historii poprowadził swój kraj do zwycięstwa. Dzisiaj wiemy, że silne zaburzenia jego osobowości potęgowała fatalna „dieta", której stałym elementem były whisky i cygara. W połączeniu z bezsennością i permanentnym stresem składała się na niezwykle niehigieniczny i wyniszczający tryb życia. Ale to właśnie Anglia z chorym na dwubiegunowość Winstonem Churchillem dźwignęła główny ciężar oporu przeciwko hitlerowskiej nawale.

Podczas wojny Churchill przeszedł trzy ciężkie zapalenia płuc, o których opinia publiczna nigdy się nie dowiedziała. Jednak stan zdrowia premiera pogarszał się z roku na rok. Kiedy 6 kwietnia 1955 r. składał dymisję, był człowiekiem zniedołężniałym po kilku wylewach. Częściowy paraliż twarzy spowodował, że jego mowa była rwana, chaotyczna, ale tkwiące w nim wielkie ego nie dopuszczało możliwości rezygnacji. Potomek książęcego rodu Marlborough był dziedzicznym cyklofrenikiem, który znakomicie pokierował imperium brytyjskim w czasie wojny, ale okazał się bardzo słabym premierem w czasach pokoju.

Gdy Churchill odchodził z Downing Street, Brytyjczycy byli przekonani, że jego miejsce zajmie człowiek młodszy, o znacznie „zdrowszym" spojrzeniu na powojenną rzeczywistość. Tymczasem kolejny premier Anthony Eden wskutek nieudanych operacji dróg żółciowych i często nawracającej gorączki okazał się człowiekiem o niestabilnej psychice. Częste zmiany nastroju, irytacje i podejrzliwość wywołane były fatalnym sposobem leczenia. Edena na przemian pobudzano i uspokajano, stosując m.in. amfetaminę i środki uspokajające. Sprawiało to, że był na przemian znużony i otępiały lub nadmiernie pobudzony. W 1956 r. podczas tzw. kryzysu sueskiego Anthony Eden był pogrążony w huśtawce nastrojów i nie potrafił podjąć mądrej i odpowiedzialnej decyzji. Jego doradcy zasugerowali mu rezygnację.

18 stycznia 1957 r. po rezygnacji Edena z funkcji premiera szefem brytyjskiego rządu został Harold Macmillan. Ten z kolei miał za sobą 30 lat załamań nerwowych spowodowanych problemami rodzinnymi. Nawracające i męczące dolegliwości pęcherza, kłopoty z bilansem płatniczym państwa, nieudane pertraktacje z 1962 r. w sprawie wejścia Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej, a zwłaszcza afera obyczajowa ze szpiegowskim podtekstem, w którą uwikłany był minister wojny John Profumo, spowodowały, że w 1963 r. Harold Macmillan był zmuszony podać się do dymisji.

Choroby komunistów

Brytyjczycy nie chcieli rządów ludzi chorych. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w ZSRR. Okres rządów Leonida Breżniewa, alkoholika cierpiącego na zaawansowaną chorobę wieńcową i nowotwór szczęki, to czas kremlowskich „starców", którzy kurczowo trzymali się najwyższych stanowisk w państwie. Pozostaje zagadką, kto naprawdę sprawował władzę w mocarstwie atomowym, gdy sekretarz generalny KPZR swoim zachowaniem przypominał robota lub reanimowaną mumię. Wywołana zawałem śmierć Breżniewa zrodziła wiele spekulacji i teorii spiskowych o „dyskretnej pomocy", której miano mu udzielić w zejściu z tego świata.

Zastąpił go zagadkowy, potężny szef KGB Jurij Andropow, którego organizm niszczyła choroba nerek. Mimo wysiłków całej medycyny radzieckiej Andropow zmarł w wieku 70 lat po niespełna półtorarocznych rządach. Świadom katastrofy, do której zmierza rządzony przez chorych starców ZSRR, wyznaczył na swego następcę Michaiła Gorbaczowa. Zanim jednak w miarę młody i zdrowy Gorbaczow zasiadł 11 marca 1985 r. na kremlowskim tronie, w ZSRR musiał się zakończyć ponury serial państwowych pogrzebów zasłużonych przywódców. Ostatnim jego bohaterem był Konstantin Czernienko, niegdyś protegowany Breżniewa, cierpiący na zaawansowane choroby miażdżycowe. Poruszający się z najwyższym trudem i bełkoczący 74-letni sekretarz generalny KPZR rządził zaledwie rok – od 13 lutego 1984 r. do 10 marca 1985 r. W tym krótkim okresie dał się poznać jako skrajny przeciwnik wszelkich reform i zwolennik politycznej rehabilitacji Józefa Stalina. Ze starczą zaciekłością odmawiał posłuchu wszystkiemu, co mogło być jakąkolwiek próbą naprawy skorumpowanego i zdegenerowanego państwa. Jego rządy do pewnego stopnia mogły się kojarzyć z ostatnim okresem rządów Lenina. Cierpiący na syfilis i częściowo sparaliżowany twórca ZSRR miał rozległe uszkodzenia wieńcowe i neurologiczne, będące wynikiem kolejnych udarów, a także zamachu. Sprawiało to, że szybko tracił kontakt z rzeczywistością.

Podobnym oderwaniem od rzeczywistości charakteryzowały się ostatnie lata rządów Mao Tse-tunga w Chinach. Obdarzony bujnym temperamentem seksualnym Mao bez żadnych zahamowań oddawał się rozpuście, czego skutkiem była zaawansowana choroba weneryczna i jej groźne konsekwencje neurologiczne. W chorym umyśle zaczęły się rodzić chore pomysły. Mao ponosi odpowiedzialność za śmierć dziesiątek milionów ludzi, którzy padli ofiarą „jedynie słusznych" eksperymentów rolnych i gospodarczych oraz rewolucji kulturalnej, niszczącej 5 tys. lat dorobku cywilizacyjnego Chin.

Chorzy ludzie w Białym Domu

Dla powojennego pokolenia Amerykanów John Fitzgerald Kennedy był niemal ikonicznym symbolem młodego, błyskotliwego i nieskalanego układami politycznymi przywódcy, który w relacjach międzynarodowych kierował się pragnieniem ustanowienia pokoju. Niestety, ten obraz jest fałszywy. Dotychczas jedynie ludzie z najbliższego otoczenia 35. prezydenta USA wiedzieli, że był on nie tylko zwykłym kobieciarzem i narkomanem, ale także człowiekiem uwikłanym w mroczne i do tej pory niewyjaśnione interesy różnych organizacji przestępczych.

John F. Kennedy był człowiekiem niezwykle chorowitym. Już jako dziecko skarżył się na silne bóle żołądka, które były prawdopodobnie spowodowane zapaleniem jelit. Od tego czasu dość często dostawał silne leki sterydowe i przeciwbólowe. Sterydy są najsilniejszymi środkami przeciwzapalnymi, ale wywołują liczne skutki uboczne. W czasie studiów młody John nabawił się wyjątkowo bolesnej kontuzji stawu krzyżowo-biodrowego. Cierpiał również na osteoporozę, która była konsekwencją wypłukiwania wapnia z kości przez leki przeciwzapalne. Po studiach pojawiły się pierwsze symptomy choroby Addisona, objawiającej się bólami kończyn, złymi nastrojami, drażliwością i częstymi problemami gastrycznymi.

W 1947 r. 30-letni John zdradził jednemu ze swoich znajomych, że jest przekonany, iż nie pożyje dłużej niż dziesięć lat. Gwałtowna utrata masy ciała spowodowała, że lekarze zdecydowali się na terapię testosteronem. Być może to właśnie ta kuracja wywołała dziki wręcz apetyt seksualny u młodego polityka. Niestety, do rozlicznych dolegliwości dołączył dotkliwy ból krocza, którego JFK nabawił się podczas pływania w basenie. Mało kto wiedział, że przez cały dzień pracy – najpierw na Kapitolu, a od 1961 r. w Białym Domu – prezydent nosił utrudniający oddychanie gorset na kręgosłup oraz pas podtrzymujący krocze. Każdy krok był dla niego cierpieniem. Kiedy leki przeciwbólowe przestały działać, a zażywanie sterydów groziło śmiercią, pozostały jedynie narkotyki. Pierwszą mieszankę substancji zawierających amfetaminę zaaplikował senatorowi Kennedy'emu dr Max Jacobson, niemiecki lekarz mieszkający po wojnie w Nowym Jorku, znany jako „Czyniący Cuda Max" lub „Dr Feelgood". Jest pewne, że wykonał mu serię zastrzyków tuż przed słynną telewizyjną debatą z wiceprezydentem Richardem Nixonem oraz podczas wiedeńskiego spotkania z Nikitą Chruszczowem.

Również wielu innych amerykańskich przywódców zmagało się z chorobami, które mogły wpływać na jasność umysłu przy podejmowaniu ważnych dla państwa decyzji. Już prezydent Abraham Lincoln doświadczał silnych, powtarzających się depresji, na które cierpieli także jego rodzice. Amerykańscy psychiatrzy uważają, że mogło to doprowadzić do choroby psychicznej, o której może świadczyć wiersz „Samobójstwo jest rozmową z samym sobą", napisany przez Lincolna w 1838 r. Z kolei u prezydenta Woodrowa Wilsona, który przeszedł kilkakrotne załamanie nerwowe, zdiagnozowano postępujące zmiany miażdżycowe w naczyniach mózgowych. Silne bóle głowy, dolegliwości nerek oraz nadciśnienie tętnicze wywoływały u niego nadpobudliwość, postępujące rozdrażnienie, trudności ze zrozumieniem otaczającej go rzeczywistości oraz silne reakcje emocjonalne, np. szlochanie podczas słuchania lektora, choć nie było najmniejszego powodu do płaczu.

Franklin Delano Roosevelt, najdłużej sprawujący urząd prezydenta USA, też nie był człowiekiem mocnego zdrowia. Trwałe kalectwo wywołane chorobą polio znosił jednak mężnie, przeprowadzając swój kraj przez najcięższe okresy. Przebyty w 1912 r. tyfus, zapalenie wyrostka w 1914 r., zapalenie migdałków w 1916 r., ropnie okołomigdałkowe, zapalenie płuc i wycięcie migdałków w latach 1919–1920 to tylko część historii jego chorób. Roosevelt był człowiekiem bardzo pracowitym, ale badania przeprowadzone w 1944 r. wykazały, że cierpi na encefalopatię nadciśnieniową, powodującą zaburzenia świadomości. Do tego doszło zapalenie oskrzeli, nadciśnienie i niewydolność zastoinowa serca. Przepracowany, ciężko chory na arteriosklerozę i cukrzycę prezydent zmarł na rozległy zawał serca 1 kwietnia 1945 r. w Warm Springs w stanie Georgia.

Listę najbardziej schorowanych przywódców USA zamyka Ronald Reagan, który został szefem rządu w wieku 69 lat jako najstarszy prezydent w historii USA. W 1980 r. w wywiadzie udzielonym „The New York Times" zapewniał, że „nigdy nie czuł się lepiej", a gdyby stan jego umysłu zaczął się pogarszać, natychmiast poda się do dymisji. Zdumiewające, jak długo ludzie z otoczenia prezydenta ukrywali jego postępującą chorobę Alzheimera. Dopiero na początku XXI w. niektóre osoby sprawujące w przeszłości wysokie funkcje w jego administracji przyznały, że przez dwie kadencje Ronald Reagan na skutek choroby coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością.

"Rzeczpospolita"