Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zły na dobrym muralu

Bartosz Klimas 28-09-2017, ostatnia aktualizacja 28-09-2017 10:20

Oddajemy hołd postaciom niedocenionym, a murale to język, którym mówimy – deklaruje Łukasz Prokop ze stowarzyszenia inicjatyw społeczno-kulturalnych Stacja Muranów.

źródło: materiały prasowe
źródło: materiały prasowe

Rz: Wkrótce przy pl. Trzech Krzyży odsłonięcie muralu „Zły" upamiętniającego arcywarszawską powieść Leopolda Tyrmanda. Dlaczego właśnie Tyrmand?

Łukasz Prokop: Długo myśleliśmy, czy malować kolejny mural. A jeśli tak, to co malować, bo murali jest już dużo i nie wszystkie są fajne. Powiedzieliśmy sobie po męsku – jeśli malować, to coś dobrego. Tyrmand jest postacią dla Warszawy wyjątkową i chyba trochę niedocenioną. Jak się okazuje, „Zły" nie jest rozpoznawany poza stolicą, to idol ograniczonej grupy, ale jednocześnie postać, która wciąż żyje – były próby ekranizacji, musical w Gdyni, wystawa w Muzeum Literatury, działa niezwykły klub piłkarski – AKS Zły. Stwierdziliśmy, że nie ma bardziej warszawskiej powieści.

Ściana, na której zagości Zły, jest nieco schowana.

Na placu Trzech Krzyży nie ma innych sensownych ścian. Staramy się dbać o przestrzeń publiczną, nie malujemy byle gdzie, nie chcemy, żeby mural dominował, krzyczał na ten elegancki plac. Lubię, kiedy dzieła są nieco schowane, a przy tym nie wyobrażam sobie, żeby malować Złego gdzie indziej niż na placu Trzech Krzyży. Tu rozpoczyna się akcja powieści – ściana znajduje się o kilka kroków od książkowego kiosku Juliusza Kalodonta. Niedaleko mieszkał też Leopold Tyrmand.

To drugi mural, po Davidzie Bowiem, na który zrzucili się warszawiacy.

Pewnie popularność Tyrmanda nie przebije Bowiego, bo tamten mural powstał w wyjątkowej chwili. Zresztą wtedy kontekst miejsca też był ważny (Bowie wysiadł z pociągu relacji Moskwa – Berlin Zachodni w czasie postoju na Dworcu Gdańskim, podczas spaceru kupił m.in. płytę zespołu pieśni i tańca Śląsk – fragment nagrania wykorzystał później w utworze „Warszawa" – red.). Trudno było znaleźć ścianę na trasie, którą Bowie prawdopodobnie przebył, dlatego, chociaż mural jest na Żoliborzu (przy ul. Marii Kazimiery), trzeba tę lokalizację potraktować nieco metaforycznie.

Sukces finansowy akcji był zaskoczeniem?

Nic się samo nie dzieje. Poświęciliśmy sporo czasu i energii, żeby to się powiodło. Zbiórka na Złego była trudniejsza niż na Davida Bowiego, ale mieliśmy pomoc ambasadorów (Sylwia Hutnik, Marcin Meller, Hirek Wrona), którzy użyczyli nam swoich twarzy. Żadna zbiórka nie zrobi się sama.

Kiedy premiera na pl. Trzech Krzyży?

Czekamy na zakończenie ostatnich formalności, mam nadzieję, że malowanie nastąpi na przełomie września i października. Szablony czekają, jesteśmy na etapie projektowania prezentów dla darczyńców – koszulek, toreb, kubków. Staramy się, żeby były to rzeczy wyprodukowane lokalnie.

Za projektem Złego stoi duet Xolor Anna Koźbiel i Adam Walas. Gdzie można znaleźć ich dzieła?

Ich ostatnia praca w Warszawie to mural poświęcony małżeństwu Wawelbergów, na terenie Kolonii Wawelberga na Woli. Powstał we współpracy z Dariuszem Paczkowskim, który stoi też za innymi naszymi muralami.

Jakimi?

Zwykle tworzymy murale-hołdy dla postaci niedocenianych. Tak było z Bohdanem Lachertem – wybitnym architektem, którego namalowaliśmy na Nowolipkach. Stworzył m.in. projekt naszego osiedla – Muranowa Południowego – a nie ma swojej ulicy ani skweru. Podobnie z Francem Fiszerem – postacią ważną dla kultury, chociaż nie zostawił po sobie żadnego wielkiego dzieła. Mawiał, że niczego nie zapisuje na wypadek, gdyby miał w przyszłości zmienić poglądy. Fiszera, wraz ze skamandrytami, namalowaliśmy na Mazowieckiej, w pobliżu miejsca po dawnej kawiarni Mała Ziemiańska, w której wszyscy byli stałymi bywalcami.

Jak oceniać muralową Warszawę?

Różnie. Praga jest mocna, może ze względu na duże możliwości malowania na ślepych ścianach. Dobre przykłady to prace stworzone przy okazji festiwalu Street Art Doping (podczas ubiegłorocznej edycji powstały murale przy ul. Widok, Bliskiej i Radzymińskiej – red.). Chociaż zgodzę się z twierdzeniem, że Polskę dotknęła muraloza. Jest tego zbyt dużo, do malowania zabierają się czasem nieodpowiednie osoby.

Zauważa pan wzmożenie niepodległościowe?

Sprawy polityczne są obecne w muralach, a nurt narodowy jest często związany z ruchem kibicowskim. Nie jestem fanem tej tematyki, chociaż niedawno na murze stadionu Polonii powstała praca Adama Walasa, która pokazuje, że i tu można przełamać schematy. Z drugiej strony, na Targowej pojawił się mural Marty Frej poświęcony „czarnemu protestowi" (zgodnie z planem istniał przez trzy miesiące, został już zamalowany – red.). Artyści inspirują się tym, co dzieje się wokół.

Stacja Muranów stroni od polityki.

Nasze malowanie jest formą narracji historycznej. Jednym z celów stowarzyszenia jest opieka nad dziedzictwem Muranowa. Malując murale, chcieliśmy pokazać, że nie trzeba stawiać pomników za setki tysięcy czy przywiercać kolejnych tablic, na które nikt poza turystami nie zwraca uwagi. Naszym językiem są murale. Mają przy tym walor edukacyjny, jak graffiti z Markiem Edelmanem, Januszem Korczakiem, czy praca „Kobiety Muranowa" przedstawiająca sześć zapomnianych postaci, które odegrały kluczową rolę w historii tego osiedla.

Jak reagują mieszkańcy?

Od siedmiu lat pokazujemy, że możemy realnie wpłynąć na jakość przestrzeni – śmierdząca, brudna i pomazana brama nabiera nowego wyglądu. Często to impuls dla wspólnoty mieszkaniowej, która zaczyna o tę bramę dbać. Naszym pierwszym muralem był Ludwik Zamenhof – z początku wspólnota podchodziła nieufnie, ale kiedy dwa lata później budynek był remontowany i ocieplany, zapłacili nam za jego odtworzenie – projekt się spodobał. Zauważyłem, że na Muranowie odbywają się cykliczne wycieczki – jedna trasą żydowskiego dziedzictwa, druga – trasą streetartu. Widzimy, jak ich uczestnicy szukają tych murali w bramach i zaułkach.

"Rzeczpospolita"