Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Szaleństwo niemieckiej blond bestii

Marek Kozubal 28-10-2017, ostatnia aktualizacja 28-10-2017 00:00

„W Treblince Niemcy zabijają parą” – napisał członek żydowskiej grupy Oneg Szabat Abraham Lewin. Mylił się?

Abraham Lewin, autor dziennika z getta warszawskiego, wraz z żoną Lubą.
źródło: Archiwum ŻIH
Abraham Lewin, autor dziennika z getta warszawskiego, wraz z żoną Lubą.

Jesienią 1939 roku Warszawa była największym skupiskiem ludności żydowskiej w Europie. Mieszkało w niej 359 827 Żydów. Rok później utworzono getto. Ćwierć miliona ludzi zamknięto na 3 kilometrach kwadratowych rozciągających się między Śródmieściem, Muranowem a Wolą. W kwietniu 1941 roku liczba mieszkańców getta wyniosła rekordowych 451 tysięcy. Warunki życia były niezwykle ciężkie.

22 lipca 1942 roku rozpoczęła się akcja likwidacyjna. Przez Umschlagplatz przy ulicy Stawki w ciągu dwóch miesięcy wywieziono do obozu zagłady w Treblince ok. 300 tysięcy osób.

W tych warunkach grupa kilkudziesięciu osób, nazwana przez założycieli Oneg Szabat, czyli Radość Soboty, postanowiła stworzyć archiwum dokumentujące życie i śmierć w getcie. Pod przewodnictwem Emanuela Ringelbluma zgromadzili zbiór liczący 35 370 kart, w tym: 746 relacji, dzienników i wspomnień, 380 teczek dokumentów, 120 opracowań, 88 utworów literackich, 76 fotografii i 54 tytuły prasy.

Od 16 listopada w Żydowskim Instytucie Historycznym prezentowana będzie wystawa „Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu", która ma popularyzować wydanie kompletnej edycji 36 tomów dokumentów tego archiwum.

Ślad w pamięci

Abraham Lewin był autorem jednego z najbardziej przejmujących dzienników opisujących zagładę w getcie. Opisywał tę dzielnicę od marca 1942 do stycznia 1943 roku.

Kim był? Urodził się w 1893 r. w Warszawie. Chociaż otrzymał tradycyjne wykształcenie, w młodym wieku opuścił środowisko religijnych Żydów. W 1916 r. został nauczycielem języka hebrajskiego i nauk judaistycznych w prywatnym żydowskim gimnazjum żeńskim Jehudyjah w Warszawie. Tam poznał Emanuela Ringelbluma, późniejszego twórcę archiwum. W okresie międzywojennym działał w organizacjach syjonistycznych. Chciał wyjechać do Palestyny, ale nie pozwoliło na to słabe zdrowie zarówno żony – Luby, nauczycielki hebrajskiego, jak i urodzonej w 1928 r. córki Ory.

Po wybuchu wojny Lewin wykładał wraz z żoną na kompletach. W getcie pracował w Żydowskiej Samopomocy Społecznej.

6 czerwca 1942 roku notował: „Gromadzimy się w każdy Szabat, grupa działaczy społeczności żydowskiej, aby dyskutować o naszych dziennikach i pismach. Chcemy, aby nasze cierpienia, owe »bóle porodowe Mesjasza«, zostawiły ślad w pamięci przyszłych pokoleń".

Jego dziennik został ukryty w budynku szkoły przy ul. Nowolipki 68.

U granic wytrzymałości

Pamiętnik Lewina to opisy codziennych zabójstw. „Niemiecka nazistowska blond bestia wykonuje swoją krwawą robotę" – pisał.

12 maja 1942 r. notował: „Nie ma prawie dnia, w którym by kamienie bruku i trotuary getta nie spłynęły krwią żydowską. Wczoraj zastrzelono na Krochmalnej kobietę żydowską przy szmuglu". 28 maja zapisał zaś: „Wczoraj o 9 wieczór zastrzelono przed moim oknem żydowskiego chłopca w wieku 13–14 lat. Morderstwa dokonał polski policjant. Strzelał przez dziurę w murze i trafił chłopca prosto w serce".

„Coraz bliższa każdego z nas jest otchłań, morda apokaliptycznej bestii, na której czole wypisane są słowa: śmierć, zniszczenie, zagłada i bóle agonii, wieczna niepewność; ciągły strach jest najokropniejszym uczuciem spośród wszystkich z naszych, jakże ciężkich i tragicznych doznań i cierpień. (...) Czuję, że stoimy u skraju granicy wytrzymałości, między być a nie być" – zapisał 16 maja 1942 r.

Opisywał też manipulacje Niemców kręcących sielankowe, a niekiedy pornograficzne sceny filmowe na potrzeby propagandowe. 13 maja 1942 r. zaobserwował: „Złapano młode dziewczyny i kobiety szczególnie przyzwoicie i bogato ubrane. (...) zapędzili wszystkich – żydowskie kobiety i mężczyzn – do zakładu kąpielowego (...). Zmuszali ich następnie do odbycia stosunku płciowego".

W jego dziennikach jest też ślad tlącej się nadziei. 9 kwietnia 1942 roku napisał: „W getcie jest wielu Żydów, którzy są pewni, że w najbliższych miesiącach (...) tj. w czerwcu–lipcu, skończy się wojna".

„Ostatnio przychodzą z Paryża listy z ukrytymi treściami politycznymi, o bardzo optymistycznym charakterze, które podnoszą nas na duchu, dodają odwagi i wprost upajają" – pisał w maju. W kolejnym miesiącu dodał: „Często patrzę na niebo i dochodzę do wniosku, że niebo w getcie jest również piękne i zachwycające, nie jest brzydsze niż niebo w Rzymie i gdzie indziej. Jest to jedyne pocieszenie dla oka".

Ale jego dziennik to też dokument nikczemności żydowskich policjantów, wszechobecnego szmuglu i głodu. „Wydarzenia te są pewnym produktem toksycznych gazów wojennych, którymi oddycha obecnie świat w ogóle, a getto w szczególności" – notował 14 maja 1942 r.

Abraham Lewin z relacji uciekinierów, z korespondencji listowej, a także z nasłuchu radiowego i rozmów telefonicznych ze światem zewnętrznym już w 1942 roku wiedział, że getta (np. w Białymstoku, Lublinie) są likwidowane, a Żydów wysyła się do Oświęcimia, Sobiboru, Chełmna nad Nerem, Lublina czy Treblinki. 23 maja 1942 r. notował: „Dwa razy wywieziono grupy aresztowanych do Treblinki, słynnego obozu pracy i obozu koncentracyjnego, z którego już się nie wraca, tak samo jak z Oświęcimia".

Ktoś inny relacjonował mu: „W odległości 15 km przed stacją kolejową Treblinka Niemcy przejmują pociąg. Okrutnie biją ludzi, gdy wychodzą z wagonów. Następnie zapędzają ich do ogromnych baraków. Przez 5 minut słychać przeraźliwe krzyki, a potem nastaje cisza. Zwłoki, które wyciąga się stamtąd, są okropnie obrzęknięte. Nie sposób objąć zwłok rękoma, takie są grube".

Pod koniec sierpnia zanotował fragment rozmowy z Dawidem Nowodworskim, który uciekł z Treblinki i wrócił do Warszawy (potem walczył w powstaniu w getcie). Opisał relacje kolejnych uciekinierów z Treblinki – Jakuba Krzepickiego i Jakuba Rabinowicza: „Zupełnie nagie kobiety idą do łaźni – domu śmierci. (...) Czym uśmiercają ludzi? Zwykłą parą. Śmierć następuje po 7–8 minutach".

W połowie września precyzyjnie notował, że „zgładzono ponad 300 000 Żydów w ciągu siedmiu i pół tygodnia".

Pod koniec listopada zapisał: „Chrześcijanom dają obecnie konserwy mięsne (w blaszanych puszkach). Myśmy też otrzymali taką rację. Wśród mas krążą słuchy, że konserwy te pochodzą z naszego mięsa, tzn. z mięsa wymordowanych Żydów. Dlatego ludność polska brzydzi się tych konserw i nie chce ich jeść. Niechaj to zostanie zapisane: tak masy polskie myślały o Niemcach. I oni są doprawdy kanibalami w pełnym sensie tego słowa".

Czy zabili Lubę?

Jego dziennik to także świadectwo osobistego bólu. 12 sierpnia 1942 r. zapisał: „Zgasło moje słońce, w mym świecie zapanował mrok. Podczas blokady na Gęsiej 30 zabrali moją Lubę. Żywię jeszcze odrobinę nadziei, że może moja ukochana się uratuje. A jeżeli broń Boże, nie? (...) Powinienem pójść za nią, tzn. umrzeć. Nie mam jednak dość siły, aby zrobić ten krok". Następnego dnia zanotował: „Leżałem trawiony mym bólem na strychu, nie zmrużyłem oka. Ora mówiła przez sen: »Mamo (mamusiu, nie odchodź beze mnie)«. (...) Gdyby (Luba) umarła śmiercią naturalną, nie byłbym tak zrozpaczony i chory. Ale wpaść w łapy takich morderców?! Czy już ją zabili?".

Kilkanaście dni wcześniej zanotował: „Myślę o mojej matce staruszce... może byłoby lepiej raczej ją uśpić aniżeli wydać zbrodniarzom".

Mimo to zadawał sobie też pytanie: „Czy cały naród niemiecki jest odpowiedzialny za zbrodnie hitleryzmu?". A także: „czy osłabł i złagodniał zakorzeniony polski antysemityzm", i odpowiadał sobie w taki sposób: „Widzę wojenne stosunki polsko-żydowskie w jasnym świetle. Uważam, że obecna wojna oczyści kulę ziemską z brudu i okrucieństwa. (...) Nie będzie tu miejsca dla antysemityzmu, przynajmniej tego otwartego i agresywnego. Wstyd będzie z nim występować".

Zapiski w dzienniku Lewina urwały się 16 stycznia 1943 r.

W kwietniu 1946 r., w trzecią rocznicę powstania w getcie, Rachela Auerbach, jedna z trojga uratowanych działaczy Oneg Szabat, apelowała: „Pamiętajcie, leży tam pod ruinami skarb narodowy. Jest tam Archiwum Ringelbluma. Nawet jeśli jest tam pięć pięter ruin, musimy znaleźć Archiwum!".

Już 18 września 1946 roku pierwszych dziesięć metalowych skrzyń zostało odnalezionych.

"Rzeczpospolita"