Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Niemiecki rabunek w Polsce

Witold Orzechowski 04-11-2017, ostatnia aktualizacja 04-11-2017 00:00

Kulturalny Niemiec Hans Frank ukradł obraz „Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci.

Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni, na swoją rezydencję w okupowanej Polsce wybrał Wawel
źródło: nac
Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni, na swoją rezydencję w okupowanej Polsce wybrał Wawel

Adolf Hitler po wygraniu wyborów (w demokratyczny sposób) w Niemczech w 1933 r. początkowo miał niewielkie poparcie społeczne. Ale już w 1936 r. popierało go 80 proc. Niemców, zachwyconych wzrostem gospodarczym, likwidacją inflacji i bezrobocia, drakońskimi ustawami norymberskimi przeciw Żydom i rozwojem przemysłu motoryzacyjnego, lotniczego i zbrojeniowego. Postępowała militaryzacja Niemiec. Faszystowska III Rzesza trwała tylko 12 lat i była kolosalnym sukcesem organizacyjnym i finansowym, który przyniósł nagłe wzbogacanie się całego społeczeństwa niemieckiego (i austriackiego). Potem sprowadziła na Niemców niewiarygodną klęską i hańbę.

Niemcy wzbogacili się nie tylko dzięki własnym talentom ekonomicznym, technicznym (wynalazki i inżynieria), pracowitości i doskonałej organizacji, z której słynęli w Europie i dalej słyną. Znowu są bowiem najbogatszym krajem Europy. Tylko czyje srebra rodowe znajdują się do dzisiaj w niemieckich kredensach? Czyje meble i obrazy wiszą w wielu niemieckich domach? Są dowody na to, że jest to często polski majątek zrabowany w okupowanej przez pięć lat Polsce. A złodziejami byli Niemcy – od gubernatora Generalnej Guberni Hansa Franka po pospolitych kombinatorów i gefrajtrów Wehrmachtu, jakichś Schultzów i buchalterów z żonami i kochankami. W czasie okupacji bowiem zjechało do Polski mnóstwo drobnomieszczańskich cwaniaków w rodzaju Schindlera z filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera". Aby robić w podbitym kraju swoje interesy.

Pospolita kradzież

Co robili tutaj ci Niemcy? Dorabiali się na legalnych i nielegalnych geszeftach, korzystali z niewolniczej pracy Polaków i zajmowali mieszkania, domy, pałace polskiej arystokracji, dwory szlacheckie, mieszczańskie kamienice wraz z meblami i wyposażeniem. A gdy uciekali w 1945 r. przed Armią Czerwoną, wartościowsze rzeczy ukradli i wywieźli. Czyli w Polsce Niemcy wzbogacili się na kradzionym majątku – nie tylko Żydów (jak w Niemczech), ale przede wszystkim Polaków. Ich łupem padły fabryki, browary, restauracje, a nawet rzeźnie (chodziło o przechwycenie polskiego mięsa). Koncerny niemieckie przejęły polskie huty i kopalnie, łódzkie fabryki tekstylne, zakłady zbrojeniowe, wytwórnie artykułów spożywczych.

Jako okupanci Niemcy rabowali nie tylko majątek państwowy (np. zbiory muzealne i dzieła sztuki), ale przede wszystkim prywatny. A więc własność polskiej szlachty (rabunek dworów), srebra stołowe, fortepiany, futra, porcelanę, meble antyczne i obrazy, radia, telefony, a nawet zboże, kury i świnie z folwarków. Wehrmacht był bowiem wiecznie głodny. Polacy karmili więc za darmo armię niemiecką oraz swoich zbrodniczych oprawców – SS i gestapo. A sami zamienieni w niewolników pracowali w zakładach i fabrykach za głodowe racje żywnościowe na kartki.

Zauważmy przy tym, że na zachodzie Europy Niemcy zachowywali się inaczej – w Szwecji uprzejmie kupowali stal i rudy żelaza oraz granit i ciężką wodę, a we Francji nie kradli z dworów i gospodarstw serów, wina, koni, krów i baranów, tylko je tam kupowali. W Polsce natomiast trwał w najlepsze terror i rabunek. Kto się przeciwstawiał, był stawiany pod ścianę i rozstrzeliwany.

W swojej książce syn Hansa Franka wspomina, że jego matka Brigitte Frank jeździła do krakowskiego getta, aby polować na cenne rzeczy z mieszkań Żydów. Zabierała futra, sztućce i inne przedmioty. Ci nadludzie, którzy przybyli do Polski po rozpoczęciu z nią wojny w 1939 r., ujawniali swą prawdziwą naturę lumpów, przestępców i złodziei. A przecież byli to często ludzie wykształceni, miłośnicy muzyki i sztuki, słuchali Beethovena, a dla zysku i z rozpasania „gównozjadów" gromadzili nawet ludzkie włosy do produkcji materaców i protezy zębowe, aby wytapiać z nich odrobinę złota. Gubernator Hans Frank był doktorem prawa, a jego żona zgrywała wielką damę.

Znakomicie opisał to słynny włoski pisarz Curzio Malaparte w książce „Kaputt", zbiorze reportaży z czasów wojny, zawierającym opisy okupowanej przez Niemców Polski. Malaparte odwiedził Kraków i Warszawę, spotkał się też z Frankiem i jego żoną i był zaproszony na kolację na Wawelu, gdzie urzędował gubernator. Ten opis pobytu w zamku polskich królów zajętym przez parweniusza z Monachium, który butny i pogardliwy wobec Polaków panoszył się w ich renesansowym zamku, to symboliczny obraz natury niemieckiej. Buta i bezczelność. – To jest mój Frankreich – dowcipkował Frank.

Polska została poddana planowemu rabunkowi przez okupanta, którym była III Rzesza Hitlera, ale złodziejami nie byli prymitywni barbarzyńcy w mundurach Wehrmachtu lub SS. Złodziejami byli niemieccy (a także austriaccy) historycy sztuki, profesorowie, kustosze muzeów, którzy długo przed wybuchem wojny sporządzili listę inwentaryzacyjną cennych dzieł sztuki europejskiej i polskiej. Niemiecka elita naukowa współpracowała z reżimem hitlerowskim z wielką ochotą. Dr Kai Mühlmann już w 1938 r. przybył do pałacu w Nieborowie, gdzie był gościem księcia Janusza Radziwiłła. Udając, że kataloguje sztukę europejską, spisał wiszące na ścianach obrazy i sfotografował dwa cenne globusy weneckie z XVII w. Globusy te zapragnął mieć Hitler i dlatego w 1941 r. Niemcy najechali Nieborów i ukradli globusy, a do tego wywieźli 19 skrzyń innych dzieł sztuki na oczach księcia Radziwiłła. Globusy weneckie przywiózł po wojnie do Nieborowa z Niemiec prof. Lorentz, a pałac stał się oddziałem Muzeum Narodowego.

Stereotyp Polaka i Niemca

Słysząc czy czytając o tym pospolitym rabunku skarbów sztuki, przychodzi mi ochota na skorygowanie obecnych stereotypów na temat Niemców i Polaków. Znane są żarty z Polaków w niemieckiej telewizji, jak ów dowcip w popularnym talk-show Haralda Schmidta: „Jedźcie do Polski, wasze mercedesy już tam są". To jest nawet zabawne, ale w polskiej telewizji nie ma żartów na temat Niemców złodziei. Złodzieje mieli tytuły naukowe – jak dr Wilhelm Palezieux lub prof. Dagobert Frey – i kradli nie auta do handlu z mafią rosyjską, ale dzieła sztuki światowej warte miliony dolarów.

Stereotyp Polaka w Niemczech, a często i w innych krajach Zachodu, to złodziej, pijak, głupek, prostytutka przy szosie. Stereotyp Niemca w Polsce i w innych krajach Europy: człowiek, którego obdarzamy zaufaniem, bogaty, dobry inżynier, dobry piłkarz, obywatel przestrzegający prawa.

Jak było możliwe powstanie tak niewiarygodnie kontrastujących opinii? To robota mediów, zwłaszcza niemieckiej telewizji w ostatnich 30 latach. Jeśli główne stacje, np. ZDF, nigdy nie pokazują prawdziwych wiadomości o Polsce, o jej gospodarce, kulturze, turystyce, a chętnie eksponują sprawy kryminalne, to rezultat jest negatywny dla Polski. Przypadek kradzieży karawanu z sześcioma trumnami znalazł się na okładkach tabloidów i w wiadomościach wieczornych. Informacja o koncercie w Niemczech wielkiego polskiego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego nie ma szans na ukazanie się w popularnej gazecie i na pewno nie będzie jej w wiadomościach TV.

Trzeba walczyć z niekorzystnymi dla nas stereotypami za pomocą mediów, a zwłaszcza filmu. Protesty dyplomatyczne nie mają siły sprawczej, aby złe stereotypy zmienić na dobre. Potrzebna jest realizacja filmu, który wreszcie pokaże, co „kulturalny" najeźdźca niemiecki robił przy okazji wojny i okupacji w Polsce. A więc nie tylko mordował i więził ludzi, ale także rabował. Grabił skarby naszej kultury narodowej z faszystowskiej pychy i niemieckiej chciwości.

Niemcy są butni, nieuczciwi, pomniejszają polskiego sąsiada, bo mają grzech i winę na sumieniu. Niech więc płacą za swoje winy, za kradzieże i masowe morderstwa (zagładę cywilnej ludności Woli w Warszawie, co najmniej 40 tys. osób). Kiedy zapłacą, to zaczną nas szanować, bo to poczują. Dlatego jestem za zażądaniem niemieckich reparacji za II wojnę światową.

Odrzucam zaś ze wzgardą myślenie „totalnej opozycji" w Polsce, jakże głupie i niepatriotyczne, które nie pozwala żądać reparacji od Niemiec – „bo się na nas pogniewają" i pogorszą się nasze stosunki. To myślenie niewolników. Na szczęście przytłaczająca większość Polaków (ok. 75 proc.) popiera żądania rządu PiS w sprawie niemieckich odszkodowań za zniszczenia Polski w czasie II wojny światowej. Oprócz strat ludzkich (śmierć 6 mln Polaków i polskich Żydów) ponieśliśmy także wymierne straty na skutek grabieży dokonanej na naszej kulturze i zasobach materialnych. Bo Niemcy kradli. Kradli. Wartość rynkowa jednego obrazu Rafaela to dziś 50–100 mln dolarów! Niemcy ukradli go z polskich zbiorów rękami swojego urzędnika państwowego. Niech teraz zapłacą za to, co zrobili.

Bierzmy przykład z Hollywood

George Clooney, gwiazda Hollywood i ambitny aktor, producent i reżyser, nakręcił trzy lata temu film „Obrońcy skarbów" („The Monuments Men"), którego akcja toczy się zaraz po wojnie na terytorium pokonanych Niemiec i dotyczy operacji rządu amerykańskiego podjętej w szlachetnym celu – odzyskania skarbów sztuki ukradzionych w Europie z premedytacją przez hitlerowców. Rozkazem prezydenta Roosevelta zostaje wysłana grupa 400 specjalistów, historyków sztuki, muzealników, konserwatorów zabytków, którzy wcieleni do amerykańskiej armii okupacyjnej, w mundurach i ze specjalnymi zezwoleniami, mają odnaleźć i rewindykować skradzione arcydzieła. George Clooney gra dyrektora Metropolitan Museum w Nowym Jorku, kierującego tą wyprawą.

Film pokazuje przez moment dwa obrazy zrabowane z polskich kolekcji – „Damę z gronostajem" da Vinci i „Portret młodzieńca" Rafaela (który na ekranie płonie zniszczony przez miotacz ognia), ale w filmie nie ma ani słowa o kradzieży dzieł w Polsce i scenariusz nie zajmuje się losem naszych zabytków wywiezionych do Niemiec. Polskim filmowcom powinno być wstyd, że przez tyle czasu nie nakręcili żadnego filmu o polskich stratach.

Żaden polski film od 20 lat (!) nie został zakwalifikowany do konkursu Festiwalu Filmowego w Cannes albo z uwagi na mierny poziom artystyczny, albo z powodu braku uniwersalnego tematu i czytelnego dla cudzoziemców przesłania. Zapewniam, że temat rabunku dzieł sztuki w Polsce w czasie II wojny światowej, który miał nas pozbawić i majątku narodowego, i tożsamości kulturowej, byłby dla wszystkich zrozumiały. Śmiem twierdzić, że także dla współczesnych Niemców taki film może być szokujący, jak niegdyś serial „Holocaust" produkcji USA. Z niego młode pokolenie Niemców dowiedziało się, że ich ojcowie i dziadkowie mordowali obywateli niemieckich żydowskiego pochodzenia. Mordowali i kradli także w Polsce.

Taki film może zmienić nasz wizerunek w Europie i na świecie. Niemcy kradli wcześniej w Polsce. I to arcydzieła Leonarda da Vinci i Rafaela, a nie rowery i auta! ©℗

Autor jest producentem i reżyserem filmowym. Napisał scenariusz do serialu TVP „Kariera Nikodema Dyzmy". Jako reżyser nakręcił film „Wyrok śmierci" o walce konspiratorów AK. Pracuje nad projektem serialu TVP i filmu „Paderewski".

"Rzeczpospolita"