Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Tajemnica zaginionych rycin

Marek Kozubal 08-01-2018, ostatnia aktualizacja 08-01-2018 10:14

Z Muzeum Narodowego zniknęły cenne rękopisy z wilanowskiej kolekcji Branickich. I nikt ich nie szuka.

Utracone rękopisy przed wojną znajdowały się w wilanowskiej kolekcji Adama Branickiego.
źródło: Shutterstock
Utracone rękopisy przed wojną znajdowały się w wilanowskiej kolekcji Adama Branickiego.

Przez ponad pół wieku muzealnicy byli przekonani, że w Muzeum Narodowym w Warszawie znajdują się ryciny, które zostały zakupione na początku XIX wieku przez hrabiego Stanisława Kostkę Potockiego. Tymczasem zaginęły one w niejasnych okolicznościach.

W 2016 r. muzeum musiało zapłacić za ich utratę jednemu ze spadkobierców właścicieli Wilanowa ponad 83 tys. zł odszkodowania. Mimo to zabytków nikt nie szuka. „Rzeczpospolitej" udało się odtworzyć tropy, jakie pozostały po tych zabytkach.

Przywiezione z Francji

Bogato malowane rękopisy zostały zakupione przez Potockiego w czasie podróży do Francji w 1808 roku. W archiwum wilanowskim zachowała się informacja o nabyciu przez niego m.in. 21 rękopisów. Hrabia wydał na nie 1250 liwrów (moneta francuska zastąpiona później przez franka – red.). W jego zbiorach znalazły się też bogato iluminowane francuskie modlitewniki.

„Rzecz dziwna, że w literaturze naukowej polskiej tak głucho jest o rękopisach wilanowskich, mimo że są między niemi zabytki o kapitalnym, wręcz europejskim znaczeniu" – zapisała Zofia Ameisenowa w 1933 r. w publikacji „Francuskie rękopisy iluminowane z Wilanowa w Bibliotece Narodowej". „Głośniej nieco (...) w fachowej literaturze francuskiej: uczeni francuscy mogli się z częścią ich zapoznać w r. 1911, kiedy Ksawery hr. Branicki zawiózł je do zamku swego nad Loarą Montresor, czy może do Paryża i udostępnił tam swemu znajomemu p. F. de Mely".

W 1936 roku trzy najcenniejsze rękopisy przeszły na własność Biblioteki Narodowej. W kolekcji wilanowskiej pozostało jednak jeszcze kilkanaście tych dzieł. W czasie wojny zaginął jeden z najwybitniejszych: „Godzinki Najświętszej Marii Panny". To pochodzący z XV wieku rękopis na pergaminie, z wklejonymi miniaturami z początku XVI wieku przypisywanymi warsztatowi Bourdichona. Tak wynika z wydanej w 1952 roku monografii o stratach wojennych opracowanej przez Stanisławę Sawicką.

Znikające rękopisy

Zaraz po wojnie pozostałe rękopisy, po odebraniu Branickim przez komunistów i upaństwowieniu pałacu w Wilanowie, zostały przejęte przez muzealników.

W zachowanej w MN notatki służbowej z września 1950 roku czytamy: „Niniejszym kwituję odbiór z Oddziału Muzeum Narodowego w Wilanowie: 10 rękopisów iluminowanych, 3 starodruki iluminowane, 1 rękopis XVIII-wieczny. Wydał B. Tyszkiewicz". Na dokumencie tym widnieją jeszcze podpisy dr Zofii Rothertowej i kierownika działu sztuki muzeum w Wilanowie Anny Kwiatkowskiej.

Prawda o rzeczywistych losach rękopisów wyszła na jaw dopiero w trakcie procesu, który dotyczył wydania spadkobiercom Adama Branickiego księgozbioru znajdującego się w muzeum wilanowskim. Toczył się on przez wiele lat z powództwa cywilnego Adama Rybińskiego przeciwko Muzeum Narodowemu w Warszawie i muzeum w Wilanowie.

Wtedy okazało się, że Muzeum Narodowe utraciło 15 iluminowanych średniowiecznych rękopisów. Wartość utraconych rękopisów była szacowana na 344 tys. dol., czyli 1,2 mln zł.

Jeden z przedstawicieli spadkobierców zażądał zatem wypłaty 750 tys. zł odszkodowania za utracone dzieła sztuki.

Co się z nimi stało? Pewien trop jest w zachowanej do dzisiaj notatce służbowej z 1956 roku sygnowanej przez Marię Suchodolską, ówczesną pracownicę muzeum. „Dn. 28. XI. 53 r. zgodnie z pokwitowaniem podpisanym przez Benedykta Tyszkiewicza została mu przekazana jedna skrzynka z 13 rękopisami (...) iluminowanymi z XVI wieku. Były to piękne iluminowane egzemplarze miniatur szkół: francuskiej i zdaje się holenderskiej. Z polskich był tam mszał krakowski z 1518 czy 15 (nie można odczytać daty – dop. red.) r. ręcznie kolorowany i złocony".

W 1954 roku (tak podaje sąd) Tyszkiewicz zmarł, a nikt tych zabytków po jego śmierci nie szukał.

Z zeznań byłej pracownicy muzeum Anny K. wynika, że zmarły kustosz wypożyczył „rękopisy do centrali Muzeum celem dokonania ich inwentaryzacji". Inna pracownica wskazała, że przedmioty te pozostawały prawdopodobnie w skrzyniach bez inwentaryzacji. Zatem zdaniem sądu „muzeum nie dysponowało nawet pewnością co do swoich zasobów".

Odpowiedzialność muzeum

Dopiero w 2000 roku wykreślono je z tego spisu inwentarza muzealnego, co wiązało się ze zgłoszeniem ich zaginięcia do Ministerstwa Kultury. Wtedy też powiadomiona została przez Muzeum Narodowe o tym fakcie śródmiejska prokuratura. Jednak już rok później śledczy umorzył postępowanie, bo nie był w stanie stwierdzić przyczyn zaginięcia tych dóbr kultury i wskazać osoby odpowiedzialnej za ten stan. Prokurator nie ustalił też losów tych obiektów.

Nie wiemy więc, czy znajdowały się one przez cały czas w Muzeum Narodowym lub wilanowskim, czy ktoś je po prostu ukradł.

Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, że Muzeum Narodowe nie wyłapało ich zaginięcia, choćby w trakcie cyklicznych kontroli inwentarza.

W czerwcu 2016 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał wyrok, w którym zasądził od Muzeum Narodowego kwotę w wysokości ponad 83 tys. zł na rzecz jednego z dziewięciu spadkobierców przedwojennych właścicieli Wilanowa.

Odszkodowaniem zostało obciążone Muzeum Narodowe. „Odpowiedzialność odszkodowawcza Muzeum Narodowego w Warszawie za utratę (zabytków – red.) nie budzi wątpliwości" – orzekł w uzasadnieniu sąd.

Jednego ze spadkobierców dóbr wilanowskich Adama Rybińskiego dziwi, że już po zakończeniu procesu nikogo nie zainteresował fakt, że z muzeów zniknęły tak wyjątkowe zabytki. Nie podejmowano też żadnych działań, aby je odnaleźć.

Zapytaliśmy Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zabytków, który prowadzi krajowy rejestr zabytków skradzionych lub nielegalnie wywiezionych z Polski, czy widnieją w nim zaginione wilanowskie rękopisy. Z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy, wynika, że nie zostały one umieszczone w takiej bazie. Nie wiadomo, dlaczego tak się stało.

Z informacji pracowników NIMOZ wynika, że takiego zgłoszenia może dokonać np. konserwator zabytków, prokurator, policja albo muzeum.

Do dzisiaj zachowały się niezbyt precyzyjne opisy tych zabytków, nie ma też ich zdjęć. Na odwrocie rękopisów mogą znajdować się umieszczone jeszcze w XIX wieku sygnatury rzymskie od I do XXI, a także późniejsze – naniesione przez muzealników z Wilanowa numery inwentarzowe Wil. 2649 do Wil. 2663.

Osoby, które znają losy zabytków, prosimy o kontakt z autorem

"Rzeczpospolita"