Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Japońscy Schindlerowie

Hubert Kozieł 23-03-2018, ostatnia aktualizacja 23-03-2018 10:37

W czasie II wojny światowej przedstawiciele Cesarstwa Japonii ratowali życie tysiącom Żydów, uciekinierów z Europy. Dlaczego tak się stało?

W czerwcu 1940 r. ZSRR zaczął okupować Litwę. Chiune Sugihara, japoński konsul w Kownie, przez kilka miesięcy wystawił tysiące wiz wyjazdowych dla miejscowych Żydów i Polaków.
źródło: AFP
W czerwcu 1940 r. ZSRR zaczął okupować Litwę. Chiune Sugihara, japoński konsul w Kownie, przez kilka miesięcy wystawił tysiące wiz wyjazdowych dla miejscowych Żydów i Polaków.

Historia zna przykłady ludzi wierzących w antysemickie teorie spiskowe, którzy w okresie najwyższej próby, jaką był Holokaust, z narażeniem życia ratowali Żydów przed niemiecką machiną śmierci. Przykład takiej postawy dał m.in. ks. Stanisław Trzeciak, przed wojną autor książek poświęconych „spiskom talmudystów", w czasie wojny bohater zaangażowany w ratowanie dzieci z warszawskiego getta. Czy jednak możliwe, by z wiary w antysemickie teorie spiskowe rozprzestrzeniającej się wśród przedstawicieli elit zrodziła się polityka, która zapewniła schronienie prześladowanym Żydom? Choć brzmi to na pierwszy rzut oka niewiarygodnie, to jednak coś takiego się zdarzyło. Zaczerpnięta żywcem z „Protokołów mędrców Syjonu" wiara w potężne, zakulisowe żydowskie wpływy na Zachodzie przyczyniła się do tego, że Cesarstwo Japonii w trakcie II wojny światowej uratowało życie tysiącom żydowskich uchodźców. Sprzymierzone z Hitlerem imperium otwarło dla nich szeroko drzwi w czasie, gdy zamykały je Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Idea przyniesiona z Syberii

Pierwsi Żydzi mieli zapewne szansę przybyć do Kraju Kwitnącej Wiśni po tym, jak w 1854 r. amerykańska ekspedycja wojskowa komodora Matthew Perry'ego zmusiła Japonię do otwarcia się na świat. (Nie można jednak wykluczyć, że potomkowie hiszpańskich i portugalskich Żydów, mniej lub bardziej autentycznie nawróconych na katolicyzm, odwiedzali Japonię na przełomie XVI i XVII w.). Dokumenty wskazują, że pierwszy Żyd na stałe osiedlił się w Japonii w 1861 r., nosił nazwisko Aleksander Marks i zamieszkał w Yokohamie. Jakiś czas później do tego portu przybył amerykański biznesmen żydowskiego pochodzenia Raphael Schover i zaczął wydawać „Japan Express", pierwszą anglojęzyczną japońską gazetę. Pod koniec lat 60. XIX w. w Yokohamie mieszkało już 50 żydowskich rodzin, a w latach 90. zaczęła służyć im pierwsza synagoga na Wyspach Japońskich. Po wielkim trzęsieniu ziemi w 1923 r. żydowska społeczność z Yokohamy przeniosła się do Kobe. Równolegle funkcjonowała druga gmina – w Nagasaki. Należeli do niej głównie rosyjscy Żydzi, w tym marynarze z Floty Dalekowschodniej, której okręty często odwiedzały ten port. Członkiem miejscowej kongregacji judaistycznej był m.in. rosyjski wojskowy Joseph Trumpeldor, późniejszy bohater prawicowego ruchu syjonistycznego, który polegnie w walce z Arabami na początku lat 20. (a wcześniej, w wojnie rosyjsko-japońskiej, straci rękę).

W Japonii mieszkali Żydzi pochodzący m.in. z USA, carskiej Rosji, Imperium Brytyjskiego, ale również z Bliskiego Wschodu i Ameryki Płd. Japończycy nie odróżniali ich za bardzo od innych białych cudzoziemców – „gaijinów". Byli po prostu ludźmi z zamorskich krajów, mającymi podobnie dziwne zwyczaje jak chrześcijanie. Często mylnie brano wyznawców judaizmu za członków protestanckich sekt. Kwestia żydowska dla Japończyków wówczas nie istniała.

Pojawiła się dopiero w okresie wojny z Rosją. Józef Piłsudski zwrócił uwagę swoim partnerom z japońskich tajnych służb, że warto jest szukać wsparcia dla antyrosyjskiej dywersji wśród przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących carskie imperium. Japońskie tajne służby zaczęły więc ten problem zgłębiać. Rewolucja 1905 r. i następujący po niej okres napięć musiały siłą rzeczy zwrócić uwagę Japończyków na problem żydowski w Rosji – z jednej strony na panujący tam silny antysemityzm manifestujący się pogromami dokonywanymi przez Czarną Sotnię, z drugiej na duży odsetek Żydów wśród antycarskich radykałów. Zresztą Japonia skorzystała podczas wojny z Rosją na istnieniu tego problemu. Jej wydatki wojenne w dużej części sfinansowała pożyczka udzielona cesarstwu przez bank amerykańskiego potentata Jacoba Schiffa. Schiff był Żydem i, rozmawiając z japońskim resortem finansów, podkreślał to, że organizujący pogromy carski reżim jest hańbą dla świata. Japończycy nie robili więc problemów, by sfinansowana przez Schiffa marksistowska literatura wywrotowa trafiała do rosyjskich jeńców trzymanych na Wyspach Japońskich.

Po rewolucji bolszewickiej Japonia wysłała wojska na Syberię w celu ochrony swoich interesów. W trakcie ekspedycji syberyjskiej (1918–1922) we wschodnich, pacyficznych prowincjach rozpadającego się imperium stacjonowało 70 tys. japońskich żołnierzy. Był to największy aliancki kontyngent interweniujący po stronie Białych Rosjan. Blisko 1,4 tys. z nich poległo w walce przeciwko bolszewikom i syberyjskiej Republice Dalekiego Wschodu, około 1,7 tys. zmarło w wyniku chorób. Japońska interwencja trwała najdłużej spośród podobnych alianckich przedsięwzięć i stała się okazją do wymiany idei z rosyjskimi nacjonalistami i monarchistami.

Na Syberii Japończycy po raz pierwszy zetknęli się na dużą skalę z antysemicką propagandą. Norihiro Yasue, jeden z japońskich oficerów, przydzielony jako tłumacz do sztabu generała Grigorija Siemionowa, miał okazję zapoznać się tam z „Protokołami mędrców Syjonu". Po powrocie do kraju służył w wywiadzie wojskowym i w 1922 r. przełożył „Protokoły..." na język japoński. Nie wierzył w ich treść, ale uznał, że są one ciekawym dokumentem naświetlającym stosunki narodowościowe w Rosji i na Zachodzie. Grupa jego kolegów, weteranów interwencji na Syberii, po lekturze „Protokołów..." uznała jednak, że coś jest na rzeczy z żydowskim spiskiem. Jeden z nich, kapitan Koreshige Inuzuka, założył w Tokio klub dyskusyjny, w którym debatowano nad kwestią żydowską i snuto antysemickie teorie spiskowe. Idea okazała się modna i klub przyciągał ludzi z elit, m.in. Yoshisukę Aikawę, założyciela koncernu Nissan. Japońscy antysemici doszli jednak z czasem do zupełnie odmiennych wniosków niż antysemici rosyjscy czy niemieccy. Uznali, że skoro Żydzi stanowią tak wielką tajną potęgę, to najlepiej będzie ich wykorzystać dla dobra Imperium Japońskiego. Przychylność dla Żydów miała skłonić państwa Zachodu do prowadzenia polityki przyjaznej wobec Japonii.

Mandżurski Syjon

Pod koniec lat 20. XX w. Inuzuka i Yasue mieli już opinię wybitnych specjalistów od tematyki żydowskiej. Odbyli m.in. podróż studyjną do Mandatu Palestyńskiego, gdzie przyglądali się żydowskiemu osadnictwu, odwiedzali kibuce i spotykali się z przywódcami ruchu syjonistycznego, takimi jak David Ben-Gurion i Chaim Weizmann. Ci dwaj „żydoznawcy" należeli do tzw. frakcji mandżurskiej wewnątrz Cesarskiej Armii Japońskiej, ultranacjonalistycznej grupy uważającej, że kluczem do potęgi Japonii jest podbój Mandżurii. Po tym jak w 1931 r. Mandżuria została oderwana od Chin (i wkrótce potem przekształcona w marionetkowe państwo Mandżukuo rządzone przez Pu Yi, ostatniego cesarza Chin z dynastii mandżurskiej), Inuzuka i Yasue silnie lobbowali, by stała się ona miejscem masowego żydowskiego osadnictwa. Przekształcenie jej w bezpieczny dom dla żydowskiej emigracji miało sprawić, że lobby żydowskie w USA i Europie Zachodniej przyczyni się do uznania aneksji przez mocarstwa zachodnie. Aikawa, prezes Nissana, wskazywał zaś, że wykształceni żydowscy imigranci, ich zdolności, międzynarodowe kontakty i kapitały przyczynią się do rozwoju gospodarczego Mandżukuo.

Projekt uczynienia tam domu dla żydowskiej imigracji wpisywał się w plany przemysłowców i ekonomistów, których realizacja uczyniła w kilkanaście lat z Mandżurii i Korei Północnej potężne zagłębie przemysłowe produkujące więcej niż reszta Chin, centrum budowy projektów broni masowego rażenia (chemicznej, biologicznej i nuklearnej), a także miejsce eksperymentów ekonomicznych wdrażanych później w powojennej Japonii (to w Mandżurii narodziły się m.in. plany szybkich kolei Shinkansen czy obowiązkowych pracowniczych funduszy emerytalnych). Inuzuka, Yasue oraz inni wojskowi z ich kręgu pisali memoranda do swoich zwierzchników, w których wskazywali na korzyści, jakie żydowska imigracja może przynieść cesarstwu. W jednym z nich porównali Żydów do ryby fugu – jednego ze specjałów japońskiej kuchni. Fugu ma to do siebie, że większość jej mięsa jest trująca, ale pewne jego części są bardzo smaczne i przy tym nieszkodliwe dla ludzkiego zdrowia. Podobnie według nich było z kwestią żydowską – mogła być bardzo toksyczna, ale po odpowiednim „obrobieniu" mogła przynieść krajowi wielkie korzyści.

Plany „mandżurskiego Syjonu" można też uznać za konkurencję wobec utworzonego przez Stalina Żydowskiego Obwodu Autonomicznego w Birobidżanie, przy granicy z Mandżurią. Sowiecki dyktator, tworząc „żydowską ojczyznę" (de facto wielki łagier bez ogrodzenia z drutu kolczastego) w tym niegościnnym klimatycznie miejscu, kierował się podobnymi motywami, jak Japończycy chcący przyciągnąć Żydów do Mandżurii. Uważał, że w przypadku ewentualnego konfliktu ZSRR z Chinami lub Japonią birobidżańscy Żydzi będą zakładnikami, których można będzie użyć do zdobycia poparcia dla Sowietów na Zachodzie.

W Mandżurii na początku lat 30. żyło kilkanaście tysięcy Żydów, głównie przybyszów z Rosji. Ich społeczność nie była lubiana przez o wiele liczniejszych tam rosyjskich emigrantów. Gdy w 1933 r. grupa rosyjskich kryminalistów porwała dla okupu, poddała wielodniowym torturom i zabiła młodego Żyda Simona Kaspe, a miejscowy oddział japońskiej żandarmerii przeprowadził w tej sprawie niechlujne śledztwo, Żydzi zaczęli masowo opuszczać Mandżurię i jej stolicę Harbin. Przenosili się do zachodnich koncesji Szanghaju, miast znajdujących się pod kontrolą Republiki Chińskiej, a nawet do ZSRR. Obawiali się, że Japończycy będą pobłażali ekscesom Białych Rosjan, którzy byli cennymi sojusznikami Tokio w tajnej wojnie przeciwko Sowietom. Yasue dostał wówczas zadanie powstrzymania tego exodusu. Nawiązał kontakt z doktorem Abrahamem Kaufmanem, szanowanym liderem syjonistów w Harbinie, prawnukiem Zalmana Szneersona z Łoźnej, przywódcy chasydzkiego ruchu Chabad. Zaprzyjaźnił się z nim i pomógł mu stworzyć w 1937 r. Radę Narodową Żydów Dalekiego Wschodu, główną żydowską organizację w japońskiej strefie wpływów. Rada działała pod auspicjami Światowego Kongresu Żydów i włożyła wiele pracy w kreowanie obrazu Mandżurii jako bezpiecznego schronienia dla społeczności żydowskiej. Przekonywała też opinię międzynarodową, że Japończycy nie są antysemitami. W 1939 r. Kaufman spotkał się w Tokio z wieloma rządowymi oficjelami i podziękował premierowi Nobuyukiemu Abe za ochronę, jaką Japonia otaczała Żydów. Obiecał, że w zamian za to Żydzi będą wspierać japońską wizję nowego porządku w Azji.

Plany utworzenia „mandżurskiego Syjonu" mogły również liczyć na wsparcie władz sanacyjnej II RP. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych w latach 30. usilnie poszukiwało na świecie miejsc, gdzie można by skierować żydowską emigrację z Polski. Emigrację, która rozładowałaby polsko-żydowski konflikt społeczny. Japonia była zaś przez władze w Warszawie słusznie postrzegana jako wypróbowany sojusznik przeciwko Sowietom. Polska była jednym z nielicznych krajów, które uznały państwowość Mandżukuo. W Harbinie funkcjonował konsulat RP, który zarówno wspierał tamtejszą polską mniejszość, jak i służył współpracy służb wywiadowczych Polski i Japonii oraz pomagał przy kwestii żydowskiej imigracji. Te polsko-japońskie kontakty okazały się niezwykle cenne już po wybuchu wojny i przyczyniły się do ocalenia życia tysiącom ludzi.

Getto w Szanghaju

Współpraca japońsko-żydowska wywoływała oczywiste obiekcje nazistowskich Niemiec, do sojuszu z którymi stopniowo ciążyła Japonia. Po tym jak w listopadzie 1938 r. doszło do serii antyżydowskich pogromów w Rzeszy znanych jako noc kryształowa, premier Fumimaro Konoe konferował na temat kwestii żydowskiej z kluczowymi ministrami swojego rządu. Uznali oni, że nie należy ulegać niemieckim naciskom. Żydowska imigracja miała być kontynuowana bez zmian. Ministrowie argumentowali, że wypędzenie Żydów z terenu Imperium Japońskiego, na co nalegali Niemcy, naraziłoby kraj na ekonomiczny odwet żydowskich kręgów finansowych. Wkrótce potem japońska administracja ostentacyjnie wydała zgodę na przyjęcie 15 tys. żydowskich imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej w japońskiej koncesji w Szanghaju. (Miasto Szanghaj było podzielone wówczas na eksterytorialne dzielnice zarządzane przez cudzoziemców). W koncesjach zarządzanych przez zachodnie demokracje blokowano w tym czasie możliwość osiedlania się Żydom.

Koncesja japońska była jednak zbyt mała, żeby pomieścić dużą falę imigrantów. Już w 1939 r. miejscowa społeczność żydowska alarmowała, że jej instytucje mają poważne problemy z zapewnieniem pomocy materialnej imigrantom. Inuzuka i Yasue proponowali wówczas stworzenie na podbitych chińskich terenach w pobliżu Szanghaju żydowskiego obwodu autonomicznego.

Uchodźcy z Europy wciąż napływali. Wizy tranzytowe poprzez Japonię do kolonii holenderskich i do Szanghaju wystawiał na masową skalę konsul w Kownie Chiune Sugihara zwany później japońskim Schindlerem. Sugihara pracował wcześniej w Mandżurii, Moskwie oraz Helsinkach i miał szerokie kontakty z polskimi tajnymi służbami wywiadowczymi. Po tym jak ZSRR zaczął okupować Litwę w czerwcu 1940 r., wielu miejscowych Żydów i Polaków próbowało się wyrwać z „sowieckiego raju". By wyjechać z Bolszewii, potrzebna była jednak wiza wyjazdowa, a takie dokumenty zapewniał właśnie Sugihara. Wraz ze swoją żoną czasem przez kilkanaście godzin dziennie wypisywał te wizy wszystkim chętnym, nawet tym, którzy nie spełniali kryteriów imigracyjnych. Umożliwił również polskiej konspiracji fałszowanie wiz. Mógł w ten sposób pomóc nawet 10 tys. ludzi. Na początku września 1940 r. konsulat w Kownie był likwidowany, a Sugihara został przeniesiony na placówkę do Berlina. Jeszcze z okna pociągu rozdawał Żydom i Polakom drogocenne wizy. Większość uratowanych przez niego ludzi trafiała do Kobe. Stamtąd część starała się wyemigrować do Palestyny i do USA, ale było to bardzo trudne ze względu na restrykcyjną politykę imigracyjną władz w Londynie i Waszyngtonie. Wielu z nich trafiło więc ostatecznie do Szanghaju. Opieką nad żydowskimi uchodźcami na Wyspach Japońskich zajmował się polski ambasador Tadeusz Romer.

Kanał imigracyjny biegnący z Europy do Japonii i Szanghaju został zamknięty po tym, jak w czerwcu 1941 r. III Rzesza napadła na ZSRR. Natomiast po tym jak 7 grudnia 1941 r. Japonia rozpoczęła wojnę przeciwko mocarstwom zachodnim, Żydzi znajdujący się na terenie Imperium stracili szansę na wydostanie się do innych krajów. Część z nich była obywatelami państw będących formalnie w stanie wojny z Japonią. Wielu z nich sympatyzowało z aliantami zachodnimi i mogło stanowić zaplecze dla piątej kolumny i siatek szpiegowskich. Po wybuchu wojny w Imperium Japońskim i na podbijanych terenach całą białą ludność cywilną (z wyłączeniem obywateli państw Osi) wsadzano do obozów internowania. Żydów z Szanghaju (ale też Żydów z Mandżurii) potraktowano jednak ulgowo. Tamtejsza społeczność żydowska nie trafiła do obozów, ale nakazano jej osiedlenie się w dzielnicy Hongkou. 24 tysiące Żydów zamieszkało na stosunkowo małym obszarze, pomiędzy 100 tysiącami Chińczyków. Dzielnicę odgrodzono zasiekami z drutem kolczastym, ale bardzo łatwo było zdobyć przepustki pozwalające na jej opuszczanie. Miejscowi Żydzi nie byli tam prześladowali, ale musieli znosić niewygody związane z przeludnieniem, racjonowaniem żywności, wojennym niedostatkiem, inflacją, bezrobociem oraz epidemiami. Wielką niedogodnością było odcięcie dopływu amerykańskiej pomocy dla uchodźców. Choć życie w szanghajskim getcie było ciężkie, to mimo wszystko tamtejszym Żydom żyło się lepiej niż np. brytyjskim cywilom zamkniętym w japońskich obozach czy Chińczykom traktowanym przez okupantów jak „podludzie". Niewielka część żydowskich mieszkańców szanghajskiego getta angażowała się w działalność chińskiego ruchu oporu, co przejawiało się głównie w nielegalnym słuchaniu alianckiego radia, kolportowaniu podziemnych gazetek, ukrywaniu zbiegłych jeńców i drobnych aktach sabotażu. Przywódcy społeczności żydowskiej prowadzili jednak politykę ostrożnej kolaboracji z Japończykami. Kolaboracja była akurat w tym przypadku właściwą postawą, gdyż japońskie władze mimo wszystko starały się Żydów ochronić przed swoimi niemieckimi sojusznikami.

Berlin co jakiś czas naciskał na to, by Japonia włączyła się w „wielkie dzieło oczyszczania świata z żydowskiej zarazy". W 1941 r. SS-Standartenfuehrer Joseph Meisinger, oficer łącznikowy SD w ambasadzie Rzeszy w Tokio (wcześniej odpowiedzialny m.in. za masowe egzekucje Polaków w Palmirach), przedstawił japońskim władzom plan eksterminacji Żydów z Szanghaju. Mieli oni trafić do obozu koncentracyjnego na wyspie Chongming w delcie rzeki Jangcy oraz do specjalnych obozów koncentracyjnych – na statkach zacumowanych u chińskiego wybrzeża. Plan złożony przez Niemca oczywiście odrzucono. Legenda mówi, że admirał będący wojskowym gubernatorem Szanghaju, monitowany przez Meisingera planami eksterminacji, spotkał się ze starym rabinem mieszkającym w miejscowym getcie i zapytał go, dlaczego Niemcy tak nienawidzą Żydów. Rabin odpowiedział mu: „Nienawidzą nas, bo jesteśmy Azjatami".

Zdarzało się, że wśród wziętych przez Japończyków do niewoli żołnierzy oraz internowanych cywilów znajdowali się Żydzi. Zazwyczaj byli oni wówczas traktowani w podobny sposób jak inni biali jeńcy i więźniowie. Dla obozowych strażników byli jedynie kolejnymi białymi cudzoziemcami. Zdarzało się jednak, że żydowski osadzony deklarował swoje pochodzenie etniczne i mógł liczyć na lepsze traktowanie. Francuski historyk Jean-Louis Margolin opisał przypadek, w którym żydowski internowany w cywilnym obozie, po tym jak zadeklarował, że jest Żydem, został odizolowany od innych więźniów, a strażnicy starali mu się dostarczać lepsze jedzenie zachowujące z grubsza standardy koszerności. Tego rodzaju sytuacje zdarzały się jednak incydentalnie. Większość Żydów dzieliła dole i niedole z innymi internowanymi białymi. I tak np. w wielkim obozie jenieckim Changi w Singapurze obok szeregu protestanckich i katolickich kaplic jeńcy zbudowali również na swoje potrzeby małą synagogę. Japońscy strażnicy nie wnikali w subtelne różnice między zrodzonymi na Bliskim Wschodzie religiami – z równą zaciekłością tłukli żydów i chrześcijan.

Obojętność aliantów

Japońskie władze, ratując tysiące Żydów, liczyły, że pomoże to dobrze nastawić Wielką Brytanię i USA do polityki prowadzonej przez Tokio. Po wybuchu wojny pomoc udzielana Żydom mogła być kartą przetargową w trakcie ewentualnych negocjacji pokojowych z zachodnimi mocarstwami. Decydenci z Tokio popełnili jednak poważny błąd: przecenili żydowskie wpływy na Zachodzie. Informacje mówiące o rzezi Żydów w Europie na masową skalę nie przyczyniły się do tego, by Wielka Brytania i USA choć trochę szerzej otworzyły się na żydowskich uchodźców. Gdy Jan Karski, emisariusz polskiego podziemia, przedstawiał prezydentowi Franklinowi Delano Rooseveltowi dowody na trwającą zagładę europejskich Żydów, znudzony Roosevelt przerwał mu, pytając, czy to prawda, że ludzie w Polsce jeżdżą głównie furmankami. W 1944 r. amerykański przywódca przed spotkaniem z saudyjskim królem dowcipkował sobie, pytając współpracowników: „Co damy Arabom za ich ropę? 6 milionów europejskich Żydów?". Pozostający w bliskich relacjach z Rooseveltem rabin Steven Wise potępiał żydowską społeczność w Szanghaju za kolaborację z Japończykami. W lipcu 1945 r. na szanghajskie getto zaczęły spadać amerykańskie bomby – w pozbawionych strategicznego sensu nalotach na gęsto zaludnioną dzielnicę ginęła chińska biedota i żydowscy uchodźcy.

Mimo wszystko, dzięki działalności japońskich władz (i kooperujących z nimi polskich tajnych służb), na Dalekim Wschodzie uratowało się 50 tys. europejskich Żydów. Jeden z ich wybawców – Norihiro Yasue – zmarł w 1950 r. w sowieckim łagrze. Jego towarzysz Koreshige Inuzuka uniknął amerykańskiego stryczka za zbrodnie wojenne, bo pokazał w sądzie srebrną papierośnicę z dedykacją od żydowskiej społeczności Szanghaju dziękującej mu za wsparcie i ochronę. Zmarł w 1965 r. i aż do śmierci kierował stowarzyszeniem przyjaźni japońsko-izraelskiej. Jego papierośnica trafiła do muzeum Yad Vashem w Jerozolimie.

"Rzeczpospolita"