Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Szukając Szambali

Hubert Kozieł 05-05-2018, ostatnia aktualizacja 05-05-2018 00:00

Mitycznego buddyjskiego królestwa poszukiwały służby specjalne carskiej i sowieckiej Rosji oraz nazistowskich Niemiec. Co się za tym kryło?

≥Ernst Schäfer (1910–1992), niemiecki zoolog specjalizujący się w ornitologii. Schäfer (drugi z lewej) wsławił się jako uczestnik, a później organizator wypraw do Chin i Tybetu wikipedia
źródło: materiały prasowe
≥Ernst Schäfer (1910–1992), niemiecki zoolog specjalizujący się w ornitologii. Schäfer (drugi z lewej) wsławił się jako uczestnik, a później organizator wypraw do Chin i Tybetu wikipedia
źródło: materiały prasowe

W historii wielokrotnie bywało, że legendy mieszały się z rzeczywistością. Przykładem tego jest opowieść o buddyjskiej utopii – królestwie Szambala (Shamballah), znanym też w okultystycznej literaturze jako Shangri-La i Aghartha. Tybetańscy lamowie marzą, by reinkarnować jako generałowie w Szambali i kierować jej wojskami podczas apokaliptycznego starcia mającego doprowadzić do zwycięstwa buddyzmu nad wszystkimi fałszywymi naukami. Szambalę sławili europejscy podróżnicy i adepci nauk tajemnych. Drogi do tego magicznego królestwa i posiadanych przez niego kosmicznych technologii szukały carskie, sowieckie i niemieckie tajne służby, inwestując w to dużo wysiłku, czasu i pieniędzy. Czy było warto gonić za tym mirażem?

Geografia mitycznego świata

W buddyjskich tekstach takich jak „Kalachakra tantra" mityczna Szambala jest przede wszystkim utopijnym buddyjskim państwem, rodzajem ziemskiego raju. Jej pierwszy władca miał pochodzić z plemienia Sakya (tego samego, co historyczny Budda Gautama) i zostać nawrócony na buddyzm przez samego założyciela tej religii. Władcy Szambali znieśli system kastowy i zbudowali u siebie zmilitaryzowane społeczeństwo. Podporządkowali sobie tysiące indyjskich magów – riszich. Dysponowali starożytną boską technologią i mocą psychiczną (nazywaną przez Tybetańczyków „vril"), a w laboratoriach królestwa cały czas pracowano nad nowymi superbroniami mającymi przynieść zagładę przeciwnikom buddyjskiej doktryny – przede wszystkim wyznawcom Allaha. Arsenał ten jest przygotowywany na apokaliptyczną wojnę, w której siły światłości poprowadzi do zwycięstwa ostatni król Szambali – Rudra Chakrin („przesuwający koło"), utożsamiany z Maitreyą, czyli Buddą przyszłości, oraz z Kalkim, następnym wcieleniem hinduskiego boga Wisznu. Wiara w Szambalę bardzo silnie zakorzeniła się wśród buddystów z Tybetu i Mongolii. Pobożne legendy mówią, że dalajlamowie pozostawali w kontakcie z przedstawicielami tego królestwa, a w dawnym pałacu dalajlamów w Lhasie jest tajne przejście prowadzące do Szambali.

Gdzie to królestwo jest położone? Buddyjska tradycja tego nie precyzuje. Przedstawia się je zwykle jako państwo o kształcie idealnego okręgu, otoczone wysokimi i ośnieżonymi górami. Jest to jednak tylko jego symboliczny obraz, w którym niedostępne góry są odbiciem trudności, jakie trzeba pokonać, by dotrzeć do buddyjskiego oświecenia. Opowieści o podróżach do Szambali są zaś podobnymi symbolicznymi opowiastkami z pogranicza realności, halucynacji i magii. Wśród tybetańskiego i mongolskiego ludu rozpowszechniło się przekonanie, że Szambala leży pod ziemią, skryta w starożytnym systemie tuneli. Dokładna jej lokalizacja nie jest znana, ale często wskazywany jest obszar pod pustynią Tarym, a także u podnóża gór Kunlun, oddzielających Tybet od zamieszkanego przez Ujgurów regionu Sinciang. Góry Kunlun były uważane w chińskiej mitologii za siedzibę bogów.

Mit Szambali ma wyraźne przedbuddyjskie korzenie. W bon, czyli w  pierwotnej szamanistycznej religii Tybetu, istnieje wiara w podobne, utożsamiane z rajem, królestwo znane jako Olmolungring. Podobne opowieści o starożytnych podziemnych światach krążą od wieków w Indiach czy obu Amerykach, a przebijają się nawet do europejskiego folkloru, który traktował podziemia zarówno jako miejsce zamieszkiwane przez różnego rodzaju elfy, skrzaty, trolle i smoki, jak i jako chrześcijańskie piekło. (Nawet w polskim folklorze mamy podobne opowieści – np. o rycerzach śpiących w jaskini w Giewoncie i czekających na Sąd Ostateczny). Opowieść o przyszłym zbawicielu, Buddzie Maitreyi, mogła zaś powstać pod wpływem irańskich wierzeń. XX-wieczny orientalista Heinrich von Stietencron wykazywał, że najpóźniej w I w. n.e. przenikali do Indii perscy kapłani boga Zurvana znani jako Magi (tożsami z biblijnymi magami ze Wschodu). Przynieśli oni obcą pierwotnemu buddyzmowi wiarę w apokaliptyczny konflikt i zbawiciela, który stanie w tej wojnie na czele sił światłości. Niektórzy badacze wskazują nawet, że imię „Maitreya" mogło być zniekształconym imieniem perskiego boga Mitry.

Okultystyczny renesans

Mit Szambali przez stulecia żył sobie swoim życiem w Azji, aż w XIX w. rozpropagowali go na całym świecie zachodni okultyści. Prawdopodobnie jako pierwszy sięgnął po niego baron Edward George Bulwer-Lytton, brytyjski minister ds. kolonii w latach 1858–1859 i zarazem poczytny pisarz. Podczas pobytu w Indiach zapoznał się z legendami dotyczącymi podziemnego królestwa i w luźny sposób uczynił je kanwą swojej książki „Vril. Potęga nadchodzącej rasy". Wydane w 1871 r. dziełko opowiadało o przedpotopowej rasie Vril-ya mieszkającej w podziemnym himalajskim królestwie i dysponującej supermocami psychicznymi.

Książką Bulwer-Lyttona mogła inspirować się Helena Bławatska, rosyjska okultystka, założycielka Towarzystwa Teozoficznego. W „Doktrynie tajemnej" oraz innych swoich dziełach pisała o posiadających moc vril mędrcach – Mahatmach, którzy z podziemnego królestwa Agharty kierują rozwojem duchowym ludzkości i przygotowują ją na nadejście Buddy Maitreyi oraz na towarzyszące temu przejście ludzkości na kolejny szczebel drabiny ewolucyjnej. Bławatska utrzymywała, że podróżowała po Tybecie i miała okazję zapoznać się ze starożytną wiedzą zgromadzoną w tamtejszych klasztorach. Te twierdzenia są powszechnie uznawane za zmyślone opowiastki mające zapewnić lepszą sprzedaż jej książek, ale np. wybitny japoński badacz buddyzmu Daisetz Teitaro Suzuki twierdził, że Bławatska posiadała zadziwiająco zaawansowaną wiedzę na temat doktryny buddyjskiej, którą zdobywa się zwykle po wielu latach pobytu w klasztorze.

Niezależnie od tego, ile Bławatska zmyśliła w swych pracach, a ile przekazała okruchów starożytnej wiedzy, jej teorie szybko zyskały wielką popularność wśród zachodnich elit. Towarzystwo Teozoficzne poprzez swoje teorie o ludzkich rasach i zaginionych cywilizacjach mocno wpłynęło m.in. na tajne okultystyczne grupy, takie jak Stowarzyszenie Thule, które kształtowały wczesny ruch nazistowski w Niemczech. Wyznawców teozofii można było znaleźć też w elitach II RP. Należał do nich np. gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski, komendant Służby Zwycięstwu Polski.

W historii o Szambali jest zresztą silny polski wątek. Opowieści o tej mitycznej krainie mocno bowiem spopularyzował w dwudziestoleciu międzywojennym polski pisarz Ferdynand Antoni Ossendowski. Zyskał on międzynarodową sławę dzięki wydanej w 1921 r. książce „Zwierzęta, ludzie, bogowie" (wydawanej również pod tytułem „Przez kraj zwierząt, ludzi i bogów"), opisującej jego ucieczkę z ogarniętej rewolucją Rosji przez Syberię i Mongolię. Ossendowski w barwny sposób opisywał buddyjskie mity, a wśród nich opowieść o podziemnym królestwie rządzonym przez obdarzonego mistyczną mocą władcy zwanym Królem Świata.

„Znajduje się on w kontakcie z myślami wszystkich, którzy wywierają wpływ na losy i życie rodzaju ludzkiego... Z królami, carami, chanami, wodzami, arcykapłanami, naukowcami i innymi potężnymi ludźmi. Jest on świadom wszystkich ich myśli i planów. Jeżeli są one miłe Bogu, Król Świata dopomaga im w niewidoczny sposób; jeżeli jednak są Mu one niemiłe, Król doprowadza do ich unicestwienia. Moc ta jest dana Agharti za pośrednictwem tajemniczej nauki zwanej »Om«, którym to słowem my rozpoczynamy wszystkie nasze modlitwy. »Om« jest imieniem starożytnego świętego, pierwszego Goro, który żył trzysta trzydzieści tysięcy lat temu. Był pierwszym człowiekiem, jakiemu dane było poznać Boga; nauczał on rodzaj ludzki wiary, nadziei i walki ze Złem. Potem zaś Bóg dał mu władzę nad wszystkimi siłami rządzącymi światem widzialnym" – cytował Ossendowski jednego z buddyjskich duchownych.

Mongolia była pogrążona wówczas w politycznej gorączce. Władzę nad krajem zdobył rosyjski białogwardyjski generał Roman von Ungern-Sternberg, który mianował się ostatnim chanem i myślał o wyzwoleniu Azji spod panowania europejskich potęg. Na ten polityczny mesjanizm nakładało się religijne ożywienie. Mongołowie oczekiwali, że wkrótce rozpocznie się apokaliptyczny konflikt, w którym weźmie udział potężna armia Szambali.

Ungern został jednak pokonany przez bolszewickich najeźdźców, którzy wprowadzili w Mongolii komunizm. Wiara w Szambalę i jej władcę jednak nie upadła. Podróżujący w latach 20. i 30. po Mongolii, Chinach i Tybecie rosyjski malarz, okultysta (i najprawdopodobniej współpracownik sowieckich służb specjalnych) Nikołaj Roerich opisywał mity dotyczące Króla Świata. „Niczym diament żarzy się światło na wieży Szambali. On przebywa tam Rigden-Jyepo (według tybetańskich mitów: aktualny władca królestwa Szambali – dop. red.), niestrudzony, zawsze czujny w służbie ludzkości. Jego oczy nigdy się nie zamykają. W swoim magicznym zwierciadle widzi wszystkie ziemskie wydarzenia. Moc jego myśli przenika do dalekich krain. Nie istnieje dla niego odległość; może natychmiast nieść pomoc ludziom tego godnym. Jego potężne światło potrafi przebić największą ciemność. Jego niezmierzone bogactwa są po to, aby wspomóc wszystkich potrzebujących, aby przysłużyć się sprawiedliwości. Wolno mu nawet ingerować w karmę istot ludzkich" – pisał Roerich.

W Lhasie rozmawiał na temat Szambali z wysokiej rangi tybetańskim duchownym, lamą Tsa-Rinpoche. „Zaprawdę powiadam ci, że ludzie zamieszkujący Szambalę wychodzą czasem na powierzchnię ziemi. Spotykają się z ziemskimi pomocnikami Szambali. Działając dla dobra ludzkości, przesyłają cenne podarunki, godne uwagi pamiątki. Mógłbym ci opowiedzieć wiele historii o tym, jakie cudowne dary otrzymywano. Nawet sam Ridgen-Jyepo ukazuje się od czasu do czasu w ciele ludzkim. Pojawia się nagle w świętych miejscach, klasztorach, i wyznaczonych porach wypowiada proroctwa" – mówił mu Tsa-Rinpoche.

Roerich zbierał tego typu opowieści z nadzieją, że uda mu się dotrzeć do legendarnego królestwa. Latem 1926 r. zbudował w dolinie Szaragol niedaleko łańcucha górskiego Humboldta, leżącego między Mongolią a Tybetem, buddyjską stupę poświęconą Szambali. Została ona konsekrowana przez wysokiej rangi lamów, których specjalnie zaproszono na tę okazję. Tuż po uroczystości, jak pisze Roerich, buriacki przewodnik powiedział, że czuje, iż coś się wydarzy. Dwa dni później uczestnicy wyprawy zaobserwowali na niebie złotą wirującą kulę szybko manewrującą na niebie. Jeden z lamów powiedział Roerichowi, że to, co widzieli, było „znakiem Szambali".

Czerwona gorączka

Mistyczna wyprawa Roericha miała zielone światło z Łubianki. Rosyjski mistyk pracował w Azji nad pomnikami Lenina, w swoich wspomnieniach bardzo ciepło wyrażał się o funkcjonariuszach sowieckiej bezpieki i obiecywał Feliksowi Dzierżyńskiemu przedłużenie życia. Jednocześnie utrzymywał bogate relacje z zachodnimi okultystami. W latach 30. obracał się w otoczeniu prezydenta USA Franklina Roosevelta i zaprojektował nowy wzór „masońskiej" piramidki z wszystkowidzącym okiem na banknotach dolarowych.

Teorie Roericha wpisywały się w ówczesną modę na okultyzm panującą wśród bolszewickiej elity. Na początku lat 20. Aleksander Barczenko, jeden z pionierów badań nad zjawiskami paranormalnymi, zdołał zainteresować ideą poszukiwania Szambali wysokich rangą czekistów: Jakowa Blumkina i Gleba Bokija. Jak pisze Richard Spence, autor książki „The Red Shamballah": „Już w 1920 r. Barczenko ubiegał się o pozwolenie, by zorganizować naukowo-propagandową ekspedycję do Mongolii i Tybetu, by odnaleźć »Czerwoną Szambalę«. (...) W tym samym czasie Barczenko założył »masońską« lożę zwaną »Jedinoje Trudowoje Bractwo«, JeTB czyli »Zjednoczone Bractwo Pracy«. Nowe bractwo włączyło w swe szeregi Władimirowa i wielu innych ówczesnych lub byłych czekistów. (...) Jednakże głównym celem Barczenki i JeTB było ustanowienie bezpośredniego kontaktu z Szambalą. W tym celu wykorzystał on pomoc Bokija i współpracował z innymi grupami ezoterycznymi, w szczególności z »Wielkim Bractwem Azji«. Działał we współpracy z co najmniej dwoma członkami Bractwa, tybetańskim lamą Naga Nawenem, który twierdził, że jest bezpośrednim przedstawicielem Szambali, oraz z mongolskim urzędnikiem, Chajanem Chirwą, przyszłym szefem mongolskiej tajnej policji. W tej roli Chirwa będzie pracował u boku Jakowa Blumkina.

Na wiosnę 1925 r. wydawało się, że dzięki dostępowi Bokija do tajnych funduszy ekspedycja szambalska ma wyruszyć. Bokij wybrał Barczenkę do przewodzenia tajnemu wywiadowczemu skrzydłu ekspedycji. Jednakże plan spotkał się ze sprzeciwem. Pogłoski opisywały Bokija jako niebezpiecznego degenerata pijającego ludzką krew. Głównym przeciwnikiem był Michaił Trilisser, szef wywiadu zagranicznego OGPU (INO). Oczywiście wierzył on, że jakakolwiek aktywność poza ZSRS podpada pod jego dziedzinę. Latem projekt szambalskiej ekspedycji Barczenki zamarł. Czy jednak aby na pewno? We wrześniu 1925 r. skromny muzułmański pielgrzym przekroczył pamirskie przełęcze, wchodząc do kontrolowanego przez Brytyjczyków Kaszmiru. W rzeczywistości owym pielgrzymem był Jakow Blumkin na swojej drodze do jeszcze bardziej oddalonej Ladaki na spotkanie z ekspedycją Nikołaja Roericha. Celem Roericha było wejście do Tybetu i nawiązanie kontaktów z Szambalą. Jednak wkrótce po przekroczeniu granicy policja plemienna pojmała Blumkina. Najwyraźniej ktoś doniósł Brytyjczykom. Przebiegły czekista niedługo później uciekł swoim porywaczom i tym razem jako mongolski lama zmierzał w stronę Roericha".

Bolszewiccy agenci, szukając Szambali, do pewnego stopnia kontynuowali jednak podobne poszukiwania prowadzone za czasów carskich. Jak wskazuje Witold Szirin Michałowski, polski pisarz i podróżnik, w 1904 r. na teren Tuwy (wówczas część terytorium Cesarstwa Chin, od 1914 r. wcielona do Rosji jako Kraj Urianchajski, w międzywojniu podporządkowana Sowietom Republika Tuwy, w 1944 r. wcielona do ZSRR, a  obecnie część Federacji Rosyjskiej) wkroczyła wojskowa ekspedycja rosyjska. Dwie sotnie kozackie przydzielono do ochrony kierownikowi ekspedycji... Feliksowi Konowi, później znanemu działaczowi bolszewickiemu. Ekspedycja dotarła do jaskini, która była buddyjskim miejscem pielgrzymkowym i którą znano jako Wrota Agharthy. Kon najprawdopodobniej pracował wówczas dla ochrany, carskiej tajnej policji.

Czemu carskie służby specjalne były wówczas tak mocno zainteresowane legendą o Agharcie, by dokonać hybrydowej inwazji na sąsiedni kraj? Na początku XX w. panowała wśród petersburskich elit moda na okultyzm i buddyzm. Tybetańską wersję buddyzmu propagował tam Agwan Dordżijew, wyedukowany w Lhasie Buriat, zafiksowany na punkcie nawrócenia Rosji „na prawdziwą wiarę". Dordżijew zjednywał sobie rosyjskie elity wizją Rosji jako Szambali Północy, opiekuńczego mocarstwa, które ochroni Azję przed brytyjskim kolonializmem. W Piotrogrodzie zbudował on tybetańską świątynię Kalachakry, którą odwiedził m.in. car Mikołaj II. Na szczycie tej świątyni znajdowała się swastyka, którą wysadzono w powietrze podczas oblężenia Leningradu, bo „drażniła ludzi".

Tajne ekspedycje Himmlera

O tym, by dotrzeć do mitycznej Szambali, marzyli również niemieccy okultyści, wśród których wybijał się prof. Karl Haushofer, jeden z założycieli Stowarzyszenia Thule. Przed I wojną światową był on doradcą wojskowym w Japonii i miał okazję zetknąć się z tamtejszymi tajnymi nacjonalistycznymi stowarzyszeniami. Mógł się tam dokładnie zapoznać z buddyjskim mitem Szambali. (W latach 30. japońska propaganda przenikająca do Mongolii oraz Tybetu przedstawiała cesarską armię jako armię Szambali zmierzającą na apokaliptyczną bitwę przeciwko europejskim kolonizatorom i bezbożnym Sowietom).

Po I wojnie światowej Haushofer stał się mentorem Rudolfa Hessa i miał wpływ na wielu innych prominentnych nazistów. W popularnej literaturze jest on często wymieniany jako twórca Towarzystwa Vril, mistycznej organizacji mającej badać starożytne „boskie" technologie i moc vril (wielu historyków twierdzi, że nie ma dowodów na istnienie takiej organizacji, ale Willy Ley, jeden z czołowych inżynierów rakietowych III Rzeszy, w swoich wspomnieniach potwierdził, że przed wojną rzeczywiście istniała grupa zapaleńców badających vril). Idee tego rodzaju padały na podatny grunt. Hitler, Himmler, Hess i wielu innych wysokiej rangi nazistów było opętanych okultystycznymi ideami i wierzyło w najróżniejsze dziwne teorie.

Ta wiara zaowocowała serią niemieckich wypraw do Tybetu w poszukiwaniu Szambali, korzeni rasy aryjskiej, potężnych broni starożytnych bogów i energii vril. Pierwsza z tych ekspedycji dotarła na Dach Świata w 1934 r., ostatnia w... 1942 r. Były one organizowane przez podległą Himmlerowi organizację Deutsche Ahnenerbe prowadzącą badania nad zaginionymi „aryjskimi" cywilizacjami i zjawiskami paranormalnymi. Konsultantem w tym projekcie był znany szwedzki podróżnik Sven Hedin, z przekonań narodowy socjalista. Kilkoma wyprawami kierował znany przyrodnik Ernst Schäfer. Niemcy byli dobrze przyjmowani w Tybecie. Byli przecież przedstawicielami mocarstwa zagrażającego brytyjskiemu kolonializmowi, a poza tym posługiwali się świętym buddyjskim symbolem – swastyką.

Do końca nie wiadomo, co odkryto podczas tych wypraw, ale zachował się z nich m.in. ozdobiony swastyką posążek hinduskiego boga o „cechach aryjskich", ubranego na scytyjską modłę. Ta figurka została wyrzeźbiona z meteorytu, który spadł na Ziemię 15 tys. lat temu i rzekomo zniszczył „aryjską cywilizację" na pustyni Gobi. Zachowała się też część dokumentacji filmowej i fotograficznej z niemieckich wypraw. Na zdjęciach widzimy m.in., jak antropolog dr Bruno Beger mierzy czaszki Tybetańczyków. Widzimy go również na wspólnym zdjęciu z regentem Retingiem Rinpoche. W trakcie wojny będzie on preparował szkielety więźniów obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Po wojnie dostanie za to trzy lata więzienia, których nie odsiedzi. Nie przeszkodzi mu to później wielokrotnie występować jako przyjaciel Dalajlamy XIV.

Po 1945 r. nazistowskie poszukiwania Szambali kontynuował na własną rękę chilijski dyplomata Miguel Serrano. W swoich książkach snuł teorię, że Hitler przeżył wojnę i uciekł U-Bootem do tajnej niemieckiej bazy na Antarktydzie (Serrano brał udział w latach 40. w ekspedycjach badawczych na tym kontynencie), a stamtąd przedostał się do Szambali. Według chilijskiego ezoteryka Füehrer ma za jakiś czas powrócić z tego podziemnego królestwa, by jako Rudra Chakrin, Budda Maitreya i Kalki w jednej osobie podbić świat. Autor tych rojeń znał się z Dalajlamą XIV od 1959 r. i wielokrotnie się z nim spotykał. W 1992 r. witał Jego Świętobliwość na lotnisku w Santiago de Chile wraz z delegacją Chilijskiej Partii Narodowosocjalistycznej. Dalajlama nigdy się od niego nie odciął.

Autor artykułu jest też autorem powieści „Vril. Pułkownik Dowbor", opowiadającej m.in. o nazistowskich poszukiwaniach Szambali i siły vril.

"Rzeczpospolita"