Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wyprawy Strzeleckiego

Krzysztof Jóźwiak 13-05-2018, ostatnia aktualizacja 13-05-2018 00:00

Paweł Edmund Strzelecki był pierwszym Polakiem, który w celach naukowych odbył podróż dookoła świata. Wszedł do grona słynnych odkrywców.

źródło: State Library of Victoria

8 czerwca 1834 r. z portu w angielskim Liverpoolu wyszedł w morze statek „Virginian". Jednym z pasażerów był geolog i geograf Paweł Edmund Strzelecki, emigrant z Polski. Spoglądając na szybko oddalające się brzegi Zjednoczonego Królestwa, z pewnością nie zdawał sobie sprawy, że oto rozpoczyna się jego wielka przygoda, która potrawa blisko dekadę, przyniesie mu podróżniczą i naukową sławę, nagrody i pieniądze. W trakcie tej podróży Strzelecki odwiedził niemal wszystkie kontynenty, ale zdecydowanie najdłuższy był pobyt w Australii, gdzie polski badacz odkrył nowe ziemie, australijskie złoto i najwyższy szczyt kontynentu.

Szczenięce lata

Paweł Edmund Strzelecki pochodził ze średniozamożnej rodziny szlacheckiej herbu Oksza. Urodził się 20 lipca w Głuszynie pod Poznaniem, był młodszym synem Franciszka, dzierżawcy folwarku, i Anny z Raczyńskich. Wiele faktów z jego młodości nie ma wystarczająco mocnego potwierdzenia w źródłach historycznych i dlatego biografowie Strzeleckiego, opisując jego młodość, chętnie używają zwrotów „prawdopodobnie" i „być może". Wciąż nie mamy stuprocentowej pewności, czy przyszły podróżnik rzeczywiście kształcił się w warszawskiej szkole pijarów, następnie w pruskiej Szkole Rolniczej Alberta Conrada Tharea, a potem na prośbę rodziny przez rok służył w kawalerii pruskiej, osiągając stopień podchorążego. Wiele pośrednich faktów jednak na to wskazuje.

Nieco lepiej udokumentowany jest kolejny okres w życiu Strzeleckiego, kiedy pracował przez jakiś czas jako nauczyciel dzieci zamożnej szlachty. To właśnie wtedy poznał Aleksandrynę Turno, zwaną Adyną, miłość swego życia. Była to miłość gorąca, najprawdopodobniej odwzajemniona, ale jak to zwykle w takich historiach bywa, niespełniona. Młody Strzelecki nie miał bowiem majątku, co w oczach ojca Adyny nie pozwalało młodemu wychowawcy ubiegać się o rękę jego córki. Strzelecki musiał zakończyć romans i wyjechać. Jak pokazał czas, jego osobiste nieszczęście było jednak wielce pożyteczne dla światowej nauki. Gdyby bowiem młody Strzelecki został mężem Adyny, najprawdopodobniej poświęciłby resztę życia na zarządzanie majątkiem ziemskim. Tymczasem nieszczęśliwa miłość sprawiła, iż ruszył w świat. Adyny nigdy nie przestał darzyć silnym uczuciem i sympatią, o czym świadczą liczne listy, jakie przez długie lata do siebie wysyłali.

Po przymusowym rozstaniu z Adyną Strzelecki postanowił wyleczyć złamane serce, podróżując po Europie. Wyprawa do Czech, Austrii, Szwajcarii, Włoch i Dalmacji była możliwa dzięki 800 talarom, które otrzymał od brata i siostry, co stanowiło część spadku po rodzicach. Podczas tej podróży Strzelecki poznał Franciszka Sapiehę, z którym się zaprzyjaźnił. Ujęty jego osobowością Sapieha zaproponował mu stanowisko zarządcy klucza majątków Bychowiec pod Mohylewem. Strzelecki świetnie odnalazł się w nowej roli, a przyjaźń z Sapiehą przetrwała aż do jego śmierci w 1829 r. Arystokrata pozostawił podróżnikowi w spadku ogromną kwotę 180 tys. florenów. Testament został jednak zakwestionowany przez syna księcia, Eustachego Sapiehę. Na szczęście panowie załatwili sprawę polubownie i w rezultacie Strzeleckiemu przypadła w udziale i tak niemała kwota 45 tys. florenów. Zapewniwszy sobie stabilność finansową, postanowił wyemigrować na Zachód.

W latach 1830–1831 przebywał we Francji, a w listopadzie 1831 r. przeniósł się do Anglii, gdzie mieszkał przez kolejne trzy lata. To właśnie we Francji i Anglii odkrył w sobie zamiłowanie do geografii i geologii. Ukończył dwuletnie studia z geologii i w ramach prac badawczych odbył szereg podróży po Anglii i Szkocji. Odwiedził także Pireneje i Wyspy Zielonego Przylądka. Głód wiedzy i pasja podróżnicza pchały go jednak dalej w świat. Dlatego właśnie 8 czerwca 1834 r. znalazł się na pokładzie statku, który płynął do Ameryki Północnej.

Przez obie Ameryki

Przez następne półtora roku intensywnie podróżował, prowadząc badania geologiczne, agronomiczne i etnograficzne. Przemierzył wzdłuż i wszerz prawie całe terytorium ówczesnych Stanów Zjednoczonych, zawitał na południe Kanady, odbył rejs statkiem po Morzu Karaibskim i Zatoce Meksykańskiej, odwiedzając m.in. Kubę, Antyle oraz kilka miast w Meksyku. W drodze powrotnej popłynął z Nowego Orleanu w górę rzek Missisipi i Ohio. Najważniejszym osiągnięciem polskiego badacza podczas pobytu w Ameryce Północnej było odkrycie w 1835 r. w okolicy jeziora Ontario pokładów rudy miedzi. Dziesięć lat później brytyjskie władze kolonialne rozpoczęły wydobycie tego surowca.

Kolejnym przystankiem na trasie podróży Strzeleckiego była Ameryka Południowa, do której przybył 22 stycznia 1836 r., lądując w Rio de Janeiro. Tutaj również był nieustannie na walizkach. Dwa lata później, podsumowując pobyt na tym kontynencie, pisał w liście do swojej ukochanej Adyny: „Opuściłem ostatecznie Stany Zjednoczone, by udać się do Brazylii. Zwiedziłem Rio de Janeiro, zbadałem prowincję Sao Paulo i Minas Gerais, wpłynąłem na rzekę La Plata, wstąpiłem do Montevideo, wylądowałem w Buenos Aires. Przebyłem Republikę Argentyńską, posuwając się aż poza Cordobę; następnie wróciłem na południe do Mendozy; zapoznałem się z okręgami bogatymi w złoża mineralne, przekroczyłem Kordyliery, czyli Andy, i przybyłem do Santiago w Chile. Stąd udałem się na północ do Coquimbo, następnie na południe od Concepcion". We wrześniu polski podróżnik przyjął zaproszenie kapitana statku „Cleopatra" G. Greya i udał się w dziesięciomiesięczny rejs wzdłuż zachodnich wybrzeży Ameryki, docierając aż do Kalifornii, która należała wtedy do Meksyku.

W Ameryce Południowej Strzelecki rozszerzył zakres swoich badań o pomiary meteorologiczne. Jednak na szczególną uwagę zasługują jego wyprawy o charakterze etnograficznym, zarówno ze względu na ich pionierski charakter, jak i specyficzny stosunek odkrywcy do ludów tubylczych, pełen empatii i pozbawiony rasizmu. Strzelecki bardzo chętnie korzystał z okazji, gdy mógł odwiedzić plemiona indiańskie w ich naturalnym środowisku. Sporo czasu spędził wśród Huronów w Kanadzie. Na Florydzie odwiedził Seminoli. Zwiedzając Coquimbo w Chile, skorzystał z okazji i udał się statkiem do Araukanii, niezależnego państwa Indian. Podczas drugiej wyprawy do Meksyku zamieszkał na pewien czas wśród Indian Yaqui.

Strzelecki nie bał się krytykować negatywnych aspektów podboju obu Ameryk przez Europejczyków. „Przywilej kolonizacyjny nadany jednej rasie staje się wyrokiem śmierci dla drugiej" – pisał, formułując w ten sposób prawo naukowe o wymieraniu ras tubylczych, nazwane z czasem prawem Strzeleckiego. Podczas pobytu w Ameryce Południowej szczególnie wstrząsnęły nim dwa wydarzenia. Już pierwszego dnia po wylądowaniu w Rio de Janeiro miał okazję zwiedzić zatrzymany przez Brytyjczyków statek z niewolnikami. Wydarzenie to opisał w swoim dzienniku: „Handel niewolnikami, to piętno, które brudna pogoń za zyskiem wycisnęła na europejskiej cywilizacji, jest jedną z największych okropności, jakie wynikały z naszego zetknięcia się z tubylczymi plemionami. (...) Mimo iż byłem całkowicie przygotowany na widok scen, które z każdym dniem stają się coraz rzadsze, przekonałem się, że rzeczywistość znacznie prześcignęła obraz ludzkiego łotrostwa, jaki odmalowała moja wyobraźnia. Skoro tylko spojrzałem za burtę statku, poczułem, jak gdyby więzy, które mnie łączą z cywilizacją, zerwały się". Podobnie skomentował brutalną egzekucję 110 Indian, przeprowadzoną na rozkaz argentyńskiego dyktatora Juana Manuela de Rosasa, której był świadkiem w sierpniu 1836 w Buenos Aires. Wstrząśnięty tym widokiem do głębi, pisał: „Trudno pojąć w wieku cywilizacji (...), że jeszcze tu i tam można spotkać człowieka, który jak wilk żądny krwi każe innym potworom wykonywać bez potrzeby morderstwa, a oni podejmują się tego i dokonują tych zbrodni z zimną krwią. Im bardziej zagłębiamy się w historię tej części świata, tym bardziej wstydzimy się, spotkawszy Indianina, i pragnęlibyśmy w jego oczach uchodzić za czarnego".

W drodze na antypody

Kolejne etapy wielkiej wyprawy Pawła Strzeleckiego zawsze rozpoczynały się w portach, w których wsiadał na statki płynące w stronę nieznanych mu lądów. Amerykę opuścił ostatecznie 20 lipca 1838 r. statkiem „Fly" kapitana Russela Eliotta. W sierpniu był już na Markizach, we wrześniu na Hawajach, w końcu roku na Tahiti, a na początku 1839 r. zawitał do Nowej Zelandii. Chętnie i szybko zdobywał nowe umiejętności i wiedzę. Długi rejs po Pacyfiku wykorzystał do rozpoczęcia badań oceanograficznych i zapoznania się z tajnikami nawigacji morskiej. Na Markizach przeprowadził badania antropologiczne, próbując rozwikłać zagadkę zmniejszania się populacji tubylców. Kiedy wylądował na wyspie Hawaii, wziął udział w wyprawie do wnętrza wulkanu Kilauea, eksplorując dno jego krateru, wykonując analizy chemiczne, obliczenia barometryczne i pomiary wysokości ścian, dzięki czemu powstały pierwsze opisy naukowe tego miejsca. Jego zasługą było także wprowadzenie do literatury naukowej tubylczej nazwy Halemaumau dla największego krateru wulkanu Kilauea.

Na Tahiti Strzelecki był przez 11 tygodni honorowym gościem znanej z literatury romantycznej królowej Pomare IV. W nieco przypadkowy sposób przyczynił się wtedy do rozwoju miejscowego sądownictwa – jako jeden z ławników wziął udział w procesie, który potem stał się wzorem dla reformy tahitańskiego sądownictwa w duchu europejskim. W tym okresie zwiedził też Wyspy Gambiera i archipelag Tonga. Następnie na francuskim barku „Justine" udał się do Nowej Zelandii. Podczas trzymiesięcznego pobytu w tej brytyjskiej kolonii przeprowadził pionierskie badania geologiczne Wyspy Północnej i zebrał próbki ołowiu, żelaza i miedzi od krajowców z Wyspy Południowej. Interesował się też językiem i kulturą Maorysów. W kwietniu wyruszył w stronę lądu, który najbardziej rozpalał jego wyobraźnię i który niebawem stał się sceną jego największych osiągnięć badawczych – Australii.

W krainie kangurów

W latach 30. XIX w. na mapie Australii wciąż widniało wiele białych plam. Dobrze spenetrowane i poznane były właściwie jedynie wybrzeża. Niewiele wiedziano także o geologii tego kontynentu. Europejczycy przybyli tu późno, a Wielka Brytania, która założyła w Australii swoje kolonie, przez wiele dziesięcioleci traktowała ją jako miejsce zsyłki więźniów. Dlatego wpływając do Sydney, największego miasta Australii, Strzelecki spodziewał się, że znajdzie się w stolicy rozpusty i przestępczości. Przeżył jednak miłe zaskoczenie, co podsumował słowami: „Zastałem jednak tej nocy na ulicach Sydney obyczajność i spokój, jakiego nie oglądałem nigdy w żadnym porcie Zjednoczonego Królestwa". Na dodatek władze brytyjskiej kolonii przyjmowały z otwartymi ramionami śmiałków przybywających z wielkiego świata, aby eksplorować nieznane ziemie. Strzeleckiego namawiano do podjęcia wypraw w kierunku północnym, ale on wolał skierować się na południe, uznając za najpilniejsze zbadanie nieznanego wówczas odcinka Wielkich Gór Wododziałowych. Podczas swojego czteroletniego pobytu w Australii i na Tasmanii poprowadził trzy wielkie wyprawy w głąb kontynentu, a każda z nich obfitowała w nowe i cenne odkrycia.

W swą pierwszą podróż w głąb australijskiego lądu Strzelecki wyruszył w lipcu 1839 r. Jej trasa wiodła w mało wówczas znane Góry Błękitne i dolinę górnego biegu rzeki Grose. Teren był odludny i trudny do przebycia. W swoim pamiętniku pod datą 8 września badacz zanotował: „Miałem do wyboru tylko jedną drogę: iść naprzód. Zdwoiłem przeto tempo marszu, wchodziłem do góry i schodziłem na dół, wspinałem się i zjeżdżałem, czołgałem się, aż znalazłem się w środku lasu z wysokimi i gęstymi paprociami uginającymi się pod ciężarem padającego wciąż deszczu. Mój dalszy marsz przypominał raczej pływanie niż chód". W końcu Strzelecki znalazł nieoznaczone na mapie ludzkie osiedle i kontynuował swoją podróż. Szczęście uśmiechnęło się do niego w okolicach Bathurst, gdzie natrafił na ślady złota. Przypadkowe odkrycia tego kruszcu zdarzały się tu już wcześniej, ale dopiero Strzelecki wyciągnął z tego naukowe wnioski. Po powrocie w listopadzie do Sydney spotkał się z gubernatorem Nowej Południowej Walii George'em Gippsem i pokazał mu próbki złota. Ten poprosił jednak Strzeleckiego o nierozgłaszanie informacji o odkryciu cennego kruszcu, obawiając się niepokojów w kolonii, której większość mieszkańców wciąż stanowili skazańcy. Strzelecki spełnił jego prośbę i w ten sposób gorączka złota, która odegrała tak istotną rolę w rozwoju i zasiedleniu Australii, opóźniła się o kilkanaście lat.

21 grudnia 1839 r. Strzelecki wyruszył w głąb nieznanego lądu po raz drugi. W lutym dołączyli do niego farmer James Macarthur i praktykujący u niego młody Anglik James Riley. Wspólnie ruszyli wzdłuż Gór Wododziałowych, badając okolice prawobrzeżnych dopływów rzeki Murrumbidgee i górny bieg rzeki Murray. Idąc na wschód, Strzelecki odkrył i zbadał najwyższe pasmo Gór Wododziałowych – Góry Śnieżne. 15 lutego wspiął się na mierzący 2228 m szczyt, który okazał się najwyższą górą Australii. Polski badacz nazwał go Górą Kościuszki. W dzienniku z wyprawy tak opisał ten moment: „Szczególny wygląd tego wierzchołka uderzył mnie tak silnie przez swe podobieństwo do kopca w Krakowie, usypanego na grobie bohatera narodowego Kościuszki, że choć w cudzym kraju, na cudzej ziemi, ale wśród ludu ceniącego wolność i jej obrońców, nie mogłem powstrzymać się od tego, żeby nie nadać temu szczytowi nazwy Góra Kościuszki". Rozległy widok ze szczytu pozwolił odkrywcy ustalić położenie źródeł rzeki Murray, najdłuższej rzeki kontynentu, określić bieg jej dopływów i podjąć decyzję co do kierunku dalszego marszu na południe. Po przekroczeniu Gór Wododziałowych Strzelecki wkroczył do krainy nietkniętej stopą białego człowieka. Na cześć gubernatora Nowej Południowej Walii nazwał ją Gippsland (obecnie jest to wschodnia część stanu Wiktoria), nadał także nazwy wielu rzekom i jeziorom na tym obszarze. Ziemie te były niezwykle piękne, żyzne i bogate w surowce, dlatego w raporcie z wyprawy Strzelecki zachęcał do rozpoczęcia akcji osadniczej w tym rejonie. Polski podróżnik się nie mylił – obecnie to jeden z najbogatszych rejonów Australii. Gwoli sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że część tych ziem zbadał kilka tygodni przed Polakiem szkocki podróżnik Angus McMillan, pracujący na zlecenie wielkich posiadaczy ziemskich zainteresowanych nowymi terenami. McMillan spóźnił się jednak z opublikowaniem sprawozdania, poza tym miało ono mniej dokładny i naukowy charakter niż prace Polaka i dlatego nadane przez niego nazwy w znacznej mierze się nie przyjęły.

Odkryty przez Strzeleckiego Gippsland miał także groźniejsze oblicze, o czym podróżnik przekonał się po przekroczeniu rzeki, którą nazwał Latrobe – dla uczczenia wicegubernatora kolonii Charlesa La Trobe'a. Górzysty teren poprzecinany głębokimi jarami i potokami oraz porośnięty kolczastymi krzewami, tzw. scrubem, stawał się coraz trudniejszy do przebycia. Wyprawa przedzierała się przez scrub 26 dni, pokonując dziennie 3–5 km. Pod koniec wyprawy zabrakło prowiantu i żywiono się mięsem upolowanych zwierząt, głównie koali. Strzelecki opisał ten trudny etap podróży w liście z Tasmanii do Adyny Turno z 1 sierpnia 1840 r.: „Wkrótce konie wierzchowe i juczne osłabły i trzeba było je zostawić. Moi przyjaciele i nasi ludzie, spieszeni i zmuszeni do niesienia na plecach swoich rzeczy, po paru dniach zostali doprowadzeni prawie do ostatecznego wyczerpania. Ja przeciwnie. Z przyzwyczajenia skromny i powściągliwy w jedzeniu i piciu, mając za sobą przed tą wyprawą 3000 mil przebytych na piechotę z ciężarem o wadze 45 funtów na plecach, nie odczułem za bardzo zmęczenia i słabości. Wreszcie po tysiącznych niebezpieczeństwach, gdzie groziło mi, że ich utracę, spodobało się Opatrzności, że ich doprowadziłem do Port Phillip (...) żywych, ale podobnych do szkieletów. Ja również wyglądałem jak szkielet, okryty łachmanami, prawie bez spodni i butów". 19 maja 1840 r. wycieńczeni uczestnicy wyprawy dotarli do Melbourne, które było wtedy jeszcze małą osadą. Strzelecki spędził tam 41 dni, przygotowując szczegółowy raport z wyprawy i mapę Gippslandu.

Kolejnym australijskim przystankiem Strzeleckiego była Tasmania, zwana wtedy Ziemią Van Diemena. Polski badacz spędził na wyspie przeszło dwa lata, organizując trzy wyprawy w głąb lądu i pracując w swoim laboratorium badawczym w Launceston. Podczas poszukiwań geologicznych Polak odkrył i opisał kilka pokładów węgla, ponadto w okręgu Sorell koło Asbestos Range (obecnie Narawntapu) znalazł pokłady miedzi i złotonośnego kwarcu. W grudniu 1841 r. wziął jeszcze udział w morskiej wyprawie, której celem było zbadanie wysp w Cieśninie Bassa. Kapitan okrętu, którym podróżował Strzelecki, Lort Stokes, nazwał jego imieniem szczyt górujący nad Wyspą Flindersa. Strzelecki jako pierwszy wysunął także tezę, która później znalazła potwierdzenie w nauce, że góry Tasmanii są kontynuacją Gór Wododziałowych, co świadczy o tym, że wyspa była niegdyś częścią kontynentu.

Po zakończeniu badań terenowych na Tasmanii Strzelecki wrócił do Sydney, gdzie zabrał się do przygotowania gigantycznej (7,5 x 1,5 m) mapy geologicznej odkrytych przez siebie terenów i porządkowania zapisków z wypraw. Kiedy praca przy biurku go zmęczyła, zorganizował trzecią ekspedycję australijską, tym razem na północ, w trakcie której dotarł do najbardziej wysuniętych na północ farm Nowej Południowej Walii. Jak obliczył biograf Strzeleckiego Lech Paszkowski, polski podróżnik przemierzył na kontynencie australijskim przeszło 11 tys. km, co kosztowało ponad 5 tys. funtów, które zresztą wyłożył z własnej kieszeni. Głównym źródłem jego dochodów była sprzedaż okazów zoologicznych i geologicznych do muzeów europejskich.

Strzelecki rwał się do kolejnych wypraw, ale te, które już odbył, na tyle nadszarpnęły jego zdrowie, że ostatecznie postanowił wrócić do Anglii. Ziemię australijską opuścił 22 kwietnia 1843 r., odpływając z Sydney na pokładzie żaglowca „Anna Robertson". Droga do Europy była powolna i obfitowała w wiele ciekawych przystanków. Podróżnik zatrzymał się m.in. na wyspach Booby, Timor, Sumbawa, Bali i Lombok i na każdej prowadził badania gleboznawcze, etnograficzne i lingwistyczne oraz pomiary meteorologiczne. Odwiedził także Kanton, Hongkong i Singapur, gdzie wsiadł na pokład parowca pocztowego „Akbar", którym dopłynął do Suezu. Następnie drogą lądową udał się do Kairu i Aleksandrii, skąd popłynął do Marsylii. Ostatecznie 25 października 1843 r. dotarł do Londynu, tym samym kończąc swoją dziewięcioletnią podróż naukową dookoła świata.

Sir Paweł

W 1845 r. Strzelecki wydał w Londynie swoje główne dzieło „Physical Description of New South Wales and Van Diemen's Land", czyli obszerną monografię Australii i Tasmanii. Do książki dołączona była także mapa geologiczna zbadanych przez niego obszarów, pierwsza taka w historii. Publikacja Strzeleckiego spotkała się z bardzo życzliwym przyjęciem w kręgach naukowych i 25 maja 1846 r. została nagrodzona złotym medalem Royal Geographical Society (za badania Australii przyznano jeszcze tylko dwa tak wysokie wyróżnienia w historii). W 1853 r. Strzelecki został członkiem tego prestiżowego towarzystwa, jak również samego Royal Society. Otrzymał też od królowej Wiktorii Order Łaźni, jedno z najwyższych odznaczeń brytyjskich, a w 1870 r. dodatkowo Order św. Michała i św. Jerzego oraz tytuł sir.

W 1847 r., gdy Irlandii dotknął straszliwy głód, Strzelecki zgłosił się do komitetu niosącego pomoc ofiarom klęski. W odróżnieniu od Anglików był na Zielonej Wyspie traktowany z szacunkiem. Doceniano jego dokonania naukowe, a jako katolik pochodzący z okupowanego kraju budził dodatkową sympatię.

Chociaż w 1845 r. Strzelecki przyjął obywatelstwo brytyjskie, nigdy nie przestał uważać się za Polaka. Pisał: „Opuścić ojczyznę i udać się do innego kraju, gdzie ludność nie ma nic wspólnego z nami oprócz przynależności do tego samego rodzaju ludzkiego, to znaczy wyrzec się naszej narodowości i rasy, dwu rzeczy, których człowiek nie może odrzucić, choćby mu przyszła taka fantazja". I dalej: „Jak wielkie trudności pokonałem, ucząc się języka, który nie ma żadnego pokrewieństwa z mym ojczystym. A jeszcze teraz, kiedy ogarnia mnie wzruszenie serca i umysłu, jakże trudno znajduję słowa, które by odpowiadały w sposób subtelny temu, co we mnie nurtuje. W takich to razach powracają wspomnienia ojczyzny i odżywają me narodowe uczucia".

Strzelecki zmarł w 1873 r. w Londynie na raka wątroby i został pochowany na cmentarzu Kensal Green. W 1997 r. jego prochy sprowadzono do kraju i złożono w Krypcie Zasłużonych Wielkopolan w podziemiach kościoła św. Wojciecha w Poznaniu.

Według Lecha Paszkowskiego znanych jest 13 nazw geograficznych nadanych w Australii przez Strzeleckiego, ale do naszych czasów przetrwało jedynie sześć z nich: Góra Kościuszki, Gippsland, Latrobe River, Barney Plains, Lake King oraz Mount Arrowsmith (Tasmania). Podróżując po Australii, natkniemy się także na wiele miejsc, które zostały nazwane na cześć Pawła Strzeleckiego, m.in. pasmo górskie Strzelecki Rangers w stanie Wiktoria, rzeka Strzelecki Creek na wschód od jeziora Eyre, góra Mount Strzelecki na północ od Alice Springs czy najwyższe wzniesienie na Wyspie Flindersa – Strzelecki Peaks. Jest też miasteczko o nazwie Strzelecki Town, Pustynia Strzeleckiego oraz rezerwat przyrody Strzelecki Regional Reserve. Na mapie Kanady znajdziemy natomiast Strzelecki Harbour.

"Rzeczpospolita"