Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Prokurator w opałach

Grazyna Zawadka, Izabela Kacprzak 19-03-2017, ostatnia aktualizacja 19-03-2017 00:00

Śledcza zlekceważyła materiały CBA o powiązaniach urzędników i handlarzy roszczeń.

W sprawach dzikiej reprywatyzacji w stolicy toczy się obecnie 100 śledztw.
źródło: Shutterstock
W sprawach dzikiej reprywatyzacji w stolicy toczy się obecnie 100 śledztw.

Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wszczął postępowanie o niedopełnienie obowiązków przez prokurator z Warszawy, która odmówiła śledztwa w sprawie nadużyć przy reprywatyzacji stołecznych działek i kamienic oraz powiązań urzędników z handlarzami roszczeń. Zawiadomienie, oparte na wielomiesięcznej pracy operacyjnej, złożył jeszcze, jako szef CBA, Paweł Wojtunik. Według Prokuratury Krajowej prokurator Justyna B. nie zweryfikowała alarmujących informacji i dopuściła się „rażącej obrazy przepisów prawa".

Gdy zarzuty się potwierdzą, grozi jej nawet wydalenie z zawodu. „Rzeczpospolita" ustaliła, na co natrafiło CBA i jaką rangę miały materiały.

Kopalnia wiedzy CBA

Afera reprywatyzacyjna wybuchła w lipcu 2016 r. i zaczęła się od zwrotu cennej działki na placu Defilad. Miasto oddało ją handlarzom roszczeń, choć państwo spłaciło przedwojennego właściciela. Odtąd ruszyła lawina, toczy się 100 śledztw w sprawach dzikiej reprywatyzacji.

Nadużycia można było ukrócić wcześniej, gdyby prokurator wszczęła śledztwo i zbadała ustalenia CBA.

Już w 2015 r. do Justyny B. z Prokuratury Okręgowej w Warszawie trafiła wielowątkowa sprawa o nadużycie uprawnień i zaniedbania, których mieli się dopuścić urzędnicy ratusza. Było to 10 tomów akt materiałów niejawnych, jakie CBA zgromadziła m.in. dzięki podsłuchom. Kogo nagrywano, to tajemnica. Wiadomo, że ciężar gatunkowy informacji był olbrzymi.

Po krótkim postępowaniu sprawdzającym Justyna B. w czerwcu 2016 r. odmówiła wszczęcia śledztwa. Uznała, że jest „brak znamion czynu zabronionego".

Tymczasem, według naszych informacji, sprawa miała aż siedem wątków. Materiał CBA wskazywał zaniedbania urzędników ratusza w sprawach: kupowania roszczeń, sprzedaży kamienic za cenę oderwaną od wartości rynkowej, bezzasadnego wstrzymywania decyzji o zwrotach wobec prawdziwych spadkobierców. Niepokojący był też wątek, że do nabywców – jak można sądzić, handlarzy roszczeń – wyciekały z ratusza informacje o stanie prawnym działek, procesach o ich zwrot i planach władz urzędu.

Justyna B. odmówiła wszczęcia śledztwa również w kwestii decyzji urzędników o zwrotach nieruchomości „osobom nieuprawnionym" – choć CBA podało adresy, za którymi kryły się warte miliony złotych grunty. Dziś wiadomo, że pojawia się przy nich plejada znanych handlarzy roszczeń.

Wskazano np. działkę przy ul. Twardej 42, na której stoi szkoła (chciał ją przejąć biznesmen skupujący roszczenia, co prawie się udało). To w tej sprawie pojawił się „kurator z Karaibów". Inne adresy to też samo centrum stolicy: Emilii Plater 29, Świętokrzyska 18A, Złota. To nieruchomości, do których reprywatyzacji prokuratura ma teraz wątpliwości.

Wrocław stawia zarzuty

Okazuje się, że prokurator nic nie zrobiła też z wiedzą o niezłożeniu przez Jakuba R., byłego wicedyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami ratusza, oświadczenia majątkowego za 2012 r.

A także z sygnałem o wyłudzeniu od spadkobierców przedwojennego generała Adama Kasprzyckiego, nieruchomości, m.in. w Zakopanem, czyli słynnej willi Salamandra.

Tą sprawą niedawno zajęli się śledczy z Wrocławia i ustalili, że wyłudzona nieruchomość była ukrytą 2,5-milionową łapówką dla Jakuba R. Udziałami w tej nieruchomości mec. Robert N., słynny adwokat od reprywatyzacji, miał się zrewanżować za zwrot działki przy pl. Defilad. Badając ten wątek, wrocławscy śledczy oparli się na materiałach CBA, które zlekceważyła śledcza ze stolicy. I postawili zarzuty Robertowi N., Jakubowi R. i jego rodzicom. To jednak nie koniec.

– Badamy wszystkie wątki objęte wcześniej odmową wszczęcia – mówi nam Anna Zimoląg z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Jesienią 2016 r. prokurator krajowy Bogdan Święczkowski zapowiadał, że będą konsekwencje za zaniedbania śledczych. Chodziło m.in. o skandaliczną decyzję Justyny B.

– Nie przeprowadzono żadnych czynności procesowych, pomimo że materiały te zawierały bardzo szczegółowe dane, fakty i okoliczności, które potwierdzały istnienie zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przestępczością w zakresie reprywatyzacji – mówił Święczkowski.

Bez zawieszenia

Stołeczna prokurator ma dziś kłopoty.

– Zastępca rzecznika dyscyplinarnego prokuratora generalnego dla warszawskiego okręgu regionalnego wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa przez prokuratora Prokuratury Okręgowej w Warszawie, referenta sprawy – mówi prok. Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej.

Prok. B. w przeszłości zajmowała się wątkiem katastrofy smoleńskiej dotyczącym umowy międzynarodowej Polski z Federacją Rosyjską w sprawie badania przyczyn katastrofy samolotu w kwietniu 2010 r. Doniesienie złożyło Stowarzyszenie Solidarni 2010. Tę sprawę umorzyła.

Justyna B. jest czynnym prokuratorem. Nie została zawieszona, bo śledztwo i postępowanie wyjaśniające toczy się w sprawie, a nie przeciwko niej.

Wysłaliśmy jej pytanie, dlaczego nie wszczęła śledztwa w sprawie reprywatyzacji.

– Stanowisko zawarłam w swojej decyzji procesowej – odpowiedziała nam przez rzecznika prasowego.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: i.kacprzak@rp.pl, g.zawadka@rp.pl

"Rzeczpospolita"