Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zbliża się czas zbierania zysków

Marek Kozubal 12-12-2017, ostatnia aktualizacja 12-12-2017 07:26

Tak samo jak dzisiaj WOT kiedyś atakowano siły specjalne – mówi Wiesław Kukuła, dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

Prawie 35 proc. żołnierzy  Wojsk Obrony Terytorialnej  ma wyższe wykształcenie,  a 14 proc. studiuje
źródło: materiały prasowe
Prawie 35 proc. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej ma wyższe wykształcenie, a 14 proc. studiuje

Rz: Jest pan wojownikiem ministra Antoniego Macierewicza?

Gen. Wiesław Kukuła, dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej: Nie. Jestem oficerem Wojska Polskiego, który realizuje misję budowania formacji, zgodnie z wytycznymi ministra, który jest moim bezpośrednim przełożonym. My, żołnierze, nie traktujemy tego projektu jako politycznego. Dla nas ma wymiar praktyczny, ponieważ wzmacnia system obronny państwa, czyniąc je silniejszym. To jest bardzo potrzebny i ciekawy projekt, z którym się w pełni identyfikuję.

Odbudowuje pan siłę polskiej armii?

Skala i tempo zachodzących zmian dokładnie tak jest odbierana przez większość osób. Po raz pierwszy po 1989 roku następuje istotne zwiększenie liczby żołnierzy. Niemniej nie przeceniam swojej roli w tym procesie. Prawdziwymi bohaterami zachodzących zmian są dla mnie młodzi polscy patrioci, których już kilka tysięcy złożyło przysięgę wojskową i włożyło mundur żołnierza Wojska Polskiego.

Ale przyzna pan, że rozwój sił zbrojnych w ostatnich latach był ograniczany.

Myślę, że podstawowym problemem było niedoszacowanie zagrożeń, tymczasem „turbulencje" w środowisku bezpieczeństwa państwa są jednoznaczne i zapowiadają niełatwe czasy. Dalsze ignorowanie faktów byłoby skrajną nieodpowiedzialnością. Wzmocnienie potencjału obronnego państwa nie jest więc opcją, lecz absolutną koniecznością. Powołanie WOT i budowa zdolności tej formacji wychodzi naprzeciw tej potrzebie. Zwiększa zasoby osobowe sił zbrojnych, czyli liczbę osób zdolnych do obrony państwa, ale również rozszerza świadomość obronną i – co ważne – wzmacnia i integruje lokalne społeczności, które są głównym celem w konfliktach hybrydowych i szarej strefy. Ale pamiętajmy, że WOT jest jednym z wielu projektów realizowanych przez MON, których celem jest zapewnienie bezpieczeństwa państwu i jego obywatelom.

Teraz ma pan „na pokładzie" ponad 7 tysięcy żołnierzy, a w przyszłym roku ilu ich będzie?

Rozwijamy struktury i zdolności szkoleniowe w taki sposób, by w przyszłym roku możliwe było osiągnięcie liczebności na poziomie około 18 tysięcy żołnierzy. Oznacza to, iż co szósty żołnierz Wojska Polskiego będzie pełnił terytorialną służbę wojskową.

Kim są ludzie, którzy wstępują do terytorialnej służby wojskowej?

To świadomi i dobrze zmotywowani patrioci. W zdecydowanej większości podają cztery czynniki motywujące ich do wstąpienia do WOT. Pierwszy to patriotyzm i tradycje rodzinne. Drugi to potrzeba rozwoju osobistego. Na trzecim miejscu wskazują formę służby umożliwiającą świetny balans pomiędzy życiem rodzinnym, zawodowym i możliwością służby dla Polski. Ważna jest również terytorialność – możliwość służby dla społeczności i ludzi, pośród których żyją. Czynnik finansowy pozostaje na marginesie powodów zaciągu do WOT.

To nie są głównie osoby bezrobotne?

Żartuje pan? Chociaż z mojej perspektywy takie osoby są równie dobrymi żołnierzami, to stanowią niecałe 10 proc. wszystkich powołanych do służby. Zdecydowana większość naszych żołnierzy ma dobrą pracę, z której jest zadowolona. Prawie 35 proc. żołnierzy ma wyższe wykształcenie, a 14 proc. studiuje. Strzałem w dziesiątkę okazuje się forma służby – jeszcze raz podkreślę to, co często słyszę – daje ona możliwość świetnego połączenia życia osobistego, zawodowego i służby wojskowej.

Powiedział pan, że w wielu przypadkach są to ludzie ukształtowani, mający konkretne cele, chcący zdobywać nowe umiejętności. Czy oni mają współpracować z samorządem, ale także np. realizować zadania rozpoznawcze czy związane z kontrwywiadem?

Zadania kontrwywiadowcze są domeną służb powołanych do ich prowadzenia. Żołnierze Wojska Polskiego prowadzą zaś działania rozpoznawcze, ale tylko w stanie wojny lub w stanie jej zagrożenia. Celem ich działań jest poznanie zamiaru działania przeciwnika, tak by możliwe było efektywne przeciwdziałanie. Prawo dokładnie określa takie sytuacje. Siłą terytorialsów jest znajomość populacji i terenu, za którego obronę odpowiadają, dlatego działania takie muszą być w katalogu naszych zdolności taktycznych, ale podkreślam, że będą realizowane w określonym stanie i na takich samych zasadach jak w innych komponentach sił zbrojnych.

Jak dużą dziurę w kadrze zawodowej spowodowało utworzenie WOT?

Określenie „dziura" wydaje się nadużyciem. Aktualnie w WOT pełni służbę około 1200 żołnierzy zawodowych. Ponad 10 proc. z nich zostało powołanych z rezerwy, a 40 proc. żołnierzy zawodowych pozyskanych z wojsk operacyjnych to szeregowi zawodowi i podoficerowie młodsi, czyli ta część zbioru naszej społeczności, którą relatywnie łatwo i szybko można odtworzyć. W tym sensie służbę w WOT pełni poniżej 1 proc. żołnierzy zawodowych. Czy to dużo? Fakty są takie, że WOT budują żołnierze zawodowi z wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Wielką korzyścią tego faktu jest to, że nie tylko wnoszą dobre praktyki, ale też budują naturalną umiejętność w zakresie współdziałania z nimi.

Przypomnę, że w 2007 roku mocno krytykowano powstające wówczas wojska specjalne, do których przeszło w ciągu kilku lat niemal 1500 żołnierzy zawodowych z innych formacji. Generał Włodzimierz Potasiński, dowódca wojsk specjalnych, był wtedy oskarżany o to, że nie tylko drenuje kadry, ale na dodatek wybiera te najlepsze. Na te zarzuty konsekwentnie odpowiadał: „Nie jesteśmy kosztem – tylko inwestycją, wkrótce się o tym przekonacie". Przyszedł Afganistan i wtedy jedną z najważniejszych linii operacyjnych wojsk specjalnych stała się osłona i wsparcie działań wojsk lądowych. Tam udowodniliśmy, po co powstały wojska specjalne i dlaczego warto było podjąć wysiłek ich budowy. Dzisiaj nikt tego nie kwestionuje. Zapewniam, że za kilka lat podobnie będzie z terytorialsami.

Część z nich podejmie służbę zawodową?

Nie można zapominać, że po trzech latach służby w WOT żołnierze będą mogli wstąpić do służby zawodowej. Jesteśmy więc kuźnią kadr dla całych sił zbrojnych. Niemal co piąty nasz żołnierz już dzisiaj deklaruje zamiar podjęcia zawodowej służby wojskowej po zakończeniu trzyletniego okresu szkolenia w Wojskach Obrony Terytotrialnej. Akceptujemy w WOT dużą fluktuację kadr spowodowaną zasilaniem systemu rezerw osobowych, a także przejścia żołnierzy do wojsk operacyjnych.

rozmawiał Marek Kozubal

"Rzeczpospolita"