Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

50 Wawoaktywnych

ar, Anna Wittenberg 29-01-2008, ostatnia aktualizacja 30-01-2008 15:23

Dzięki nim zmienia się miasto, a przestrzeń Warszawy wypełnia się pozytywnymi wibracjami i dobrą energią. By działać nie potrzebują władzy. Wystarczy im motywacja. Wśród 50 Wawoaktywnych znajdziemy Bognę Świątkowską, Wojciecha Trzcińskiego, Agatę Passent, Krystiana Legierskiego, Piotra Kobusa, Artura Boruca, Marka Raczkowskiego czy Rafalalę.

źródło: Życie Warszawy

Nasz numer 1 - Joanna Rajkowska

Drobna, obcięta na chłopaka. Nieprzewidywalna, niepoukładana, niejednoznaczna. Joanna Rajkowska, bo o niej mowa, maluje, podróżuje, dzieli, łączy, irytuje, naprawia, skandalizuje, wystawia, używa przestrzeni publicznej, innych ludzi, siebie. Bezsprzecznie zasłużyła na „jedynkę” w naszym rankingu Wawoaktywnych 2007. Tekst:

Projekt 1: Odbiła nam palma

Kiedy na Rondzie De Gaulle’a 12 grudnia 2002 roku stanęła kilkumetrowa palma, przechodnie stukali się w czoła. Później robili sobie z nią zdjęcia. Gdy po dwunastu miesiącach Rajkowskiej skończyło się pozwolenie na jej wystawianie, warszawiacy zaczęli jej bronić. Skutecznie - mimo trudnych momentów (w marcu 2007 palma była o krok od rozsypania się), sztuczne drzewko stoi w centrum do dziś. W opinii zagranicznych turystów jest jedną z największych atrakcji Warszawy. Nie mógł tego zrozumieć Lech Kaczyński, który od 2002 do 2005 roku był prezydentem stolicy. Ponoć nienawidził palmy do tego stopnia, że za wszelką cenę chciał ją zastąpić... choinką.

Powstanie palmy było zainspirowane podróżą Rajkowskiej do Izraela. Początkowo wzdłuż Alej Jerozolimskich artystka chciała ustawić ich szpaler. Mimo, że z lasu zostało tylko jedno drzewo, bierze ono udział we wszystkich ważnych wydarzeniach, które dzieją się w mieście. Wokół palmy przechodzą manifestacje, przy niej kręcone są programy telewizyjne. Kiedy latem w Warszawie strajkowały pielęgniarki, Joanna Rajkowska powiesiła na drzewku czepek.- Ten projekt od początku miał być zawłaszczany – mówiła wtedy dla TVN24 autorka projektu.

Projekt 2: tlen zamiast zwłok

Urodzona w Bydgoszczy Rajkowska, od razu po przyjeździe do Warszawy odkryła, że jest to miasto wielkich tragedii, pełne nieprzyjaznych, dusznych miejsc, w których wojenna trauma nigdy nie została wyleczona. Zdaniem artystki takie nastroje kumulowały się na pl. Grzybowskim. Jeszcze w zeszłym roku był on skwerkiem jak dziesiątki innych - mieszkańcy wyprowadzali tam psy, kloszardzi spali na ławkach, a wycieczki z Izraela wytykały palcami. Rajkowska postanowiła odczarować duszną atmosferę placu. Stworzyła tam Dotleniacz - sztuczny staw, który wyposażyła w urządzenia ozonujące powietrze i wytwarzające przyjemną mgłę. Jeszcze przed jego otwarciem okazało się, że Dotleniacz ożywia ludzi, którzy przychodzili na miejsce jego budowy i rozmawiali ze sobą. Choćby o tym, po co ktoś kopie wielki dół w środku miasta.

– Projekt ma umożliwić spotkanie różnych społeczności, mieszkańców i gości placu Grzybowskiego. Ma być oazą czystego, ozonowanego powietrza w samym sercu miasta, gdzie ludzie, przebywając koło siebie i oddychając tym samym generowanym powietrzem, będą mogli poczuć, że jednak możliwe jest „sąsiedztwo” – choćby tylko chwilowe – tłumaczyła Rajkowska otwierając staw.

Przy Dotleniaczu znalazło się miejsce nie tylko dla mieszkańców, którzy latem przychodzili tam z kocykami ale też dla innych artystów - w wakacje nad stawem postawione zostały k.myki (ławki w kształcie kolorowych kamieni zaprojektowane przez Michała Kwasieborskiego) i sofy miejskie autorstwa Marysia Makowskiej i Piotra Stolarskiego. Jak tłumaczyła artystka, chodziło o to, by pl. Grzybowski przestał przypominać trupiarnię.

Projekt 3: w kaptur i na spacer

Ostatni projekt Rajkowskiej był bardziej hermetyczny niż palma i Dotleniacz. Artystka zabrała dziesięć osób (w większości byli to członkowie redakcji „Krytyki Politycznej”) na niecodzienny spacer. Wszyscy mieli na głowach kaptury, które utrudniały widzenie, a na uszach słuchawki, które transmitowały dźwięki z otoczenia w nieco zmodyfikowanej formie. Trzymając się za ręce, prowadzeni przez Rajkowską, szli przez Chmielną, park koło Pałacu Kultury i ul. Emilii Plater. Dopiero kiedy dotarli na dach hotelu Intercontinental, mogli zdjąć kaptury. Po co to wszystko? Artystka wyjaśniała później, że chodzi o to, by zobaczyć prawdziwych ludzi.

Projekt 4: ja

Jaka jest sama Rajkowska? Jedyna pewna rzecz, którą można o niej powiedzieć, to że jest niejednoznaczna. Doprowadziło to do tego, że nadal bardziej docenia się ją poza granicami kraju niż w Polsce. Świadczą o tym choćby przyznane jej stypendia - węgierskie, szwedzkie, austriackie, amerykańskie... Ale czy tak konserwatywny kraj jak nasz, jest gotowy na przyjęcie artystki, która tak opisuje swoje życie w krótkiej biografii: „Spokojne życie nigdy nie chciało mnie przyjąć, (...) ciało okazało się niezawodnym partnerem no i było zawsze ze mną.

Wcześnie nauczyłam się onanizować, zanim jeszcze wiedziałam czym w ogóle jest to co przeżywam i jakie są słowa, które to określają. To było dokładnie jak z gryzieniem szklanek, głębokie i wyzwalające. Nauczyłam się osiągać orgazm zupełnie się nie dotykając, wystarczyło napiąć mięśnie i głęboko się skoncentrować, założyć nogę na nogę. Teraz robię to czasami w akcie zemsty na fatalnych przyjęciach, z których ciężko wyjść: rozmawiam z kimś i myślę – gdybyś wiedział kretynie...”?

Warszawa powoli się jej uczy. Dotleniacz, palma, wystawy pobudzają do działania, aktywizują. Ponieważ to Rajkowska zmienia czteromilionowe miasto, a nie ono ją, bezsprzecznie zasłużyła na „jedynkę” w naszym rankingu Wawoaktywnych 2007.

2. Bogna Świątkowska

Bęc! I czas na zmiany

Kto nie ma zdjęcia z różowym jeleniem, ten łoś! Dobrze, zdjęcia może nie ma każdy, ale o podświetlanych zwierzętach, które do niedawna stały przy gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej, słyszeli chyba wszyscy. Ich ustawienie to zasługa Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana. Projekt wzbudził wielkie kontrowersje, ale po pewnym czasie wszyscy do niego przywykli. Tak jak i do innych działań fundacji, której głównym celem jest zmienianie miejskiej przestrzeni na bardziej przyjazną, sympatyczną, kulturalną.

Mimo że fundacja działa na pełnych obrotach, Bogna Świątkowska, jej szefowa, wciąż planuje kolejne działania.– Jest intensywna we wszystkim, co robi. Czasami wpada do biura jak huragan, ale z tego zawsze coś fajnego wynika – oceniła ją w portalu Ngo.pl pracująca w fundacji Małgorzata Fudala.

Najwięcej uwagi Bogna poświęca inicjatywie budowy Parku Kultury przy Wisłostradzie. Jej realizacja będzie jednak możliwa dopiero, kiedy na Powiślu powstanie Centrum Nauki Kopernik. To właśnie jego przyszły dyrektor zdecyduje, czy udostępnić przestrzeń wokół centrum dla nowoczesnego miejskiego designu.

Póki co fundacja wydaje bezpłatny „nn6t” (notes.na.6.tygodni), promuje nowych twórców i małymi kroczkami (ławka – pętelka, ławki – kamyki) zmienia miejską przestrzeń.

A sama Bogna? Jak przyznała w rozmowie z portalem Ultramaryna.pl, ma tyle zajęć, że z niektórymi zadaniami nie nadąża. Niemniej jednak, nie narzeka – dla niej liczy się pasja i zaangażowanie. Zdaniem samej Bogny, na tych dwóch filarach opiera się jej działalność. Dla niej liczy się też życiowe doświadczenie. Pracowała już w fabryce śrubek, jako kelnerka, sprzątaczka, dziennikarka. Zdarzyło jej się też... paść gęsi. – Moja filozofia to robota – mówi o sobie Świątkowska.

3. Krzysztof „Semp” Bielecki

Miasto jak plansza

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Setki miejsc, tysiące obiektów, dziesiątki tysięcy osób. Atmosfera rywalizacji wypełnia szare ulice. Jednak tylko nieliczni wiedzą, jak grać – czy jesteś wśród nich? – tak Bielecki zachęca do odkrywania miejskiej przestrzeni. Nietypowo? Ale skutecznie! W organizowanych przez niego grach miejskich za każdym razem biorą udział dziesiątki osób.

Gry organizowane przez studenta psychologii Uniwersytetu Warszawskiego przypominają harcerskie podchody przeniesione do centrum miasta. Rozgrywki odbywają się w okolicach PKiN, w podziemiach Dworca Centralnego, na Starym Mieście, wzdłuż linii metra i przy Pasażu Wiecha. Dla najlepszych graczy nie są przewidziane żadne nagrody – liczy się radość ze zwycięstwa i poznawanie miasta.

Jeszcze zanim „Semp” zorganizował pierwszą grę, stworzył RKPA – Ruch Konsekwentnego Poprawiania Atmosfery. Miał to być następca flash moba (krótkich, zaskakujących, umówionych przez internet happeningów), który zdaniem „Sempa” jest już passé. Razem z RKPA przeprowadził akcje „Rzuć światłem”, „Galeria miejska”, „Dziewięć zwykłych”, „Alfabet” i tajemniczy „Projekt L”. Wszystkie były pomysłowymi i kolorowymi happeningami.

Krzysiek namawiał też ludzi do uśmiechania się w autobusach, zrywania z konwencjami. Miesięcznik „Dlaczego” określił jego działania jako „dofajnianie miasta”. – Tyle osób narzeka, że w ich życiu nic się nie dzieje, a same nic nie robią, żeby to zmienić. Moim celem jest przełamywanie rutyny – tłumaczył „Semp” dla miesięcznika.

4. Numer Raz (Michał Witak)Hip-hop charytatywnie

Raper jest współzałożycielem legendarnej grupy Warszafski Deszcz i właścicielem dynamicznie rozwijającej się agencji artystycznej i studia nagraniowego LWW (Lubię Wąchać Winyl), propagującego stołecznych artystów.

Przedsięwzięciem, które wzbudziło nasz wielki szacunek, jest jednak jego praca ze stowarzyszeniem Spoko Dzieciak (zresztą nie my pierwsi uznaliśmy jego zasługi – Numer Raz dostał już nagrodę Wzorowy Obywatel m.st. Warszawy). Stowarzyszenie wyszukuje i wspiera dzieci i młodzież, które z różnych przyczyn nie mogą liczyć na opiekę nad ich talentami. Walczy z patologiami.

– Zawsze chciałem mieć możliwość powiedzenia dzieciakom: „Nie musisz pić, palić, marnować życia. Jeśli marzysz o czymś więcej, zainwestuj w swój talent”. Spoko Dzieciak jest takim bankiem dla nich, ale bankiem, który inwestuje w ich osobowość i talent, by znalazły sens w realizowaniu siebie – mówi Michał Witak. Zajęcia w stowarzyszeniu prowadzą warszawscy artyści – muzycy Paprika Korps, Zjednoczenia Soundsystem, Siły Dźwięq, Jamal i wielu innych. W tym roku patronowali takim przedsięwzięciom jak Przegląd Artystyczny w LO im. Marii Konopnickiej, imprezie pod hasłem „Sztuka miasta – miasto sztuki”, świąteczna impreza w klubie Harlem.

Numer Raz wspiera też inne warszawskie inicjatywy. Utwór „Ja i Ty” wybrano na piosenkę promocyjną głośnej inicjatywy budowy Stadionu Narodowego.

5. Przemysław Pasek

On, Wisła i Stwora

Kino pod mostem, rejsy śladami powstańców, koncerty offowe, sprzątanie brzegów Wisły, oznaczanie rezerwatów, rowerowe rajdy – działań fundacji Ja Wisła, prowadzonej przez Przemka, jest tak wiele, że nie da się ich wymienić na jednym oddechu. W redakcji mamy nawet takie powiedzenie: „Nic się nie dzieje w mieście? Zajrzyj do Paska, on na pewno robi coś nowego”.

Kim jest Przemek? – To pasjonat społecznik, któremu udało się wygenerować unikalną sytuację kulturową wokół własnoręcznie remontowanej starej barki w nieczynnym Porcie Czerniakowskim – napisał o nim Grzegorz Borkowski, kurator Galerii Działań, w której dwa lata temu pokazywano historię barki „Herbatnik”. Pasek, niczym pisarz William Wharton, sam odnowił pięciotonowy obiekt. Nie po to jednak, by w nim mieszkać, a stworzyć unikalne centrum kultury nad Wisłą.

Pasek zaraził się miłością do rzeki we wczesnym dzieciństwie. Pierwszy raz spływał z mamą i braćmi pontonami po Wkrze. Gdy dorósł, wrócił tam z kajakiem. Później postanowił działać nad Wisłą. Trudno powiedzieć, czy w Warszawie jest ktoś, kto bardziej kocha naszą rzekę niż Przemek. Prezes fundacji Ja Wisła walczy o nadwiślańską przyrodę (np. rezerwat), ale też o przywrócenie jej brzegów miastu. Zdaniem Paska, to, że brzegi rzeki są niezagospodarowane, to skandal.

– Można tam zrobić sześć kilometrów knajp – mówił w jednej z rozmów z ŻW. Kiedy ktoś nie wierzy mu, jak bardzo Wisła jest warszawiakom potrzebna, opowiada historię, która przydarzyła mu się podczas „Wianków” w 2006 roku. – Na wysokości zoo wbiliśmy się w zarośnięte alejki nieczynnego Parku Kultury. Obok – cztery osoby i nikogo więcej. Kiedy odpalono pierwsze race, zobaczyłem, że po drugiej stronie, na wysokości Starego Miasta, siedzi ponad sto tysięcy ludzi.

6. Piotr Tomaszuk

Guliwer odświeżony

Tomaszuk to twórca paradoksów. Pochodzi z Podlasia, elektryzuje Warszawę. Jest kierownikiem teatru dla dzieci, a robi przedstawienia, które fascynują dorosłych. Dlaczego w naszym rankingu znalazł się tak wysoko? Pokazuje, że dzieci jednak myślą i wcale nie potrzebują banalnych, uproszczonych opowieści, żeby dobrze bawić się w teatrze. Wśród dzisiejszych twórców to prawdziwa rzadkość!

Przykład? Proszę bardzo. Guliwer znany ze swoich podróży, lokomotywa stojąca na stacji ani Czerwony Kapturek nie są grzecznymi postaciami. W tych spektaklach aktorzy występują przebrani w gorsety, wykonują aluzyjne gesty i biorą udział w wieloznacznych sytuacjach (np. uwiedzenie Czerwonego Kapturka, wyglądające jak scena z „Niebezpiecznych związków”).

Dzięki takim działaniom teatr Guliwer, którego Piotr Tomaszuk jest kierownikiem artystycznym, powoli staje się ambitną artystycznie, ale bezpieczną dla młodych ludzi przystanią. Nic w tym jednak dziwnego. Tomaszuk stworzył głośne swego czasu towarzystwo Wierszalin. Miało ono być teatrem lalkowo-aktorskim, mówiącym nie do dzieci, lecz dorosłych. Dzięki temu doświadczeniu na spektaklach Guliwera ani jedni, ani drudzy się nie nudzą.

7. Vavamuffin

Ragga lepsze niż reklama

Nominacja za wyręczanie osób odpowiedzialnych za promocję naszego miasta. Na każdej z trzech dotychczas wydanych płyt Vavamuffin śpiewa i gra o Warszawie. W dodatku w ciekawy, alternatywny sposób. „Saska Kępa wypełniona jest wibracją/Grochów jest kolejną kosmiczną ragga stacją/Żoliborek pachnie jak Montago Bay/Buja Sadyba, buja Sadyba, buja Sadyba mnie” – to tylko jedna z takich fraz.

Zespół spotkał się z tak dużym uznaniem, że koncertując, promuje Warszawę w kraju i za granicą (w tym na chorwackim festiwalu Seasplash). Do współpracy zapraszali m.in. Kapelę ze Wsi Warszawa, Mario Dziureksa, Dj Feel-X’a i sekcję dętą legendarnego DAAB. W ich tekstach nie ma przekleństw, wulgarności, przemocy. Mimo to Vavamuffin znajduje sobie widownię zarówno wśród nastolatków, jak i dorosłych słuchaczy.

„U Papy Radara na Tarchominie gra/U Papy Jawora na Siekierkach muzyka/Wola riddimu za riddimem, pulsacji Ochota/We wszystkich częściach miasta wre ragga robota” – teksty te mogą stać się następcami kultowej „Warszawy” T.Love. Dlaczego? – To nie jest zespół, którego słuchają tylko fani reggae, ale zwykli ludzie, którzy oprócz nas mogą sobie słuchać metalu, jazzu, funka, czy czegokolwiek innegon– zdiagnozował w rozmowie dla internetowego portalu klubu Stodoła jeden z członków zespołu Pablopavo. Nic więc dziwnego, że debiutancka płyta Vavamuffin „Vabang!” została nagrodzona jako najlepsza płyta polska oraz najlepszy polski debiut płytowy. Cztery piosenki z niej były w pierwszej dziesiątce najlepszych.

8. Wojciech Trzciński

Sztuka wśród trzciny

Kompozytor muzyki rozrywkowej, filmowej, teatralnej, instrumentalista, aranżer, dyrygent, producent muzyczny i telewizyjny, wydawca... – to, co robił w życiu Wojciech Trzciński ciężko zmieścić w jednym tekście. Z punktu widzenia Warszawy najważniejsza jest jednak jego Fabryka Trzciny. Dopóki nie została otwarta, Praga kojarzyła się wyłącznie z bazarem na Stadionie Dziesięciolecia, bandytami i alkoholem.

Otwarcie Fabryki było przełomem – odkąd funkcjonuje, dzielnica zmienia się nie do poznania. W niej samej są sale: widowiskowa, klubowa, teatralna, konferencyjno-wystawowa oraz galeria i restauracja, a także trzy bary. Fabryka jest prawdziwym centrum kultury. Można śmiało powiedzieć, że gdyby nie ona, Krystian Legierski nie otworzyłby swojego M25, a firma Juvenes nie podjęłaby się restauracji fabryki wódek Koneser.

9. Maja Kaczyńska

Uściski z Warszawy

Ta studentka III roku wzornictwa warszawskiej ASP powinna zarabiać naprawdę duże pieniądze. Dlaczego? Wymyśliła sposób promocji naszego miasta lepszy niż całe zastępy urzędników pracujących w Biurze Promocji Ratusza. Jej „uściski z Warszawy”, czyli piankowe figurki Syrenki i Pałacu Kultury, mogłyby zrobić ogromną karierę, przy okazji kreując pozytywny wizerunek stolicy jako nowoczesnego miasta. Mogłyby, ale czy zrobią, zależeć już będzie od władz miasta.

To nie jedyny doskonały pomysł Mai. Studentka wymyśliła już zegar dla zapominalskich, ciśnieniomierz wyglądający jak iPod, elastyczne spinacze do skarpetek (tak, by zawsze były w parze)...

10. Piotr Kobus

Ale Kino! Ale Festiwal!

Daleka Azja, Afryka, Ameryka Łacińska... czy ktokolwiek przypuszczał, że robi się tam kino na światowym poziomie? Dzięki festiwalowi Ale Kino! Filmy Świata, organizowanemu przez Kobusa, warszawiacy mają nieocenioną szansę obcowania z najlepszymi produkcjami, po które nigdy nie sięgnęliby sami.

Nie ma się zresztą czemu dziwić. Podczas tegorocznej, trzeciej już edycji przeglądu, aż 15 z 20 wyświetlanych produkcji zostało pokazanych w Polsce po raz pierwszy. Ale Kobus specjalizuje się w nieszablonowym kinie. Jego ulubione produkcje pochodzą z Ameryki Łacińskiej. Te również przedstawia podczas dorocznego przeglądu – Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich.

11. Muzycy z Łąki Łan: na stronie w portalu MySpace opisują swoją działalność: „unikalny dźwięk, fantastyczne kostiumy i zapierające dech w piersiach koncerty wypełnione energią i humorem”. To wersja po angielsku, dla obcokrajowców. W Warszawie nie trzeba ich już przedstawiać. Mega Motyl, Poń Kolny, Paprodziad, Niesforny Bonk i Zając Cokictokloc robią furorę, prezentując mieszankę funka, trip-hopu i drum’n’bassu. Nominacja za koncerty i dawkę owadziego optymizmu.

12. Zielone Mazowsze: ekolodzy, wbrew pozorom, nie zajmują się jedynie przypinaniem się do drzew. ZM walczy w Warszawie o logiczne myślenie władzy. Dzięki temu rowerzyści mają szansę na nowe ścieżki, piesi na nowe chodniki, a kierowcy na spokojną jazdę. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości co do ich prawdziwie ekologicznych korzeni, już je rozwiewam. Kiedy wysyłaliśmy z redakcji świąteczne kartki do osób, z którymi współpracujemy, nie mogliśmy adresować ich do ZM. Powód? Dowiedzieliśmy się, że uznają to za marnotrawstwo papieru.

13. Artur Kurasiński: „– Jarek, wygraliśmy i co teraz? – No i mamy problem... bo widziałeś kiedyś chomika w Sejmie?” – ten dialog przeszedł już do historii. Zapoczątkowany nim Chomiks przez ponad dwa lata cieszył mieszkańców stolicy, a władzę doprowadzał do szewskiej pasji. Co na to twórca? Pozostał zwykłym grafikiem. I, w przeciwieństwie do niektórych, wiedział, że po wyborach należy zejść ze sceny.

14. Rafał Szczepański: jedynym celem deweloperów jest zarabianie pieniędzy? Większości pewnie tak, ale dla Szczepańskiego liczy się przede wszystkim styl, w jakim się to robi. Jeśli uda się zrealizować jego pomysł zagospodarowania Pragi, może w końcu będzie można powiedzieć o Warszawie: „stolica na miarę Europy”. Renowacja Konesera i muzeum na Wiśle to tylko nieliczne z jego projektów.

15. Leszek Korkuć: zdjęcie psiej kupy podpisane „Sojuszowi dziękujemy”, brunatny mundur z komentarzem „odzież wszechpolska” i hasło „jesteś wredna, brzydka i leniwa – zostań feministką” to sztandarowe pomysły skandalizującego grafika. Po rozwieszeniu tych ostatnich na ulicach Warszawy Korkuć dostał setki e-maili krytykujących i popierających jego akcję. Po co to zrobił? Jak sam podkreśla, celem było sprowokowanie dyskusji. Z realizacji celu –celujący!

16. Marysia Sadowska: jak to jest obudzić się rano pod pomnikiem Chopina w Łazienkach, bez kluczy do domu, samochodu i portfela? Jak wygląda Warszawa bezdomnych, klubowiczów, muzyków? Marysi wystarczyło 30 min, by odpowiedzieć na te pytania tak, że wielu profesjonalnym filmowcom zerwało berety z głów. Jej debiutancka fabuła „Non stop kolor” to doskonałe studium stolicy „dnia następnego”.

17. Agata Passent i Wojciech Wieteska: zakochani w Warszawie (i sobie) felietonistka i fotograf. Ona myśli i pisze o stolicy, on myśli i biega z aparatem, próbując nadążyć za jej wyobraźnią. Wspólnie najpierw opracowują wystawę, a później wydają książkę „Stacja Warszawa”, która może stać się wręcz alternatywnym przewodnikiem po mieście.

18. Rafalala: w wyborach parlamentarnych nie mogła oddać głosu. Powód? W dowodzie jest Rafałem, na żywo piękną kobietą. Na co dzień to artystka teatralna i reżyserka filmowa, która odpowiada na pytanie: „jak to jest być transseksualistą?”. Pozytywna skandalistka. Zobaczyć ją na ulicy? Bezcenne!

19. Ilona Karwińska: ocala od zapomnienia warszawskie neony. Wiele z nich sfotografowała i wystawiła w Londynie, gdzie mieszka (w listopadzie mogliśmy oglądać tę ekspozycję w Pałacu Kultury). Jeden, najbardziej zagrożony zniszczeniem, odrestaurowała i... wstawiła do swojego mieszkania. Wszystko, jak zwykle, przez mężczyznę. To jej narzeczony, londyński grafik, uznał, że nasze neony mają niepowtarzalny design i przekonał ją do uwiecznienia reklam z Warszawy.

20. Artur Buczyński: gdyby wszyscy warszawscy urzędnicy byli tacy jak on, miasto byłoby rajem na ziemi. Burmistrz Pragi-Północ wyszedł z ratusza i walczy o normalne dzieciństwo dla maluchów ze swojej dzielnicy. Tylko w tym roku sam woził obiady do szkół, zorganizował malowanie muralu na Brzeskiej, boisko i świetlicę dla najmłodszych. Tak, by już żaden dzieciak z Pragi nie wylądował w policyjnych statystykach z 43 czynami karalnymi na koncie...

21. Aga Zaryan: nie dość, że przekonuje ludzi do jazzu, to jeszcze odwołuje się do najpiękniejszych warszawskich tradycji (album „Umiera piękno”). Z repertuarem z tej płyty wystąpiła na koncercie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Jej grafik koncertowy jest zawsze wypełniony po brzegi, ale mimo to artystka znalazła czas na charytatywny występ w warszawskim hospicjum. Nowość? Jasne – Aga nie zabiegała o medialny rozgłos.

22. Tomasz Gudzowaty: jego Yours Gallery to miejsce nowoczesne, skupiające elitę fotografii. A przy tym całkowicie darmowe dla zwiedzających, więc przybliża fotografię ludziom. Np. zdjęcia z afrykańskiego szpitala psychiatrycznego autorstwa Jose Cendona.

23. Michał Znaniecki: widzów rozsadza po kątach. Dosłownie – w reżyserowanych przez niego „Madragorach” wszyscy siedzieli na podłodze. Byli częścią dekoracji. Nic dziwnego – Znaniecki studiował u mistrza formy Umberto Eco.

24. Cezary Wyszyński: rozdawał już „psie mięso” w dolince metra Centrum, urządzał Dzień Wszystkich Zjedzonych koło restauracji McDonald’s przy Świętokrzyskiej. Jego fundacja Viva! Akcja dla zwierząt organizowała w tym roku zdecydowanie najbardziej przekonujące happeningi promujące wegetarianizm. Co jeszcze? Ratowała psy przed przerobieniem na smalec, a konie z gospodarstwa w Kałuszynie przed śmiercią głodową.

25. Sylwia Chutnik: prezeska fundacji MaMa. Sama działa na tylu polach, że rzadko ma na cokolwiek czas. Między innymi dlatego stworzyła bank czasu matek, w którym kobiety mogą się wymieniać umiejętnościami. Jak to działa? Ja ci nauczę dziecko angielskiego, a ty mi uszyjesz zasłony. Proste? Dlatego funkcjonuje.

26. Grzegorz Bruszewski: dzięki niemu możemy na żywo zapytać „co poeta miał na myśli”. Co pewien czas organizuje poetyckie slamy – wydarzenia, podczas których twórcy sami recytują to, co napisali. A publiczność ma stuprocentowe prawo do żywych reakcji!

27. Przemysław Truściński: rysuje Warszawę na wszystkie sposoby. Ostatnio stała się ona tłem dla jego najnowszego komiksu „Najczwartsza RP”, w którym Kuba Wojewódzki i Michał Figurski przenoszą się w przyszłość. Truściński ośmiesza, prowokuje, przerysowuje. I bawi jak jeszcze nigdy.

28. Karol Radziszewski: „Biuro”, Latająca Galeria Szu Szu, „DIK” to tylko niektóre projekty, w których malarz bierze udział. Jest twórcą ekstremalnym – z jednej strony maluje Jezusa niczym z obrazu „Jezu, ufam Tobie”, z drugiej poświęca domową wystawę gejom. Współpracował z dziećmi i więźniami. A to wszystko wpisuje w przestrzeń publiczną: jego prace można oglądać nie tylko w galeriach, ale też na stacji metra Świętokrzyska.

29. Krystian Legierski: walka o jego Le Madame zjednoczyła warszawiaków. Po zamknięciu klubu Legierski nie poddał się. Teraz jest alternatywny podwójnie: jego M25 (na Pradze) i Tomba Tomba (na Starym Mieście) są jednymi z najważniejszych punktów na mapie Warszawy. Oprócz branży rozrywkowej prowadzi jeszcze wiele innych działań. Jest działaczem na rzecz obrony praw mniejszości seksualnych, prawnikiem, członkiem Zielonych 2004 i... wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego.

30. Marek Ostrowski: „– z czego robiłeś magistra? – Z Warszawy” – dzięki doktorowi Ostrowskiemu taki dialog już niedługo będzie jak najbardziej możliwy. W tym roku na Uniwersytecie Warszawskim ruszyły pierwsze wykłady o stolicy, a już niebawem może pojawić się taki kierunek studiów. Czy znajdą się chętni? Z pewnością. Na same wykłady chciało się zapisać 2,5 tys. studentów!

31. Marta Kotlarska: za to, że dostrzegła w dzieciach partnerów do rozmów i... fotografii. Jej Akademia Pstryk umożliwiła zabawę z aparatem nawet najbiedniejszym. Tylko w 2007 roku zorganizowała dwie ważne akcje: „Wehikuł Czasu” i „Romski Pstryk”.

32. Joanna Szpak i Anna Borkowska: poznały się, kiedy już były matkami. Na internetowym forum narzekały na to, jak miasto jest im nieprzyjazne. W odróżnieniu od setek innych mamy postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce: założyły fundację Mama w Centrum i z siłą rozpędzonego wózka walczą o odblokowanie chodników, obniżenie krawężników i inne ułatwienia dla matek.

33. Marcin Masecki: 25 letni pianiasta, warszawskie odkrycie roku 2007. Zdobył tu ogromną popularność. Wziął udział w nietypowej Masie Krytycznej – w czasie kilkugodzinnej trasy jechał na podwyższeniu i grał na pianinie. Maseckiego często możemy usłyszeć na Chłodnej 25. Na jego koncerty walą tłumy. Gra nieziemsko! I bardzo ekspresyjnie. Wśród muzyków ma opinię najlepszego pianisty w Polsce.

34. Leszek Czajka: Aby się do niego dostać, trzeba czekać w kilkumiesięcznej kolejce, mieć bardzo gruby portfel i dużo determinacji. Najlepszy kardiochirurg? Ależ nie – fryzjer! Zaczynał od czesania koleżanek z pracy, teraz pracuje z gwiazdami. Warszawę rzucił na kolana, a każdy wizażysta od razu rozpozna „fryz od Czajki”. Naśladują go wszyscy.

35. Mariusz Adamiak: warszawiak od pokoleń, który nie chce zburzyć Pałacu Kultury i Nauki. Co więcej ma plan, by zabytek z kulturą miał wspólnego coś więcej niż samą nazwę. Z Akwarium Jazzarium zrobił jeden z najbardziej znanych klubów jazzowych na świecie.

36. Joanna Hanusiak: specjalistka od kina rosyjskiego. Sprawiła, że Sputnik przyleciał nad Warszawę, pokazując nam ponad 60 produkcji. Oprócz największych hitów, które każdy zna już na pamięć (takich jak „Pancernik Potiomkin”), w I Przeglądzie Kina Rosyjskiego znalazły się... radzieckie kreskówki.

37. Artur Boruc: doskonałego bramkarza nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Skąd jednak wziął się w naszym rankingu? Jako piłkarz szkockiego Celtiku wstąpił do... stowarzyszenia kibiców Legii. Wspaniały przykład dla naszych rodaków na Wyspach.

38. Marek Raczkowski: na co dzień rysownik. Ale bynajmniej nie za komiksy trafił do naszego rankingu. Raczkowski to zdeklarowany przeciwnik psich kup. Pewnego razu oznakował kilka napotkanych na swojej drodze, wtykając w nie miniaturowe polskie flagi. Po tym, jak o zdarzeniu opowiedział w Radiu Tok FM, sprawą zajęła się Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Jako że podobno doszło do znieważenia flagi państwowej, Raczkowskiego przesłuchiwała policja. Darowali mu.

39. Robert Biedroń: kiedy wydawało się, że wywołał już wszystkie możliwe skandale związane z homoseksualistami, on po raz kolejny zaskoczył Warszawę. Po raz pierwszy – społeczną kampanią „co się gapisz lesbo?”, „co się gapisz pedale?”. Po raz drugi – wydaniem homoelementarza. Po raz trzeci – domaganiem się, by wprowadzić książkę do kanonu lektur obowiązkowych polskich szkół. Jego postać dzieli nawet środowisko mniejszości seksualnych.

40. Beata Lasota: Czy Jezus był Ziomalem? Czy faryzeusze byli skinheadami? Dwa tysiące lat temu może nie. Ale dziś z pewnością tak by wyglądali. Beata zainicjowała więc przetłumaczenie Biblii, na hiphopowy slang. Później organizowała hiphopowe nabożeństwa. Tak, by młodzi „zagaili, o co cho w religii”. Młodzi zrozumieli. Starsi mówią na nią szatanistka.

41. Dionizy Piątkowski i Agnieszka Kloryga: nieźle namieszali na warszawskiej scenie jazzowej. Marcus Miller, Wayne Shorter i Eliane Elias to tylko niektórzy wykonawcy, którzy dzięki organizatorom z Poznania i Katowic pojawili się w stolicy. Od nich warszawiacy mogliby się wiele nauczyć o organizacji koncertów!

42. Zespół Muzeum Powstania Warszawskiego: dzięki nim wiemy, że historia to nie hobby dla emerytów. Zafundowali nam interaktywne muzeum, spektakle Jana Klaty, happeningi i inscenizacje historyczne. Przy nich nie można się nudzić.

43. Andrzej Matusiak: szef Stołecznej Estrady, która dała Warszawie festiwal Skrzyżowanie Kultur, darmowy występ Eliadesa Ochoa i wiele innych atrakcji. Warszawiacy zawsze ustawiają się na nie w długich kolejkach. Dzięki niemu prowadzenie życia kulturalnego znów staje się modne.

44. Aleksandra Buszta-Bąk: dworskie obyczaje to relikt poprzednich epok. Damy jednak tęsknią za pięknymi strojami, a panowie za pojedynkami. Aleksandra pokazuje, że tęsknić należy przede wszystkim za muzyką. Organizuje więc Festiwal Muzyki Dawnej, który na Zamek Królewski przyciąga tłumy. Pokazuje, że nie trzeba używać elektroniki i wzmacniaczy, by spodobać się publiczności.

45. „Czarny Roman”: na jego punkcie zwariowali warszawscy fotografowie. Zarówno amatorzy, jak i profesjonaliści urządzają na niego polowania z obiektywem. Liczy się każdy kadr wrzucony na internetowe fora. Wielu myśli, że „Czarny Roman” to tylko miejska legenda, ale spotkanie z nim jest jak najbardziej możliwe. Najczęściej przebywa w okolicach Marszałkowskiej. Jak go rozpoznać? Czarny płaszcz, czarny kapelusz, spodnie i buty w tym samym czarnym kolorze. Wymienne na żółty skafander narciarski. Oryginał.

46. Leszek Kazimierczak „Eldoka”: pokazuje, że nawet będąc muzykiem, można zostać lokalnym patriotą. Zarówno jego płyta „Solowy 27”, jak i nagrane jeszcze z Grammatik „Podróże” to prezentacja Warszawy, jakiej może pozazdrościć nasze Biuro Promocji.

47. Michał Zioło: dzięki niemu w stolicy pojawiły się czarne brzmienia. Erykah Badu, Kelis, The Brand New Heavies, Vaya Con Dios – ci artyści pewnie nigdy nie zostaliby w Warszawie odkryci, gdyby nie wytwórnia Good Music, którą Zioło prowadzi.

48. Piotr Zgorzelski: praskie potańcówki pod Karpiem połączyły ludzi wszystkich pokoleń. Jedni przychodzili na nie, by powspominać lata młodości, inni szukali przede wszystkim świetnej zabawy. A tę Zgorzelski potrafił zapewnić – od lat jest inicjatorem podobnych projektów. Na co dzień związany ze Sceną Lubelska 30/32.

49. Katarzyna Duszyńska: jedyna osoba, która wierzy w nieszablonowych twórców do tego stopnia, że specjalnie dla nich organizuje przegląd filmowy. Gości on w Kino.Lab.

50. Dima Słupczyński: Woli nie da się odmłodzić? Bzdura! Zaraz po Dobrej Karmie, jednej z najlepszych alternatywnych scen w Warszawie, Dima stworzył kolejną świetną knajpę – Radio Luxembourg. Jeszcze trochę, a Wola stanie się prawdziwą ostoją rocka.

Życie Warszawy