Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Rynek duży i nienasycony

Danuta Walewska 28-12-2017, ostatnia aktualizacja 28-12-2017 11:15

W Warszawie jest potencjał dla nowych hoteli, ale miejsc noclegowych brakuje także w innych, mniejszych mazowieckich miastach.

Sposobem na spędzenie kilku dni z rodziną jest przjazd do hotelu, który jest blisko stolicy.
źródło: materiały prasowe
Sposobem na spędzenie kilku dni z rodziną jest przjazd do hotelu, który jest blisko stolicy.

Poza stolicą najbardziej brakuje hoteli oddalonych od niej nie więcej niż o 70 km. Drugie kryterium, choć niegwarantujące powodzenia, to położenie w pobliżu dróg szybkiego ruchu, takich jak np. E7, no i oczywiście A2.

Jak na razie powodzeniem cieszą się okolice Mszczonowa, gdzie powstaje największy park wodny w Europie Środkowej. Tam także planowane są hotele, pensjonaty oraz gospodarstwa agroturystyczne. Są miejsca na kolejne inwestycje. Cena ziemi w okolicach to ok. 85 zł za metr kwadratowy i to w odległości 3 km od Term Mszczonów.

Nowe obiekty powstają w Żyrardowie, Grodzisku Mazowieckim, gdzie deweloperzy wyspecjalizowali się w rewitalizacji starych obiektów przemysłowych. W okolicach Płońska magnesem przyciągającym inwestorów jest nadal rozwijające się Lotnisko Modlin. – Wystarczy spojrzeć na rejestracje samochodów, jakie parkują przy naszym porcie. Przyjeżdżają nie tylko z Mazowieckiego, ale i z Podlasia, Mazur, z Polski południowej i północnej – mówi Leszek Chorzewski, p.o. prezesa modlińskiego lotniska. Wielu podróżnych decyduje się na spędzenie nocy w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego zamiast na kilkugodzinną podróż w nocy w złych warunkach.

Mało jest hoteli i pensjonatów w okolicach Grójca, mimo że wygodnie byłoby tam przecież nocować klientom fabryki Ferrero Rocher w Belsku Dużym. Słabo jest również z dobrymi noclegami koło Wyszkowa, gdzie są praktycznie tylko hotel Baśniowa, Gościniec Pod Jasionem i Bias.

Uwaga na rozmiary

Jeśli coś się w Mazowieckiem teraz buduje, to przede wszystkim domy weselne z miejscami noclegowymi, ale to już są ściśle ukierunkowane inwestycje. Nie są one przeznaczone dla turystów. Padło pod ciężarem długów największe centrum konferencyjne w Polsce – Ośrodek Ossa Congress & Spa pod Rawą Mazowiecką. Swoje spotkania miały tutaj partie polityczne, a wielkie firmy organizowały spotkania integracyjne. Ośrodek, którego siłą miała być jego wielkość, ostatecznie okazał się za drogi i za duży. Pod Warszawą powstały konkurencyjne placówki, takie jak Hotel Narvil Conference & Spa w Serocku czy Warszawianka w Jachrance, które były mniejsze, a więc i łatwiejsze do zarządzania. Jest też kilkanaście hoteli połączonych z centrami szkoleniowymi, które swoje najlepsze lata mają za sobą.

– Budując BoniFaCio pod Płońskiem, nie zdecydowaliśmy się na 300 pokoi. Nasz hotel ma duże powierzchnie wspólne, 6 tys. metrów kwadratowych i tylko 60 pokoi. Nie chcieliśmy molocha organizacyjnego, gdzie nie ma miejsca na kontakt z klientem. W efekcie jest obiekt, który ma średnio 70-procentowe obłożenie – tłumaczy filozofię mazowieckiego sukcesu na rynku hotelowym Maciej Szpot, prezes touropetaora BFC.

Zdaniem analityków takie inwestycje mają sens, bo to głównie krajowi turyści stymulują rynek. Odległość 60–70 km od stolicy to jeden z warunków, by wierzyć, że inwestycja się uda. Wyjazd w jesienny bądź zimowy weekend na przykład na Mazury to poważne przedsięwzięcie i 4 godziny drogi. Wycieczka do podwarszawskiego spa oddalonego nie więcej niż o godzinę jazdy to już zupełnie inny pomysł. – Zamożność polskich gospodarstw domowych rośnie, a wraz z nią skłonność do ponoszenia wydatków na podróże. Na jednego cudzoziemca w polskich hotelach przypada dzisiaj dwóch Polaków – uważa Dariusz Książak z Emmerson Evaluation. Jego zdaniem dobra sytuacja w branży hotelarskiej daje bezpieczeństwo inwestowania, przy jednoczesnej wysokiej stopie zwrotu.

Stolica – nie tylko biznes

W Warszawie już w tym roku bądź najdalej w 2018 zostanie przekroczona liczba 100 obiektów hotelarskich, w których będzie dostępnych nawet 16 tys. pokojów.

– Przez długi czas na stołecznym rynku dominowali klienci biznesowi, obecnie coraz częściej stolicę chcą też odwiedzać turyści. Dostrzegają to znane marki hotelowe, które intensywnie rozwijają ten segment swojej oferty – wyjaśnia z kolei Izabela Bednarczyk z Emmerson Evaluation.

W tym roku liczba pasażerów odprawiających się z warszawskiego lotniska przekroczy 15 mln. Nie wszyscy oczywiście zostaną w stolicy, ale nieustanny dwucyfrowy wzrost liczby pasażerów wysiadających w warszawskim porcie pokazuje rosnącą popularność największego polskiego miasta.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba noclegów wykupionych w warszawskich hotelach rośnie przynajmniej o milion rocznie. W przyszłym roku w Warszawie zostaną oddane dwa ważne obiekty hotelarskie. Hotel Raffles na Krakowskim Przedmieściu, czyli w dawnym Hotelu Europejskim, oraz należący do sieci Marriott hotel Renessaince na Lotnisku Chopina. W tej chwili wiadomo, że Renessaince ma zostać otwarty wiosną 2018.

Raffles to inna bajka – 103 apartamenty, spa, sale konferencyjne. W tym roku zostaną oddane do użytku (albo pierwsi goście wprowadzą się w 2018), hotele Hampton by Hilton, dwa Holiday Inn, dwa Moxy, Motel One, Four Points by Sheraton, Crowne Plaza Residence Inn, Golden Tulip i minimalistyczny Puro – żeby wymienić najbardziej znane sieci.

Warszawie potrzeba hoteli wszystkich kategorii, co zresztą widać na ulicach miasta – napływ turystów z naprawdę różnej grubości portfelami jest widoczny i to gołym okiem. Z raportu Światowej Rady Turystyki i Podróży (WTTC) wynika, że Lizbona, Budapeszt, Praga i właśnie Warszawa mogą mieć kłopoty z nadmiarem turystów. W Budapeszcie i Pradze coraz częściej jest to odczuwalne. Co z tego więc, że będą mieli gdzie mieszkać, skoro coraz trudniej będzie im dokądś pójść. – Pojawił się zespół określonych wyzwań i problemów, a wspólnym mianownikiem jest konieczność długoterminowego planowania, a nie krótkotrwałych zrywów i pomysłów – ostrzega Gloria Guevara, szefowa WTTC. Oczywiście Warszawie jeszcze daleko do sytuacji Barcelony czy Wenecji, gdzie władze pod naciskiem mieszkańców robią wszystko, by wyhamować wzrost liczby turystów, mimo że stanowią oni największe źródło przychodów miasta.

"Rzeczpospolita"