Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gra o stołeczny rynek śmieci

Aneta Wieczerzak-Krusińska 26-02-2018, ostatnia aktualizacja 26-02-2018 12:26

Warszawski ratusz od lat jedynie mówi o spalarni odpadów. Brak inwestycji uderzy mieszkańców po kieszeni.

autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa

Od przyszłego roku warszawiacy mogą płacić więcej za wywóz śmieci. O ile? To okaże się po rozstrzygnięciu przetargu Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.

Komunalna spółka chce zlecić prywatnym firmom zagospodarowanie odpadów, które odbiera od mieszkańców stolicy. Sama nie ma mocy, by się nimi zająć. Graniczące z Warszawą składowisko w Radiowie zamknięto z końcem 2016 r., zaś planowana od lat rozbudowa instalacji termicznego przetwarzania śmieci jest na etapie wyłaniania wykonawcy. Zanim ruszy, miną przynajmniej trzy lata.

Ryzyka w cenie

Na utylizacji zarobią podwykonawcy MPO. Termin składania ofert upływa 1 marca. To już drugie podejście. Pierwszy przetarg unieważniono m.in. ze względu na oferty przekraczające budżet dwu- czy dwuipółkrotnie. Przy czym konkurencja była znikoma (patrz grafika).

– To wina przerzucenia całego ryzyka biznesowego na wykonawców usługi – twierdzi przedstawiciel jednej z firm. Wskazuje przy tym m.in. na wysokie kary umowne. Podobny ton da się wyczytać ze złożonych odwołań do warunków przetargu. Uwagi zgłosiły firmy Byś i PPHU Lekaro.

Ta druga ostatecznie zdecydowała się na udział w postępowaniu. Jej główny konkurent, Remondis, odmówił komentarza dotyczącego kalkulacji. Wskazał tylko na genezę sytuacji, sięgającą nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (z lipca 2011 r.).

– Wówczas zlikwidowano wolny rynek gospodarki odpadami, wprowadzając podatek śmieciowy, co spowodowało uprzywilejowaną pozycję samorządów i firm komunalnych, prowadząc w pewnym stopniu do monopolu tych usług – zauważyli przedstawiciele spółki.

– Sytuacja jest mniej komfortowa dla wykonawców. Kiedyś mieli portfel tysięcy umów podpisanych ze spółdzielniami, a dziś jeśli nie wygrają przetargu miasta, zostają z niczym – precyzuje inny przedstawiciel branży.

Lekaro wysoką ofertę w pierwszym postępowaniu tłumaczy wzrostem kosztów pracowniczych i opłat za składowanie odpadów (pięciokrotny wzrost wobec 2017 r. i kolejny w 2020 r.). Zwiększają się też obowiązki związane z odzyskiwaniem surowców: papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. Poziom recyklingu z 20 proc. w 2017 r. idzie w górę o kolejne 10 pkt proc. w następnych latach (w przetargu wskazano 45 i 55 proc. w 2019 i 2020 r.). Ratusz wskazuje, że to wykonawcy usługi muszą dołożyć starań, aby te poziomy osiągnąć.

Sytuację komplikuje fakt, że regionalne spalarnie należące do prywatnych firm też częściowo korzystają z podwykonawców. A ci windują ceny i wprowadzają limity. Tak jak mławska firma Novago (przejęta przez Chińczyków), która ograniczyła odbiór o połowę, do 600 tys. ton rocznie (tyle produkuje stolica). – Dlatego w bazach poszczególnych firm rośnie góra śmieci – mówi osoba znająca sytuację w branży.

– Ceny za zagospodarowanie odpadów w Warszawie zostały zamrożone z uwagi na trwające umowy, skalkulowane w 2013 r. Dlatego niektóre podwyżki, które w innych gminach już wystąpiły, w stolicy skumulowały się w tym przetargu – wyjaśnia Leszek Zagórski, dyrektor Lekaro. Stawki Novago skłoniły go do kierowania większej części odpadów do innych firm.

– W ramach obowiązujących umów zagospodarowanie tony odpadów kształtuje się na poziomie 300–400 zł brutto, więc nawet ewentualny wzrost kosztów nie uzasadnia przyjęcia cen dwukrotnie wyższych – oponuje Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza.

Monopolizacja rynku

Nie należy oczekiwać, że ceny jednostkowe w marcowej dogrywce znacząco spadną wobec tych z pierwszej tury (558–776 zł za tonę). MPO tylko nieznacznie zmodyfikowało warunki zamówienia. Główna zmiana polega na skróceniu okresu umowy z dwóch lat (2019–2020) do roku (2019 r.). To jednak może podnieść koszt zagospodarowania odpadów. – Wiele kosztów stałych czy inwestycji musi być podzielonych na krótszy okres – usłyszeliśmy w firmach działających na tym rynku.

MPO zapewnia, że w nowych kalkulacjach wzięło pod uwagę rozpoznanie rynku. Do czasu rozstrzygnięcia nie chce komentować ewentualnego wzrostu opłat za wywóz śmieci.

Komunalna spółka wskazuje przy tym na znaczące zmniejszenie kar umownych np. za niezagospodarowane odpadów. To może obniżyć stawki.

Eksperci są zgodni, że komunalna spółka nie jest przygotowana do wypełniania zadania nałożonego uchwałą rady miasta z lipca 2017 r., czyli zagospodarowania całości odpadów ze stolicy od 2019 r. Na razie sama zleca usługę. MPO zakłada, że podpisze wartą ok. 1 mld zł umowę z wykonawcą w połowie roku. – Przy założeniu braku odwołań budowa powinna się rozpocząć w 2018 r. i zakończyć po trzech latach – informuje Wiesława Rudzka z MPO.

Były minister środowiska prof. Andrzej Kraszewski z Politechniki Warszawskiej twierdzi, że gospodarka odpadami powinna być w rękach samorządów, by te kontrolowały patologie związane np. ze składowaniem w żwirowniach. Ale przejmowanie zadań powinno następować dopiero po inwestycjach w infrastrukturę: składowiska i zakłady termicznej obróbki. – To nie oznacza braku pracy dla instalacji firm prywatnych, bo dzięki tym już wybudowanym można ograniczyć koszty usług – zauważa ekspert. Wskazuje, że niektórym aglomeracjom udało się odpowiednio wcześniej wybudować spalarnie. Działają one już w Bydgoszczy, Koninie, Krakowie, Poznaniu, Białymstoku i Szczecinie. W budowie, oprócz warszawskiej, jest też instalacja w Gdańsku. Z kolei energetyka stawia elektrociepłownie na paliwa alternatywne w Rzeszowie czy Zabrzu.

Eksperci oceniają, że z sytuacją najlepiej radzą sobie Katowice, gdzie mimo dominacji komunalnej spółki MPGK rozwinął się zrównoważony rynek, na którym działają i inwestują w infrastrukturę wszystkie podmioty. Region ma też wystarczającą liczbę składowisk i zakładów przetwórczych. Z kolei Wrocław, który kiedyś miał stawiać spalarnie, teraz stara się raczej realizować nowe wytyczne KE w zakresie zwiększania ilości odpadów sortowanych i przywracania ich do gospodarki.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.wieczerzak@rp.pl

Opinia

Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami

Kwestia zagospodarowania odpadów w Warszawie jest skomplikowana, ale nie beznadziejna. Drugiego Neapolu w stolicy nie będzie, nawet jeśli miasto przez lata zaniedbywało inwestowanie w infrastrukturę do jej przerobu, a także próbowało przerzucić koszty i ryzyka na podwykonawców m.in. te związane z zapewnieniem odpowiedniego poziomu recyklingu bez gwarancji co do jakości selektywnej zbiórki i bez wskazania instalacji, gdzie ma się odbyć utylizacja. Warszawiacy muszą liczyć się ze wzrostem opłat. Ale podwyżki nie powinny być wyższe niż 10–20 proc., czyli podobne do tych wprowadzonych już w innych miastach, które skorygowały cenniki, uwzględniając wyższe opłaty środowiskowe. Wśród dużych aglomeracji w Polsce jedynie Trójmiasto mierzy się z podobnymi do warszawskich problemami. Tam miasto też zdecydowało się na budowę spalarni w formule PPP, by odciążyć zakład utylizacji w Szadułkach. Ten jednak jest lepiej przygotowany do wypełnienia podstawionych przed nim zadań, bo tylko w minimalnym stopniu zleca zagospodarowanie na zewnątrz.

Najlepiej sytuacja wygląda w Katowicach – mimo dominacji należącej do miasta spółki MPGK, rozwinął się zrównoważony rynek, gdzie mają miejsce także prywatne podmioty.

"Rzeczpospolita"