Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Na porodówkach tłok

Joanna Ćwiek 26-07-2017, ostatnia aktualizacja 26-07-2017 08:32

Choć rodzi się coraz więcej dzieci, Polaków wciąż ubywa. W porównaniu z grudniem 2016 r. jest nas o 11 tys. mniej.

Noworodek
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Noworodek

Pierwsza połowa tego roku przyniosła wzrost liczby rodzących się dzieci. Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, od stycznia do czerwca 2017 r. przyszło ich na świat ok. 200 tys. To o 14 tys. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

– Można powiedzieć, że jest to znaczny wzrost. To więcej, niż spodziewali się eksperci – mówi prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego. – Tym bardziej że najwięcej dzieci rodzi się zazwyczaj w miesiącach letnich, więc tegoroczny boom prawdopodobnie jeszcze przed nami.

Zdaniem prof. Szukalskiego z jednej strony może być to rzeczywiście efekt Programu 500+. Do tej pory do ponad 2,6 mln rodzin trafiło 29,2 mln zł. Ponadto wydłużony do roku został także urlop macierzyński, systematycznie przybywa żłobków i przedszkoli.

– Na decyzję o powiększeniu rodziny duży wpływ ma także sytuacja na rynku pracy. W ostatnich miesiącach jest na nim lepiej, pensje idą w górę, to i łatwiej zdecydować się na dziecko – wyjaśnia ekspert.

Zwiększenie liczby rodzących się dzieci widać także na porodówkach. – Trafia do nas coraz więcej pacjentek odsyłanych z innych szpitali – mówi dr Jerzy Zwoliński, ordynator oddziału położniczego w Szpitalu im. Świętej Rodziny przy ulicy Madalińskiego w Warszawie. – My nikogo nie odsyłamy – zastrzega lekarz.

Demografowie zwracają też uwagę, że większa liczba rodzących się dzieci to także efekt tego, że decydują się na nie osoby w wieku 30–40 lat, czyli tzw. pokolenie drugiego, powojennego wyżu demograficznego. – Dla nich jest to często ostatni dzwonek na dziecko – wyjaśnia prof. Szukalski.

Obecnie przeciętna Polka rodzi swoje pierwsze dziecko, mając około 30 lat. – Rzeczywiście takie kobiety dominują, ale zauważamy także wzrost młodszych mam, takich między 20 a 30 rokiem życia – zauważa dr Zwoliński.

Jego zdaniem jest to efekt poprawiającego się klimatu wokół rodziny. – Młode dziewczyny nie doświadczyły takich utrudnień związanych z macierzyństwem, jak ich starsze koleżanki, stąd też łatwiej im zdecydować się na dziecko – tłumaczy lekarz.

Pewną przeszkodą w zwiększaniu dzietności może być jednak coraz większa liczba rozwodów (więcej dzieci rodzi się w związkach formalnych). Z danych GUS wynika, że w pierwszej połowie roku rozwiodło się 34 tys. par – o 2 tys. więcej niż przed rokiem. Z kolei zawarto 71 tys. małżeństw, także o 2 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2016 r. – Rosnąca liczba rozwodów nie najlepiej wróży demografii. Ale w Polsce już co czwarte dziecko rodzi się w związku nieformalnym, więc sam ślub ma coraz mniejsze znaczenie – podsumowuje Szukalski. Jednak mimo większej liczby narodzin w pierwszej połowie roku w porównaniu z grudniem 2016 r. ubyło 11 tys. Polaków. To efekt większej liczby zgonów i migracji zagranicznych.   —Joanna Ćwiek

"Rzeczpospolita"