Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Trzy mandaty dla PO, po jednym dla PiS i SLD

Izabela Kraj, Marek Kozubal 07-06-2009, ostatnia aktualizacja 08-06-2009 18:34

Stołeczny wyścig do Brukseli wygrała Platforma Obywatelska. Bierze trzy mandaty. Po jednym – PiS i SLD. Lider PO Danuta Hübner zdystansowała rywali.

Donald Tusk i Danuta Hübner
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Donald Tusk i Danuta Hübner
Warszawiacy mogą być zadowoleni z wyborczej frekwencji.  Jest wyższa niż podczas pierwszych wyborów do PE sprzed pięciu lat. Platforma Obywatelska poprawiła wynik blisko trzykrotnie. W 2004 r. miała 17 proc., PiS – 23 proc.
źródło: Życie Warszawy
Warszawiacy mogą być zadowoleni z wyborczej frekwencji. Jest wyższa niż podczas pierwszych wyborów do PE sprzed pięciu lat. Platforma Obywatelska poprawiła wynik blisko trzykrotnie. W 2004 r. miała 17 proc., PiS – 23 proc.
*Niektórzy rodzice  dbają o obywatelską edukację swoich dzieci
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
*Niektórzy rodzice dbają o obywatelską edukację swoich dzieci

Według wstępnych sondaży Platforma Obywatelska w Warszawie i najbliższej okolicy uzyskała 54,4 procent poparcia, PiS – 23,1 proc., a SLD – 9,8 proc. Ale nie jest to aż taka przewaga, jakiej się spodziewano – sondaże sprzed kilku dni dawały Platformie w stolicy ok. 60 proc. PO bierze więc trzy z pięciu przynależnych Warszawie mandatów do Parlamentu Europejskiego. Dwoma podzielą się PiS i SLD. PSL i Centrolewica poniosły tu porażkę.

Frekwencja (wg PKW) w okręgu warszawskim (stolica i osiem pobliskich powiatów) po godz. 18 wyniosła 27,7 proc. Była najwyższa w kraju. W samej Warszawie jeszcze lepsza – ponad 38,8 proc. (sondaż TNS OBOP).

– Jestem dumna z warszawiaków, bo ten wynik wyborów, lepszy niż pięć lat temu, pokazuje, że jesteśmy coraz bardziej świadomi wagi problemów i naszej siły w Europie. Wreszcie czujemy, że Bruksela nie jest od nas tak daleko, jak mogłoby się wydawać – komentowała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ale natychmiast dodała, że mimo to wciąż zbyt wiele osób zostało w domach i zignorowało udział w głosowaniu.

Pewniaki i przegrani

Europosłami ze stolicy zostali na pewno liderzy list PO, PiS i SLD – Danuta Hübner (307 tys. głosów), Michał Kamiński (98 tys. głosów) i Wojciech Olejniczak (65 tys.). – Nasza liderka zdecydowanie zdystansowała rywali – cieszyli się wczoraj podczas wieczoru wyborczego politycy PO. Ale rekord w liczbie oddanych głosów może należeć do Zbigniewa Ziobry (PiS), który w Krakowie zdobył 327 tys. głosów.

W kuluarach politycy PO spekulowali, kto weźmie pozostałe dwa mandaty ze stolicy. Według nieoficjalnych danych, na pewno może na niego liczyć politolog Rafał Trzaskowski. Ten kandydat miał silne poparcie środowisk artystycznych i nietuzinkową kampanię internetową.

O ostatnie miejsce walczą Paweł Zalewski, który startował z drugiego miejsca, trzeci Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (radny sejmiku mazowieckiego) i satyryk Tadeusz Ross (ze stosunkowo mniejszymi szansami).

Konsekwencją wczorajszych wyborów na Mazowszu może być zmiana na stanowisku wojewody. Platforma weźmie w tym okręgu jeden mandat. Nie było jednak wczoraj jasne, czy zdobędzie go właśnie wojewoda Jacek Kozłowski (pierwszy na liście PO) czy druga Jolanta Hibner.

– Nie mamy jeszcze danych, a według sondaży to pani Hibner była pierwsza, bo mylono ją z Danutą. Więc ja wcale mandatu pewien nie jestem – mówił nam wczoraj wojewoda Jacek Kozłowski.

Co z innymi kandydatami? Czy te wybory zmienią ich kariery polityczne? Były szef SLD Wojciech Olejniczak, który po raz pierwszy poddał się osądowi warszawiaków, miałby za rok znów tu wystartować, tym razem w wyborach samorządowych jako kandydat na prezydenta stolicy.

Podobnie mówi się o przegranych posłach z listy PiS – Pawle Poncyljuszu i Elżbiecie Jakubiak, którym prezes PiS Jarosław Kaczyński urządził zawody: kto zebrałby więcej głosów do PE, miałby większe szanse stać się kandydatem PiS.

– W tym starciu najprawdopodobniej wygrał Poncyljusz, choć mandatu nie zdobył. Ale, moim zdaniem, była to tylko gra. Nie ujawnia się przecież kandydata na rok przed wyborami – mówi jeden z polityków PiS.

Kandydat w ciszy

Kampanię Pawła Poncyljusza widać było nawet podczas ciszy wyborczej. – Na Ochocie plakaty tego kandydata wisiały zbyt blisko lokalu wyborczego. Zgłosiliśmy więc ten fakt do PKW i policji – mówi Jarosław Jóźwiak, odpowiedzialny w ratuszu za sprawy wyborów do PE.

Policjanci sprawdzają też, kiedy na rogatkach stolicy pojawiły się lawety z plakatami reklamującymi Poncyljusza. Stały m.in. na trasach Gdańskiej i Poznańskiej. Policja miała jednak wątpliwości, czy ustawiono je w sobotę, w czasie trwania ciszy wyborczej (wtedy oznaczałoby to złamanie ciszy), czy wcześniej, czyli zgodnie z prawem. Doszło też do innych drobnych incydentów.

Dziennikarz „Rzeczpospolitej” otrzymał w sobotę pocztą elektroniczną reklamy partii Libertas. Ulotka została wysłana prawdopodobnie z Belgii.Z kolei dziennikarz telewizyjny zgłosił dzisiaj w komisariacie policji w Lesznowoli koło Piaseczna, że mogło dojść do złamania ciszy wyborczej w metrze warszawskim. Gdy jechał w sobotę kolejką, zauważył, że na ekranach umieszczonych w wagonikach wyświetlane były spoty wyborcze.

Ten z brodą nie głosuje

Na Żoliborzu do jednego z lokali wyborczych przyszedł brodaty mężczyzna. Wylegitymował się, ale ponieważ w dowodzie miał zdjęcie bez brody, komisja nie chciała mu wydać karty do głosowania. Mężczyzna wrócił więc po chwili w towarzystwie policjantów, którzy potwierdzili jego tożsamość. – Z Mokotowa dostaliśmy natomiast zgłoszenie, że jeden z członków komisji podejrzanie „radośnie” się zachowuje. Był nawet arogancki w stosunku do wyborców – mówi Jarosław Jóźwiak. Skończyło się tym, że przewodniczący komisji przy ul. Kazimierzowskiej wyprosił delikwenta poza lokal wyborczy i ten nie brał udziału w dalszych pracach i liczeniu głosów.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy