Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Mają kłopoty z tożsamością

Robert Biskupski 11-04-2017, ostatnia aktualizacja 11-04-2017 09:14

„Fanpage Miasto Jest Nasze został przywłaszczony i zmienił nazwę bez wiedzy 130 członków Stowarzyszenia i 40 000 fanów" – taki zarzut postawiło stowarzyszenie byłemu prezesowi.

źródło: rp.pl

Jan Śpiewak po rezygnacji z członkostwa w stowarzyszeniu odmówił przekazania uprawnień administratorskich, argumentując, że jest to jego „własność prywatna" – twierdzi stowarzyszenie.

„Prowadziłem fanpage MJN od samego początku – na półtora roku przed powstaniem stowarzyszenia. Działając w trosce o bezpieczeństwo naszych informatorów, nie miałem innego wyjścia" – odpowiada Jan Śpiewak.

To kolejna odsłona konfliktu pomiędzy stowarzyszeniem a jego twórcą Janem Śpiewakiem, który odszedł z organizacji i ogłosił, że planuje stworzyć nowy ruch. Koledzy zarzucali Śpiewakowi, że jest zbyt radykalny. Przeszkadzały im też medialne zarzuty w sprawie kupna kawalerki, którą miał on nabyć od osób, które 15 lat wcześniej zreprywatyzowały kamienicę. Pojawiły się głosy, że walka z reprywatyzacją i jednoczesne korzystanie z jej efektów nie dodają szefowi MJN wiarygodności.

Śpiewak nie pozostaje dłużny. „W stowarzyszeniu, dokładnie od wybuchu afery reprywatyzacyjnej, działy się niepokojące rzeczy. W lipcu Grzegorz Majewski, który był beneficjentem zwrotu Chmielnej 70, wysłał pismo przedprocesowe przeciwko MJN i wystąpił do sądu o zakaz wypowiadania się przez nas o nim. Odmówiłem zdjęcia informacji na jego temat. Trójka członków zarządu sprzeciwiła się temu – chciała przeprosić i zdjąć niewygodne informacje" – napisał w oświadczeniu.

Takie sytuacje w ruchach miejskich zdarzają się często. Gdy Miasto Jest Nasze wprowadziło do Rady Dzielnicy Śródmieście cztery osoby, zaczęło rozmowy koalicyjne. Jak wspomina jeden z działaczy PO, negocjacje były trudne, gdyż szef MJN żądał rzeczy niemożliwych. Z klubu MJN w dwa tygodnie po wyborach wyszły więc trzy osoby. Śpiewak został sam.

Podobne kłopoty zdarzyły się na Ursynowie, gdzie komitet Inicjatywa Mieszkańców Ursynowa wprowadził do rady dwie osoby. Na pierwszej sesji okazało się, że jedna z nich popiera PO, druga koalicję PiS – Nasz Ursynów. Ostatecznie IMU weszła do zarządu dzielnicy, a jej członkowie założyli nową organizację – Projekt Ursynów.

Podziały nie ominęły też Naszego Ursynowa. Najpierw odeszła Teresa Jurczyńska-Owczarek, która poparła PO i została przewodniczącą rady dzielnicy. Potem z klubu NU odszedł jego przewodniczący Paweł Lenarczyk oraz jego ojciec, który też jest radnym. Założyli konkurencyjne stowarzyszenie Otwarty Ursynów.

Wydawałoby się, że podziału nie będzie na Woli, gdzie stowarzyszenie Wola Zmian wstawiło do rady jedną osobę – swoją szefową Anetę Skubidę. Wola Zmian jednak uznała, że bardziej interesuje ją działalność społeczna niż polityczna, więc Skubida zrezygnowała z prezesury i weszła do nowego stowarzyszenia Wola Mieszkańców. – Teraz jestem w obydwóch organizacjach – mówi „Rz" radna Skubida.

"Rzeczpospolita"