Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wyciek z ratusza

Grazyna Zawadka, Izabela Kacprzak 21-04-2017, ostatnia aktualizacja 21-04-2017 09:28

Dziesiątki tysięcy danych o nieruchomościach, głównie na Mokotowie, pobrał nielegalnie aplikant radcowski podczas praktyki w stołecznym urzędzie.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Dane o właścicielach, wypisy z ksiąg, wyrysy działek – w niespełna trzy miesiące aplikant radcowski na praktykach zawodowych w stołecznym ratuszu wyciągnął dane ponad 47 tys. nieruchomości w Warszawie. Po co to robił, czy ma to związek z dziką reprywatyzacją? Śledztwo prowadzi specjalny dział ds. cyberprzestępczości Prokuratury Okręgowej w Warszawie – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Zdzisław B., dziś radca prawny, właśnie usłyszał zarzuty.

– Jest podejrzany o czyn z artykułu 267 kodeksu karnego dotyczący nielegalnego uzyskania informacji – potwierdza „Rzeczpospolitej" Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zdzisław B. to były student wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warszawskiego (skończył je w 2008 r.).

Bartosz Milczarczyk, rzecznik Ratusza podaje, że B. w styczniu 2015 r. „wystąpił o przyjęcie na praktykę w ramach aplikacji radcowskiej" do dyrektora Biura Geodezji i Katastru (BGiK). Odbywał ją w Wydziale Postępowań Administracyjnych tego biura.

Chociaż B. nie był pracownikiem, obdarzono go dużym zaufaniem – przydzielono mu hasło i login, umożliwiając dostęp do systemu informatycznego ISEG 2000 (dla 16 dzielnic stolicy), który jest kopalnią informacji. Są w nim dane o wszystkich stołecznych gruntach – m.in. o numerach działek, powierzchni, budynkach i stanie własnościowym.

Praktykant był wyjątkowo pracowity. Surfował po systemie, wyszukując tysiące danych.

Na trop nielegalnej działalności praktykanta wpadł nie urząd, lecz stołeczna policja. Jak? Nie ujawnia. Wystąpiła do ratusza, by wskazał pracowników, którzy sprawdzali w systemie dane dotyczące określonych nieruchomości. Dopiero wtedy, w lipcu 2016 r. – ponad rok po zdarzeniu, ratusz zawiadomił prokuraturę.

Praktykant pytał system nie o konkretną nieruchomość, ale o obręb, w skład którego może wchodzić kilkadziesiąt działek. – Przedmiotem jego zainteresowania były głównie wypisy, ale zdarzały się także wyrysy, zawiadomienia o zmianie, wypisy dla nieruchomości z niezamkniętą stroną prawną, wypisy zawierające informacje przedmiotowe o budynkach – mówi Dziekański. – Dalsze sprawdzenie pozwoliło ustalić, że podejrzany wygenerował 47 453 dokumenty, mimo że nie były one potrzebne do wykonania zleconych mu zadań – dodaje.

Co kryje się za „wygenerowaniem dokumentu"?

Wchodząc do systemu użytkownik widzi plik w formacie PDF lub Word. Można go wydrukować czy zapisać np. na pendrivie. – Wskutek upływu czasu nie można ustalić, co stało się z wygenerowanymi danymi – mówi prok. Dziekański.

Śledczy są pewni, że to B. przeczesywał system i uzyskał taką masę danych – osoba uprawniona, by wejść do systemu i sprawdzać bazy korzysta z „unikalnego identyfikatora i hasła". Prokuratura bada czy radca nie wyciągał danych pod konkretne zlecenie, np. dotyczące handlu roszczeniami reprywatyzacyjnymi.

Rzecznik ratusza zapewnia, że B. uzyskał dostęp zgodnie z procedurami „wyłącznie do odczytu danych". – Uprawnienia zostały nadane po wydaniu przez ówczesne biuro ochrony urzędu upoważnienia do przetwarzania danych osobowych w zakresie niezbędnym do działania BGiK – mówi Milczarczyk. Dodaje, że zakres praktyki wskazywał na potrzebę dostępu do systemu ISEG 2000. – Była to m.in. pomoc przy realizacji spraw dotyczących bieżącej aktualizacji ewidencji gruntów i budynków, kompletowaniu materiałów dowodowych.

Zdzisław B. nie przyznał się do zarzutu. Twierdzi, że ze zbioru korzystał zgodnie z upoważnieniem.

Śledczy poinformowali o zarzutach wobec B. Okręgową Izbę Radców Prawnych w Warszawie. Bartosz Miszewski, rzecznik dyscyplinarny Izby, potwierdza, że wszczął postępowanie dyscyplinarne.

Jeśli dane z bazy trafią w niepowołane ręce, to stwarza pole do nadużyć, np. ktoś może się podszyć pod właściciela i np. sprzedać cudzą działkę czy wziąć pożyczkę pod hipotekę. – Kluczem są dane właścicieli. By je zdobyć, trzeba mieć „wejście" w sądzie wieczystoksięgowym lub w ewidencji gruntów – mówi jeden ze śledczych.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: izabela.kacprzak@rp.pl, g.zawadka@rp.pl

"Rzeczpospolita"