Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Ciężka orka przy Miodowej

Wiktor Ferfecki, Karolina Kowalska 08-08-2017, ostatnia aktualizacja 08-08-2017 10:06

Ministerstwo Zdrowia nie rozlicza nadgodzin – ustaliła NIK. A byli pracownicy mówią o mobbingu.

Zdaniem byłych pracowników, nadgodziny od lat są normą w niektórych departamentach Ministerstwa Zdrowia.
autor: Adam Jagielak
źródło: Rzeczpospolita
Zdaniem byłych pracowników, nadgodziny od lat są normą w niektórych departamentach Ministerstwa Zdrowia.

W resorcie zdrowia pracuje około 650 osób. W 2016 roku 323 z nich wypracowało łącznie 12,4 tys. godzin nadliczbowych. Najciężej pracowało się w Departamencie Analiz i Strategii. Tam każda z 35 osób wypracowała średnio 119 nadgodzin rocznie. Takie dane znalazły się w analizie Najwyższej Izby Kontroli.

NIK co roku bada wykonanie wszystkich tzw. części budżetu państwa. W analizie wydatków na zdrowie izba zrezygnowała z oceny pozytywnej, zastępując ją opisową. Jednym z powodów były właśnie problemy w zatrudnieniu.

Nie chodzi tylko o to, że pracownicy zostawali po godzinach. Głównym problemem było to, że resort w 2016 roku nie rozliczył aż 6,8 tys. nadgodzin. Oznacza to, że pracownicy nie odebrali czasu wolnego przysługującego im na podstawie ustawy o służbie cywilnej. W dodatku w przypadku 16 osób przekroczono limit 150 nadgodzin rocznie.

Zastrzeżeń NIK w tym obszarze jest więcej. Od kilku lat krytykuje zawieranie w resorcie umów cywilnoprawnych na realizację zadań, które powinny być wykonywane w ramach umów o pracę. W 2015 roku zawarto 63 takie umowy na łączną kwotę 336,3 tys. zł. W 2016 roku podobne przypadki miały miejsce w Krajowym Biurze ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

„Zawieranie umów cywilnoprawnych wynika z konieczności terminowej realizacji zadań nałożonych na poszczególne komórki organizacyjne, a wsparcie zleceniobiorców pozwala na szybką i skuteczną ich realizację" – informuje resort. Dodaje, że stara się ograniczać liczbę umów, a dyrektor generalny wydał nawet zarządzenie w tej sprawie.

Ministerstwo dodaje, że stara się też uregulować problem zostawania pracowników po godzinach. „Obecnie liczba godzin pracy świadczona w nadgodzinach znacząco zmniejszyła się w porównaniu do pierwszej połowy 2016 r. Jednocześnie pracownikom posiadającym nierozliczone godziny nadliczbowe sukcesywnie udzielny jest czas wolny" – informuje.

W dobrą wolę kierownictwa ministerstwa nie wierzy Maria Ochman, szefowa sekretariatu służby zdrowia NSZZ Solidarność. – Doniesienia NIK są potwierdzeniem naszych obserwacji – ubolewa. – Źle w resorcie zaczęło się dziać za czasów ministra Bartosza Arłukowicza, a pracownicy wiązali ogromne nadzieje ze zmianą kierownictwa. Okazało się jednak, że nie tylko nie dokonało potrzebnych zmian, ale wręcz umocniło patologiczne relacje i zachowania wobec pracowników.

Ekspert w dziedzinie ochrony zdrowia związany kiedyś z resortem twierdzi, że nadgodziny zawsze były normą przy Miodowej. – Szczególnie w Departamencie Analiz i Strategii czy Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji, gdzie pracuje się pod presją czasu – mówi.

W dodatku to nie pierwsze sygnały o złym traktowania pracowników ministerstwa. W maju 2015 roku warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie mobbingu pracowników, m.in. zatrudnionych w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zgodnie z relacją byłych już pracownic dyrektorzy i naczelnicy znęcali się głównie psychicznie, ale dochodziło też do rękoczynów. Jeden z zatrudnionych miał zostać spoliczkowany za błąd w dokumentach.

Urzędnicy mieli być zmuszani do pracy w weekendy i przetrzymywani w pracy do późnych godzin pod pozorem „pilnej rozmowy z przełożoną", do której nigdy nie dochodziło. Normą miały być „seanse gorącego krzesła". Polegały na wezwaniu do gabinetu w celu wmawianiu pracownikowi, że jest niekompetentny.

W 2014 roku jedna z pracownic złożyła pozew o mobbing. Miesiąc później dostała wypowiedzenie. Ówczesny dyrektor generalny najpierw został zawieszony, a ze stanowiska odszedł w 2017 roku po kontroli KPRM. Stanowisko straciła też wiceszefowa departamentu oskarżana o znęcanie się nad pracownikami.

Mimo to w maju prokuratura umorzyła śledztwo. – Dziwi mnie ta decyzja. Dokumenty dotyczące relacji wysokich urzędników wobec podległych im pracowników są zatrważające – mówi Maria Ochman. – Mieliśmy do czynienia z klasycznym mobbingiem, o którym informowany był minister Konstanty Radziwiłł.

Jej zdaniem umorzenie śledztwa może odbić się negatywnie na pracownikach. Resort twierdzi, że zrobiono wiele, by takie przypadki nie miały już miejsca. Informuje, że w 2015 roku zmieniono wewnętrzną politykę antymobbingową w celu usprawnienia pracy specjalnej komisji powoływanej przy naruszeniach. „W Ministerstwie Zdrowia pracownicy corocznie szkoleni są z problematyki przeciwdziałania mobbingowi" – dodaje resort.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorów: k.kowalska@rp.pl, w.ferfecki@rp.pl

"Rzeczpospolita"