Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Izba wyższa płotem oddzielona

Wiktor Ferfecki 06-11-2017, ostatnia aktualizacja 06-11-2017 11:23

Decyzja marszałka Sejmu spowodowała, że przestała trafiać do nas korespondencja – żalą się senaccy urzędnicy.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

200 tys. zł – tyle ma wynieść budowa w przyszłym roku maleńkiego punktu podawczego Senatu. Stanie on obok okazałego sejmowego biura korespondencji wartego dziesiątki milionów. To efekt problemów Senatu, które rozpoczęły się w sierpniu 2016 roku. Wtedy marszałek Sejmu Marek Kuchciński wprowadził zmiany w zarządzeniu regulującym poruszanie się po kompleksie parlamentu. Dotąd teren Sejmu i Senatu był otwarty, co oznacza, że między budynkami mógł spacerować każdy. Marszałek zdecydował, że wstęp będzie możliwy po pokazaniu uprawniających do tego dokumentów.

Kurier nie przejdzie

Teoretycznie zmiana zarządzenia wymagała też podpisu marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Jaki miał wpływ na regulację? Nie wiadomo. Szybko okazało się, że nowe zasady mocno komplikują prace jego izby. Dotąd punkt podawczy Senatu znajdował się w budynku głównym. Straż marszałkowska, stosując się do nowych zarządzeń, przestała wpuszczać do niego kurierów.

– Mieliśmy takie sytuacje, że oferty, które powinny wpłynąć w związku z organizowanymi przez nas przetargami, nie wpływały w określonym czasie – mówił w październiku szef Kancelarii Senatu Jakub Kowalski, tłumacząc posłom z komisji regulaminowej konieczność budowy biura podawczego. Mówił, że będzie ono przypominać sejmowe budki strażnicze, czyli będzie wykonane z ciemnego szkła.

Podał też lokalizację: tylna część kompleksu, na skraju parku. Stoi już tam zbudowany w 2008 roku wydział podawczy Sejmu. Chwalony przez ekspertów od architektury budynek zaprojektował Bolesław Stelmach, kosztował on 34,5 mln zł. Korespondencja wpływa bez problemu, bo stoi tuż przy ogrodzeniu. Teraz siedzi w nim też pracownik Senatu. Jednak to rozwiązanie tylko tymczasowe. Powód? Jakub Kowalski mówił, że nie udało się uzyskać porozumienia z Kancelarią Sejmu i posadzić tam na stałe pracownika Senatu „ze względu na przepisy BHP".

Podobną argumentację przedstawia nam Centrum Informacyjne Sejmu (CIS). Powołuje się na rozporządzenie ministra pracy, z którego wynika, że na każdego pracownika powinno przypadać co najmniej 2 mkw. podłogi. „Warunki architektoniczne budynku N ograniczają liczbę stanowisk pracy w recepcji do dwóch" – informuje CIS, dodając, że tylu właśnie pracowników potrzebuje Sejm. Przypomina, że Senat nie dołożył ani złotówki do budowy biura podawczego.

Poseł PO Jarosław Urbaniak uważa, że to podłoga w budynku N jest za mała, lecz brakuje woli porozumienia między urzędnikami. – To nie jest budynek zabytkowy, który nie spełnia współczesnych norm. Na pewno udałoby się posadzić tam pracownika Senatu – mówi. Jego zdaniem sprawa jest efektem sporu między urzędnikami z Sejmu i Senatu, o którym mówi się od lat.

Przykłady? Pracownicy Senatu mają za złe kolegom z Sejmu, że formalnie nie wydzielili miejsca, gdzie operuje ich izba. W efekcie wszystkie remonty, wymagające zgody konserwatora zabytków, muszą załatwiać za pośrednictwem Kancelarii Sejmu. Urzędnicy też chętnie zaglądają sobie do portfeli. Pracownicy z Senatu w przyszłym roku dostaną podwyżki, bo szefostwo ich kancelarii uznało, że to niesprawiedliwe, iż zarabiają średnio o 750 zł mniej od kolegów z Sejmu.

Senat osobno?

Między innymi z tych powodów kolejni marszałkowie Senatu rozważają całkowite uniezależnienie. Te plany nabrały rozpędu po objęciu stanowiska marszałka przez Stanisława Karczewskiego. W „Rzeczpospolitej" pisaliśmy, że w przyszłym roku Senat ma zamiar wydać 500 tys. na opracowanie dokumentacji projektowej na budowę nowego gmachu. Kancelaria intensywnie szuka działki.

– Plany budowlane pokazują, że konflikt jest poważny. Szkoda tylko, że zapłaci za niego podatnik – mówi Jarosław Urbaniak. Jego zdaniem urzędnicy powinni więcej ze sobą rozmawiać, a dobrze byłoby zacząć od punktu odbioru korespondencji. Czas na porozumienie to koniec czerwca 2018 r. Wtedy wygasa tymczasowa umowa, zgodnie z którą urzędnik Senatu może zajmować jedno miejsce w sejmowym biurze podawczym.

"Rzeczpospolita"