Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kwaśniewski ery internetu

Michał Kolanko 19-03-2018, ostatnia aktualizacja 19-03-2018 10:34

Kiedy Robert Biedroń wróci do krajowej polityki?

autor: Mirosław Stelmach
źródło: Fotorzepa

W środę Robert Biedroń przeciął spekulacje, czy wystartuje w wyborach na prezydenta Warszawy, na co jedni liczyli, a czego inni się obawiali. Na antenie Radia Gdańsk wprost zadeklarował, że w jesiennych wyborach samorządowych powalczy o drugą kadencję w Słupsku.

Do tej pory różni politycy nieoficjalnie omawiali rozmaite scenariusze tego, jak Biedroń może namieszać im w planach. Wśród nich ten z prezydenturą w stolicy wydawał się bardzo prawdopodobny. Inny, który po upadku tego pierwszego wielu wydaje się dziś niemal pewny, mówi o powrocie Biedronia do wielkiej polityki w roli lidera lewicowej listy do Parlamentu Europejskiego. Eurowybory są najmniejszym wyzwaniem pod względem organizacyjnym: wystarczy ulepić niewielką listę i łatwo można przekroczyć próg.

– Gdyby wystartował w Warszawie, nie miałby żadnych problemów ani z finansowaniem kampanii, ani z poparciem – przekonuje w rozmowie z „Plusem Minusem" jeden z lokalnych polityków. I brzmi to sensownie: poparcie dla jego hipotetycznego startu w walce o stołeczny ratusz zadeklarowali SLD i Barbara Nowacka. A pozytywnie wypowiadał się o tym pomyśle Jan Śpiewak, aktywista miejski zajmujący się aferą reprywatyzacyjną. Wielu więc stawia dziś tezę, że skoro Biedroń nie łapie tego byka za rogi, pewnie liczy na coś więcej. W tym świetle scenariusz z eurowyborami staje się bardziej prawdopodobny.

Nowy układ sił

Jak dalej rozwija się ten scenariusz? Biedroń na fali efektu świeżości, jaką daje powrót po czterech latach z polityki lokalnej do wielkiej gry, wykorzystuje swoją popularność i odnosi świetny wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dzięki temu udaje mu się zbudować wokół siebie wspólny lewicowy front na wybory parlamentarne. – Biedroń może zmienić scenę polityczną, zmienić kształt opozycji, może dać ludziom wybór i możliwość głosowania na kogoś nowego – prognozuje nasz rozmówca z opozycji.

Wielu uważa, że to właśnie on jest największym zagrożeniem dla obecnego układu, w którym dominuje Platforma Obywatelska. – Młodzi nie zastanawialiby się nawet chwili, gdyby mieli do wyboru: Schetyna albo Biedroń. On mógłby być Aleksandrem Kwaśniewskim ery social mediów – ma jego wdzięk, umiejętność zjednywania i docierania do ludzi, przekonywania ich. A także jest bardzo sprawny politycznie – przekonuje „Plus Minus" jeden z polityków lewicy.

Zresztą nie tylko politycy opozycji dostrzegają w Biedroniu tego, kto mógłby wywrócić całą polską politykę. „Wybory w Warszawie mogą być tym, czym [były] prezydenckie w 2015 roku dla Pawła Kukiza. To dla lewicy może być punkt zwrotny. Lewica ma niestety duży potencjał. A silna lewica, która wchodzi do Sejmu, zmienia w parlamencie układ sił..." – takie rozważania snuł w niedawnym wywiadzie w „Rzeczpospolitej" były rzecznik PiS Marcin Mastalerek.

Prezydent Słupska rozbija osiadające przez lata fundamenty całego układu politycznego? Na pierwszy rzut wydawać się to może zwykłym political fiction. Ale potrzeba zmiany – zwłaszcza wśród wyborców dzisiejszej opozycji, a już nade wszystko u tych o lewicowych poglądach – nigdy w Polsce nie była tak wielka. A Biedroń ma atuty, których w tym momencie nie ma chyba nikt inny. Pytanie, czy gdy zwolni fotel prezydenta Słupska i powróci na burzliwe wody polityki krajowej, łatwo będzie mu utrzymać pozytywne przesłanie dla wyborców?

Na razie to właśnie jest jego największą siłą. Młodym Polakom, mimo wielu lat politycznej aktywności, Biedroń kojarzy się dziś z czymś nowym, świeżym. Wydaje się, że łatwo może wejść w rolę rewolucjonisty, stać się symbolem, może nawet ikoną możliwej zmiany. – Biedroń przez ostatnie dziesięć lat ewoluował. Z polityka skoncentrowanego na jednym temacie stał się magnesem politycznym, który potrafi przyciągnąć tłumy i rozmawiać na każdy temat – mówi „Plusowi Minusowi" Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Rzeczywiście, rozmaitym spotkaniom z Biedroniem w całej Polsce od wielu miesięcy towarzyszy ogromne zainteresowanie. W ostatnich tygodniach prezydent Słupska rozpoczął objazd po regionach, co jest dość niezwykłe jak na polityka lokalnego, więc tylko powiększyło zainteresowanie jego dalszymi planami. W pierwszej serii spotkań odwiedził Śląsk, jeden z kluczowych politycznie regionów. Frekwencja, choć wiadomo było, że będzie wysoka – i tak zdołała zaskoczyć organizatorów. – Spodziewałem się, że może przyjść dużo ludzi. Ale sala biblioteki w Rybniku dosłownie pękała w szwach, przyszło ok. 350 osób. Ludzie stali na zewnątrz i na komórkach oglądali spotkanie, bo prowadziliśmy relację na żywo w internecie. Czekali pod drzwiami do samego końca, by podejść i zrobić sobie zdjęcie z Robertem – mówi „Plusowi Minusowi" Łukasz Kohut, działacz społeczny ze Śląska i współorganizator spotkań Biedronia.

– Na drugim spotkaniu w Mikołowie sala była na 200 osób, a przyszło prawie dwa razy tyle – dodaje. „Dlaczego Biedroń jest tylko jeden?" – takie pytanie padło w trakcie jednego z tych spotkań. Trudno znaleźć dziś w Polsce polityka, przed którym wyborcy stawialiby takie pytania. W mediach społecznościowych pojawił się też klip, w którym Biedroń mówi... po śląsku. A w wywiadzie dla portalu Gazeta.pl deklarował jeszcze w 2015 r., że zna „jedynie" angielski, francuski, włoski i rosyjski.

Gwiazda Woodstocku

Spekulacje o powrocie Biedronia do wielkiej polityki wzmogły się w sierpniu 2017 r., gdy został bardzo gorąco został przyjęty przez publiczność festiwalu Woodstock, co zrobiło ogromne wrażenie na politycznych komentatorach. – Tu nie chodzi o partię Biedronia, o partię Owsiaka czy kogokolwiek innego, tylko o to, byśmy znowu zaczęli rozmawiać o wartościach. Wiem, że to nie jest sexy. Przesłaniem dla nas wszystkich powinny być słowa Jacka Kuronia: Nie palmy komitetów, zakładajmy własne – przemawiał z żarem w oczach do młodych ludzi zgromadzonych pod sceną. Ale i tak wielu z nich pytało go, czy zamierza założyć własną partię.

Później były selfie, uściski dłoni i uśmiechy. – To było kilkadziesiąt tysięcy osób, nie tylko w namiocie, ale i wokół, na okolicznych pagórkach. Dali mi niewiarygodną energię, ale i nadzieję, że zmiana jest możliwa. Młodzi ludzie przyszli słuchać i rozmawiać o wspólnocie, o tym, że mając różne światopoglądy, można szukać konsensusu. Miałem wrażenie, że jak im powiedziałem, że inna polityka jest możliwa, to wzmogło to ich entuzjazm i dało im nadzieję – opowiada dziś „Plusowi Minusowi".

W czasie, gdy Biedroń brylował na Woodstocku, Instytut Badań Rynkowych i Społecznych przeprowadził na zlecenie „Rzeczpospolitej" sondaż prezydencki. Włodarz Słupska uzyskał w nim 16 proc. poparcia. Większym cieszyli się jedynie Donald Tusk – 21 proc. oraz Andrzej Duda – 36 proc.

– Robert Biedroń jest popularny, bo się uśmiecha do ciebie. On nikogo nie wyklucza. Mówi nam, abyśmy rządzili wraz z nim, wspólnie wzięli odpowiedzialność. Bo dziś zwycięstwo zależy nie od sondaży, ale od mobilizacji elektoratu. Do tego potrzebne są emocje i wartości. Tych stara opozycja już dawno nie ma – mówi „Plusowi Minusowi" Przemysław Filar, wrocławski aktywista miejski.

Czym Biedroń kieruje się w polityce? Podkreśla, że nie ma w nim „drugiego dna". – Lubię inspirować, lubię ludzi, lubię działać. Zawsze jestem autentyczny w tym, co robię. To najważniejsze. Nie mam żadnej drugiej strony osobowości, posępnego alter ego – tak sam o sobie mówi w niedawno wydanej książce „Pod prąd", w której opowiada też o swojej rodzinie, odkrywaniu tożsamości seksualnej i o tym, co robił przed rozpoczęciem kariery politycznej.

Pod prąd

Urodził się w 1976 r. w Rymanowie na Podkarpaciu, ma troje rodzeństwa. Dzieciństwo i młodość spędził w Krośnie. W Ustrzykach Dolnych uczęszczał do technikum hotelarskiego. – Nosiłem się punkowo, ale wtedy sporo było takiej młodzieży. Zafascynowany byłem Siczką, legendarnym liderem zespołu KSU, który pochodził z Ustrzyk Dolnych. Dzisiaj pozostały mi już tylko płyty, kasety i dziurka w uchu po kolczyku – wspomina w książce.

Później studiował politologię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie i zaczął angażować się w działające na rzecz społeczności LGBT Stowarzyszenie Lambda. Tuż po studiach włączył się – w trakcie pobytu w Londynie – w działalność organizacji OutRage!, również walczącej o prawa osób LGBT. W polityczną drogę wyruszył jednak w Warszawie.

– Startowałem z piątego miejsca listy SLD w wyborach samorządowych do Rady Warszawy i choć zdobyłem sporo głosów, nie dostałem się. Później startowałem do Sejmu i znowu pomimo dobrego wyniku się nie dostałem. Ale wtedy moim celem było bardziej zbieranie doświadczeń niż zwycięstwo. Lubię się uczyć, działając, a obie kampanie były okazją do kontaktu z wyborcami i budowania mojego zespołu. Te doświadczenia okazały się bezcenne podczas zwycięskiej kampanii do Sejmu w 2011 r. – mówi Biedroń w „Pod prąd".

– Wówczas powstała też Kampania przeciw Homofobii. Działanie polityczne było naturalną konsekwencją działalności społecznej. Chciałem być po tej stronie, po której ma się wpływ na realne decyzje – mówi dziś „Plusowi Minusowi".

W 2011 r. ponownie wystartował do Sejmu, ale już nie z Warszawy, tylko z Gdyni i Słupska, i nie z SLD, ale już z Ruchu Palikota. – Startowałem z okręgu wyborczego Izy Jarugi-Nowackiej, więc pragnąłem kontynuować także jej dzieło, równie mocno jak Iza angażować się w życie i rozwój lokalnej społeczności. Pamiętam Leszka Millera, który startując z tego samego okręgu, próbował mnie dyskredytować, twierdząc, że będzie to starcie słonia z mrówką. Oczywiście to ja miałem być tą mrówką. Ale to mrówka pokonała słonia. Dostaliśmy podobną liczbę głosów – mówi w książce.

W parlamencie pokazał się jako polityk, który potrafi współpracować ponad podziałami. Organizował konferencje prasowe wspólnie z politykami SLD i PO. A taka współpraca, zwłaszcza na lewicy, była czymś niezwykłym. – Biedroń chodził własnymi ścieżkami – wspomina Michał Kabaciński, były poseł i rzecznik Ruchu Palikota. – Zawsze trzymał się swoich zasad, swojego kodeksu. Lojalność wobec lidera czasami traciła na ważności na rzecz jego własnych przekonań. Wiele razy był też inspiracją dla naszych posłów, że warto być bardziej aktywnym – dodaje Kabaciński.

Później przyszła decyzja o starcie w wyborach samorządowych. – Byłem posłem ze Słupska. Na 15 posłów z okręgu tylko czterech miało swoje biuro w tym mieście. Regularnie jeździłem na dyżury. Moje biuro było prawdziwą instytucją: spotykały się w nim organizacje pozarządowe, aktywna młodzież, były porady psychologa, prawnika, a nawet seksuologa. Poczułem, że muszę wziąć odpowiedzialność za miasto. Widziałem, że Słupsk jest dyskryminowany – mówi „Plusowi Minusowi".

Opozycja wymyślona na nowo

Biedroń od początku zapowiadał, że jeśli wygra wybory, będzie chciał być prezydentem przez dwie kadencje. W jego sukces jednak niewielu wierzyło. Kandydat, który zapowiada zieloną rewolucję? A jednak w II turze pokonał posła PO Zbigniewa Konwińskiego, co było sporym zaskoczeniem dla większości warszawskich dziennikarzy. W trakcie kadencji krytykowała go zarówno Platforma, jak i PiS – za liczne wyjazdy poza Słupsk czy częste pielgrzymki po mediach. Ale z sondażu IBRiS z 9 lutego wynika, że popiera go 54 proc. mieszkańców Słupska, a jego konkurenta z PiS Piotra Mullera – jedynie 14 proc. – Biedroń potrzebuje pewnej wygranej w Słupsku, by móc dalej realizować swoje polityczne plany – mówi „Plusowi Minusowi" jeden z polityków opozycji, uważnie śledzący rozwój sytuacji.

A co na to sam Robert Biedroń? Co planuje? – Jeszcze kilka lat temu wielu nie mogło sobie nawet wyobrazić, by ktoś taki jak ja mógł być w ogóle posłem czy prezydentem Słupska. To, co robię, jest bezpartyjne, nigdy nie byłem członkiem partii Ruch Palikota. Idę swoją drogą, będę więc robił fajną politykę na przekór partiom – odpowiada.

W książce „Pod prąd" podobnie jak wielu polityków i publicystów mówi o tym, że opozycja musi wymyślić się na nowo. – Potrzebujemy nowej – konkurencyjnej do PiS-owskiej – idei dla Polski – twierdzi. Można powiedzieć, że nie ma w tym nic odkrywczego. Ale to Robert Biedroń jest politykiem, który rzeczywiście może tę opozycję odmienić. Ponowne starcie o Słupsk, które czeka go na początek, nabiera w tym świetle nowego znaczenia. Kampania w Słupsku będzie więc dla Polski dużo ważniejsza niż starcia w nawet znacznie większych miastach.

Plus Minus